Z Ireną Łaźną, Sybiraczką, autorką książki pt.”Przetrwanie” rozmawia Cezary Rutkowski.
Cezary Rutkowski: Co Panią skłoniło do napisania książki pt. „Przetrwanie”?
Irena Łaźna: Niedawno uznałam, że postanowie przełamać opór, więc ruszyłam swoje komórki mózgowe by przekazać młodym z rodziny prawdę jak tam było. Pomyślałam, że trzeba było przeczekać, aż tyle lat, żeby dojrzeć do przypomnienia sobie tych wszystkich, strasznych przeżyć, a moją pracę przyśpieszyło naleganie wnuków. Najpierw zaczęłam od pisania sposobem rymowanym. Były to swego rodzaju opowieści rymowane. Spodobały się one rodzinie i ks. Kapelanowi, którzy zachecili mnie do napisania kolejnych opowiadań.
C.R.: Więc zaczęło się od pisania opowieści rymowanych, aż w końcu z tych nagromadzonych wspomnień powstała książka?
I.Ł.: Tak. Potem zaczęłam odtwarzać coraz więcej wspomnień w związku ze wzrastającym zainteresowaniem nie tylko wnuków ale innych młodych ludzi z mojej rodziny i przyjaciół, aż w końcu postanowiłam ująć to wszystko w książkę. Pragnieniem moim było ukazanie prawdy o naszych losach na Syberii, gdyż wiedza na ten temat jest wciąż mała. Także historycy nie interesują się tym trudnym tematem, a żyjący jeszcze Sybiracy, choć wiekowi, są źródłem prawdy historycznej.
C.R.: Czy ktoś z pani towarzyszy niedoli pomagał Pani w odtwarzaniu wspomnień ukazanych w książce?
I.Ł.: Nie. Udało mi się jednak samej z tym poradzić, a chociaż liczyłam od samego początku na męża, który ma ogromny talent do redagowania, lecz gdy zaczęłam tworzyć książkę mój mąż ciężko zachorował i trafił do szpitala.Niestety, tak się stało. Zaś z kolei mam taką małą przyjemność, że pani redaktor Małgorzata Gołko, która zajmowała się korektą mojej książki, powiedziała: „ Ja się bałam naruszyć pani styl, jedynie tylko przecinki i parę słów dodałam albo ujęłam.” Następnie przy pisaniu ksiązki postanowiłam, że wszystko co w niej ma być zawarte, będzie od początku do końca prawdą, zwłaszcza taką, która mnie boli i wszystko co powiem i pomyślę miało się tam znaleźć.
C.R.: Więc książka jest przede wszystkim zbiorem Pani wspomnień i rozważań.
I.Ł.: I tego czego doznałam po wojnie, a także jak byli i są traktowani Sybiracy, a są źle traktowani i nadal mam odwagę powiedzieć wszystkim i wszędzie, że obecnie za patriotyzm się w twarz dostaje, a tak nie powinno być, lecz nic na to nie poradzimy.
C.R.: Które wydarzenie najbardziej utkwiło w Pani pamieci?
I.Ł.: Tego nigdy nie zapomnę, kiedy wkrótce po wejściu Sowietów, bo już 10 lutego 1940 r. nocą niespodziewanie w straszny mróz zostaliśmy zabrani przez sołdatów tak jak stałam w samej koszuli, boso wsadzili mnie do sań, a potem pod karabinami prowadzili do wagonów towarowych. Wywieżli nas do strasznego, nieludzkiego miejsca, gdzie jakby życie zamarło i nie było tam nawet dzikich zwierząt ale za to same robactwo. Nie umiem dzisiaj sama pojąć, jak myśmy to przetrwali.Widziałam jak dzieci, które nie ukończyły jeszcze wtedy 12 lat, pracowały w okropnych warunkach. Bez kropli mleka, całymi grupami codziennie umierały wołając: „Mamo, chleba!”. Sama często tam w łagrach byłam świadkiem takiego konania dzieci. Pamiętam również o chlebie, którego nam bardzo brakowało. Do dzisiaj tkwi w mojej głowie myśl, że chleb powinien zawsze być w domu i nigdy nie powinno go brakować, gdyż głównie dzięki niemu można normalnie żyć. Cierpienia nas wszystkich były różne, dopiero teraz zaczynam rozumieć wymiar moich przeżyć podczas częstych kontaktów z Sybirakami.
C.R.: Co przede wszystkim pomogło pani i rodzinie przetrwać te najtrudniejsze chwile?
I.Ł.: Głównie Mama, przede wszystkim ona, a także więźniowie. Pozwole sobie zacytować fragment mego opowiadania: „Przetrwaliśmy dzięki więźniom i swej rodzicielce. Sama wierzyła i nam nieustannie wmawiała powrót do Polski w tej beznadziei i poniewierce. Matka Polka i Sybiraczka nigdy nie ustawałą i dzieci, klęcząc i prosząc Boga o wieczny sen błagały, z kolan podnosiła i coś miłego o Polsce mówiła. Gdy usnąć z głodu nie mogły, do piersi je tuliła i miłością głodowy ból koiła. Wiarą w Boga, nadzieją powrotu do Ojczyzny i marzeniem sytości swoje dziadki karmiła.” I tak to wyglądało. Także żyliśmy słowami i karmieni nadzieją, że Polska będzie i do niej wrócimy.
C.R.: Należę do tego szczęśliwego pokolenia, które nie przeżyło grozy wojny i golgoty wschodu. Znam to tylko z opowiadań, filmów i książek. Dlatego uważam, że na pewno lektura Pani książki o drodze przez mękę wzbogaci moją wiedzę o tych okrutnych dniach na nieludzkiej ziemi, za co Pani serdecznie dziękuję.
I.Ł.: Ja też również serdecznie dziękuję.




Komentarze
Pokaż komentarze