0 obserwujących
32 notki
77k odsłon
  2251   0

Jak najadłam sie robali

Kryzys, bida, wysokie ceny. Kurczaki pędzone hormonami i świnie karmione byleczym.  Czy to czas na owady na stole? Szarańcza w tempurze, larwy moli woskowych na kokosowej tapioce, czy mączniki młynarki z szałwią i czosnkiem? Nie jest to fragment książki o egzotycznych wyprawach do krajów wschodu, nie jest to nawet urywek z odjechanego programu survivalowego, to menu warsztatów, na których byłam. Przyznam szczerze, że po wykonaniu kilku telefonów i wysłaniu -nastu maili nikt z moich znajomych nie odważył się wybrać na lekcję gotowania z owadami w roli głównej. Ja byłam, smażyłam... jadłam! Zapraszam na relację z najbardziej niezwykłych warsztatów w jakich dotychczas uczestniczyłam - "Robaki na talerzu".
 
 
 
 

 
 
 
Warsztaty zorganizował warszawski Slow Food Youth w ramach imprezy V Cooking Clash, która w sobotę, 29 września odbyła się w Parku Szczęśliwickim. Pierwsza moja myśl - eee robaki, jeść? fuuuj! ale okazało się, że prowadzącym będzie Kuba Korczak z food for friends, szkoły gotowania, która rusza i rusza i ruszyć nie może, ale ponoć już niebawem w końcu otworzy podwoje. Z Kubą gotowałam już w Zielonym Jazdowie i na warsztatach ze świeżym ziołem, jak zawsze liczyłam na dobrą energię oraz taryfę ulgową, na wypadek, gdyby wzięło mnie "bleee". 
 
 
 
Na początek podglądaliśmy głównych bohaterów kulinarnych warsztatów, czyli pudełka z żywym stworzeniem od Fabryki Owadów. Właściciel Fabryki, Kuba Urbański opowiadał o swojej hodowli i prezentował małe i większe ruchliwe stworzenia. Uczestników warsztatów było dziesięcioro, ale wokół zgromadził się ponad 50 osobowy tłum, który dość mocno napierał, chciał dotykać i oglądać, dzięki czemu część owadów miała szanse na drugie życie na wolności.
 
 
 
Karaczany są bardzo "czyste", nie zjedzą nic co spleśniałe, mączniki młynarki, jeśli chcemy wykorzystać kulinarnie warto kilka dni wcześniej nakarmić czymś pysznym - cynamonem, trawą cytrynową, kokosem, liśćmi limonki kaffir, korzennymi przyprawami. Świerszcze i szarańcza są trudne do upilnowania przy otwieraniu pudełek, a larwy moli woskowych trzeba wyłuskiwać z przerośniętych plastrów wosku, w których tworzą swoje kokony - małe, wijące, miękkie larwy sieją spustoszenie w pszczelich ulach. Głównymi klientami Jakuba Urbańskiego są sklepy dla zwierząt, ogrody zoologiczne i hodowcy zwierząt, którzy szukają dla nich żywego pokarmu. Zapytani o "owadzie eksperymenty na ludziach", Kuba chef i Kuba hodowca potwierdzili, iż znajdują się już smakosze owadów i w konkurencji człowiek-owad, która nas czekała za chwilę  to człowiek zje owada, a nie odwrotnie.
 
 
 
Owady są blisko spokrewnione ze skorupiakami - krewetką, homarem, czy krabem. Są niezwykle bogatym źródłem białka, wapnia, żelaza i cynku.Są karmione naturalnie, świeżymi owocami, warzywami (podobno z ekologicznych upraw), a także miodem i korzennymi przyprawami. Bardzo żałuję, że nie usłyszeliśmy więcej o samych owadach, o tym dlaczego pojawiają się w diecie człowieka i czy mają szansą być przyszłością w kuchni. Mam nadzieję na kolejne spotkanie w nieco bardziej kameralnym gronie i chętnie wybiorę się na wycieczkę do Fabryki Owadów. Dzieci są zafascynowane możliwością podglądania i opowieściami o owadach, sami zobaczcie...
 
 
 
 
Po owadziej prezentacji, Kuba Korczak przydzielił nam stanowiska z nożami, deskami i menu dnia. Oj, reakcje były niezwykłe, ale skoro udało mi się już pokonać homara na warsztatach, postanowiłam, że i owada się nie ulęknę. A swoją drogą, może by tak pobudzić kreatywność twórców nudnego Master Chefa i zrobić uczestnikom warsztaty z robakami? no to by było wyzwanie!
 

 
Gdy po chwili przerzedził się nieco tłum oglądaczy, wstąpiła w nas zwyczajowa energia kulinarna i na trzech stanowiskach powstały niemal wszystkie potrawy z zaplanowanego menu. No może z małymi wyjątkami - kawioru nie było, gdyż świerszcze zdążyły się wylęgnąć z jaj w drodze na warsztaty, a na karaczany madagaskarskie nie starczyło nam czasu i sił. Pod koniec zrobiło się na tyle ciemno, że uniemożliwiało dalsze pichcenie. Tak sobie myślę, że gdybym w tej ciemności przywlokła w torbie kilka karaczanów, drewnojadów, czy szarańczy, mogłabym nie docenić hodowlanej "zdobyczy" we własnym domu ;)
 
Placuszki z młodymi świerszczami bananowymi miał być kawior z jaj świerszczy, ale się maleńtasy wykluły. Skakały, rozłaziły się i... fajnie chrupały pod zębami. Były nieco mniejsze od mrówki. Zjadaliśmy je na palcach umoczonych w miodzie albo na lekkich placuszkach  z prażonymi migdałami, gruszką, miodem i świeżą melisą. 
 
 
Makaron z prażonymi mącznikamibył wyśmienity, z pewnością za sprawą przypraw - świeżej szałwii, czosnku, chilli. Mączniki młynarki zostały odpowiednio dosmaczone przed przyjazdem na warsztaty. Przez kilka dni były karmione smakowitościami, które oddały w potrawie. Mieliśmy dwie ich wersje - pachnące curry albo cynamonem. Owady w potrawie z makaronem po prostu chrupały, naprawdę nic strasznego, czy ekstremalnego.
   na masło wrzuć listki świeżej szałwii, chwile podsmażaj
   dodaj mączniki młynarki (wcześniej odpowiednio smakowo karmione)
   po chwili dodaj oliwę, sporo posiekanego czosnku i chilli, podsmaż
   dodaj ugotowany wcześniej pełnoziarnisty makaron
   wymieszaj i podawaj z  serem dojrzewającym bursztyn
 
 
 
Robalowe lizaki  z imbirem, cytryną i owadami - wyglądają ekstremalnie, przygotowanie może budzić pewne doznania z gatunku brrr, ale w smaku ot chrupiące, słodkie, lizakowe. Moje dzieci lekko się wzdrygały, ale zjadły i będą miało co opowiadać w szkole :)
   do garnka wsyp spora ilość cukru i pozwól by się skarmelizował
   dodaj sok s cytryny, wymieszaj
   dodaj posiekany imbir i skórkę otartą z cytryny
   wsyp larwy drewnojadów i szybko zamieszaj
   po chwili dodaj świerszcze bananowe cały czas mieszając, by nie wyskakiwały
   odstaw całość do lekkiego zgęstnienia,
   a następnie wylewaj łyżką na przygotowane na pergaminie patyczki do lizaków
 
 
Szarańcze w tempurzez czerwoną pastą curry - ooo to doświadczenie już było nieco z gatunku "ekstremalne". Szarańcza jednak była bardzo smaczna, wyśmienita tempura autorstwa Kuby nieźle zaostrzała apetyty, a sami dochodziliśmy do właściwego sposoby spożywania tego przysmaku - otóż jadamy bez skrzydeł, które włażą w zęby, reszta super!
   5 suszonych papryczek chilli i 5 cm kawałek galangalu posiekaj a następie utrzyj w moździerzu z solą
   dodaj utarty ok 5cm kawałek imbiru, potartą skórkę  z 1,5 limonki  i posiekaną  pałkę trawy cytrynowej
   wymieszaj całość na gęstą pastę 
   dodaj do niej gazowanej wody i mąki pszennej do uzyskania dość gęstego ciasta
   rozgrzej olej w garnku do temperatury odpowiedniej do smażenia w głęboki tłuszczu - ok 150-160°C
   wrzucaj żywe szarańcze i świerszcze bananowe do tempury, 
   wyjmuj łyżeczką lub widelcem i od razu wrzucaj na gorący tłuszcz. 
  Smaż do chwili, gdy ciasto się zarumieni, osączaj na ręcznikach papierowych.
 
 
Larwy moli woskowych  na perełkach z tapioki gotowanych w mleku kokosowym z imbirem, cytrusami i miodem. To było jedyne danie, w którym zjadałam żywe, nie przetworzone obróbką cieplną, czy mechaniczną owady. Larwy moli woskowych są utrapieniem pszczelarzy. Mole te pustoszą ule - w plastrach wosku składają jaja, z których wylęgają się larwy, te zaś plotą w wosku kokony. 
Przed przyrządzeniem tego dania syn Grzegorza, jednego  z uczestników warsztatów, wyłuskiwał je z kokonów i wosku (w niebieskich rękawiczkach na zdjęciu). Była to jedna z ostatnich przygotowanych na warsztatach potraw i ... niewiele mieliśmy larw do skosztowania, w większości zostały zjedzone przez nas w trakcie gotowania, są naprawdę pyszne - jak słodkie, miodowe jagody. Zdjęcie larwy mola na języku Grzegorza rulezz ;))
   wyłuskaj larwy moli woskowych z kokonów, przełóż do miski i wymieszaj z 2 łyżkami miody gryczanego
   250g perełek tapioki przepłucz szybko na sicie zimną wodą
   wrzuć je do garnka z gotującą się wodą - ok 100ml
   po ok 5 minutach wlej puszkę 400g mleka kokosowego
   gotuj na małym ogniu, aż tapioka zacznie mięknąć, 
   gdyby było zbyt gęsto, można dodawać w trakcie nieco wody - należy cały czas mieszać!
   dodaj sok wyciśnięty z 1 pomarańczy, otartą skórkę z 1 limonki  i 1 cytryny oraz utarte 2cm  imbiru
   na końcu dodaj miód  - do smaku
   na warsztatach użyliśmy miodu rzepakowego, ale z gryczanym deser nabrałby ciekawszego charakteru
   nakładaj deser na talerzyki lub do miseczek, na wierzchu układając żywe larwy moli woskowych w miodzie
 
 
Szarańcza w tempurze i larwy moli woskowych na tapioce były dla mnie hitem. Wielu obserwatorów z niedowierzaniem przyglądało się naszym poczynaniom, czasem pozwalało sobie na niewybredne komentarze, ale, gdy potrawy były gotowe, chętnie sięgali po niezwykłe smaki z owadami w roli głównej. 
Nie wiem, czy żałuję, że nie spróbowałam karaczanów, których nie zdążyliśmy zrobić. Na koniec wszystkie do domu zabrał syn Grzegorza, zatem liczę na jakieś wieści jak im się udały. A tymczasem dziękuję Kubie i Kubie i Emilii i Boli (!!!), a także współgotującym - Kubie, Krzysztofowi, Paulinie. Było świetnie - do następnego razu, z owadami lub bez.
 
 
Jak smakowało? - chyba nie było dania, które wzbudziłoby mój zdecydowany wstręt, czy niechęć. Nie można mówić tu o czymś "apetycznym" - no wiadomo przecie. Nie zgadzam się z opiniami, że "robaki są jak chipsy" - w zależności od formy ich przygotowania smakują naprawdę różnorodnie.  Wszystkie potrawy były po prostu smaczne!
 
Miejsce - tym razem warsztaty plenerowe, eventowe. Wolałabym więcej uporządkowania i ogarnięcia przestrzeni. 
 
Atmosfera - bardzo dużo emocji, oczekiwań, kulinarnej "adrenaliny". Cudowna otwartość uczestników, prowadzących i pomoc ekipy ze Slow Food Youth (Bola!!), było naprawdę inspirująco!
Merytorycznie -  ciekawe informacje o owadach, ale dla mnie jeszcze za mało teorii (panie Jakubie poproszę o więcej!). Świetne pomysły na łączenie smaków. Prowadzący część kulinarną Kuba nieźle nad wszystkim panował, a chaos, który czasem się wdzierał w nasze poczynania raczej wynikał z nieodpowiednio przygotowanego na miejsca. Warsztaty organizowało warszawskie Slow Food Youth - z pewnością były "raw", chociaż nie do końca w moim odczuciu  w duchu "slow". Zadaniem Slow Food jest promowanie lokalnych smaków, lokalnych producentów żywności. Owady to egzotyka, która wprawdzie trafia już i do Polski, być może przyszłość kulinariów. Fabryka Owadów jest polskim producentem (hodowcą) tychże, jednak nie o takich tradycjach myślę mając w głowie ruch "slow" w Polsce. Coś jakbyśmy jedli na przykład gekony, czy kangury z polskiej hodowli.
 
Czas trwania i ilość osób -  całość trwała ok 2,5 godziny, udział wzięło 10 uczestników i dobre pół setki widzów, podjadaczy i ciekawskich.
 
Cena - podstawowa 100zł, last minute 50zł. Myślę, że tego rodzaju warsztaty w cenie 100zł i w nieco bardziej kameralnej atmosferze to świetna propozycja. 
 
Czy wrócę? - zdecydowanie tak! niech tylko Fabryka Owadów wraz z food for friends znajdzie ciekawą przestrzeń i piszę się pierwsza na następną turę!
 
tematy: Muchy w zupie i inne robaki na talerzu (klik)
Park Szczęśliwicki w ramach V Cooking Clash Składu Bananów
Cena 100/os
zapisy: szukajcie informacji o warsztatach u wyżej podlinkowanych organizatorów

 

A zainteresowanych kulinarnym warsztatami zapraszam po więcje relacji:

Warsztaty u Kurta Schellera

Warsztaty sushi w Składzie Bananów

Slowfoodowe warsztaty z rybami

Warsztaty sernikowe w Trójmieście pod okiem Tomasza Dekera

Warsztaty o dziczyźnie w warszawskim Makro

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale