106 obserwujących
765 notek
1236k odsłon
  2161   0

GW: T. Turowski- ofiara lustracyjnej pożogi

 

Wychowawcza rola "Gazety Wyborczej" jest nie do przecenienia. Każde polskie dziecko dzięki szczątkowym, acz wszędobylskim porcjom czerskiej kindersztuby doskonale wie, że taka - dajmy na to - lustracja to coś jednoznacznie obrzydliwego, zaściankowego, moherowego, a polega - pisząc w największym skrócie - na prześladowaniach kompletnie niewinnych, klawych ludzi. Metoda obrzydzania społeczeństwu idei lustracji stosowana przez salon jest prosta jak drut i zawsze ta sama - ujawnionego donosiciela, szpicla, konfidenta przedstawia się w roli zagubionej, zaszczutej ofiary, która, co prawda, coś tam podpisała, czasem nagabywana przez SBeków udzieliła jakichś informacji - finalnie jednak: a) albo nikt na tym nie ucierpiał, b) albo ucierpiał ale usługi konfidenta nie miały na to wpływu, c) wreszcie istnieje wiązek przyczynowy między czynnością donoszenia na np. kolegę a późniejszymi prześladowaniami tegoż kolegi - tyle że szpicel samoczynnie nie chciał nikomu szkodzić (czytaj: zmusili go, doprowadzili do ruiny psychicznej, etc.). Tą ostatnią wersją na Czerskiej posługują się raczej rzadko, w tzw. beznadziejnych przypadkach.

 

W mało której sprawie A. Michnik jest tak kategoryczny, jak właśnie w sprawie lustracji. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Pochwała choćby jednego postępowania sądowego, w którym ustalono kłamcę lustracyjnego, jednego rzetelnego badacza działalności SBeckich kapusiów, byłyby wszak niezrozumiałą niekonsekwencją, mogłyby podważyć przez lata pielęgnowany dogmat, o którym wspomniałem na wstępie. Najprościej, gdy sprawa domniemanej współpracy opiera się na poszlakach (, jak w przypadku TW Bolek) - wówczas któryś z bystrych chłopców Nadredaktora będzie bił, jak na alarm - niczym wytrawny, cyniczny adwokacina - w zasadę "in dubio pro reo". Tyle, że paremia ta rozumiana ściśle nie może wiązać opinii publicznej (zwłaszcza media) w tak bezwzględny sposób, jak sąd. A tego właśnie domaga się salon, szantażując przy okazji oponentów groźbą oskarżeń np. o psucie dobrych obyczajów,.

 

Mimo tego wszystkiego, poraził mnie dzisiejszy tekst W. Czuchnowskiego, w którym autor postanowił jeszcze raz (nigdy za mało!) zaatakować lustrację. Ów fakt sam w sobie nie jest jeszcze niczym szczególnym; wstrząsa pretekst, którym "Czuchno" uczynił orzeczenie sądu stwierdzające, iż Tomasz Turowski jest kłamcą lustracyjnym.  Warto przypomnieć, iż Tomasz Turowski to dyplomata powołany przez Radosława Sikorskiego na placówkę do Moskwy na prestiżowe stanowisko ambasadora tytularnego. To m.in. on przygotowywał zaplanowaną na 10 kwietnia 2010 r. rocznicową wizytę polskiej delegacji w Katyniu. Sławę zyskał dzięki publikacji C. Gmyza z "Rzeczpospolitej", który ustalił, iż Turowski przez wiele lat działał jako tajny agent ekspozytury sowieckiego wywiadu w Watykanie. By szpiegować Jana Pawła II i jego podwładnych postanowił udawać jezuitę. Czuchnowski obrał - rzecz jasna - sprawdzony schemat - maluje Turowskiego jako ofiarę: co prawda facet przez szereg lat działał w Stolicy Piotrowej na rzecz Sowietów, ale przecież w 1990 r. przeszedł pozytywnie weryfikację i potem wiernie służył III RP. Turowski więc powinien podlegać ochronie (, dane na temat jego niechlubnej karty winny być absolutnie tajne), tymczasem proces lustracyjny de facto ochronę tą dyplomacie odebrał. Publicysta GW podpiera się tu opinią A. Milczanowskiego, bliskiego współpracownika...L. Wałęsy, który nota bene - na co zwrócili uwagę Gontarczyk i Cenckiewicz - miał udział w usuwaniu niewygodnych dla naszego noblisty materiałów z słynnych "bolkowych" akt. Milczanowski twierdzi, iż proces lustracyjny Turowskiego, który doprowadził do dekonspiracji tego ostatniego, to symbol słabości państwa.


Ciekawa teoria. O słabości państwa mówiło się sporo przy okazji katastrofy smoleńskiej. Jako jeden z najbardziej elementarnych wyznaczników tej słabości wskazywano dopuszczenie do sytuacji, w której to przygotowywaniami ważnej wizyty w Rosji nielubianego w Moskwie polskiego Prezydenta, zajmował się tajny eks-superszpieg przez lata będący na pasku sługusów Kremla. O tym oczywiście ani Czuchnowski, ani Milczanowski słowem nie wspomną.  Nie interesuje ich również realizacja obietnic Putina i Tuska, że śledztwo będzie prowadzone transparentnie, że opinia publiczna pozna kulisy wydarzeń (dziś salon zdaje się cynicznie twierdzić, iż od początku wiadomo przecież, że to była tylko propagandowa gadka, nie realpolitik). Turowski był ważnym ogniwem tych kulisów, całej smoleńskiej układanki. Jak widać, na Czerskiej - także w imię walki z "okrucieństwami" lustracji - nie ma zainteresowanych jej zespoleniem.

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale