Pani Agata Nowakowska zachęca czytelników Gazety Wyborczej, by "dali
rządowi szansę". Chodzi o pakiet działań antykryzysowych, który zamierza
podjąć w najbliższym czasie gabinet D. Tuska. Prócz pochwał dla premiera,
publicystka Wyborczej srogo rozprawia się z największymi jego wrogami:
opozycją i związkami zawodowymi:
"Każdy ma najlepszą receptę. Opozycja i związki zawodowe zachęcają do
życia na kredyt, zwiększania zasiłków i podwyżek pensji. To
samobójstwo. Żądania płacowe w sytuacji, gdy wiele firm walczy o przetrwanie,
doprowadzą do wzrostu bezrobocia, a wysyłanie ludzi na zasiłki, to skazywanie ich
na biedę."
Rządowy plan przewiduje dodatkowy miliard złotych, który ma trafić do
osób starszych i rodzin z dziećmi. W porównaniu z 50 miliardami euro, które
kanclerz Niemiec zamierza przeznaczyć na walkę ze skutkami kryzysu, to
jednak niewiele ( nawet przy gradacji naszych i niemieckich możliwości
finansowych).
W porównaniu z 'rujnującymi finanse publiczne' pomysłami PIS (m. in. postulat zwiększenia deficytu budżetowego na 2009 rok z zakładanych 18 miliardów złotych do 25 miliardów złotych-dodatkowe pieniądze miałyby wspomóc gospodarkę)to rozsądny, realny projekt.
Tak przynajmniej czytelnik ma mniemać po przeczytaniu tekstu Pani Nowakowskiej. GW ustami swej publicystki dopinguje rząd do wzmorzenia prac:
"Musimy zmusić rząd, by dopilnował wykorzystania funduszy unijnych, to nasza szansa na w miarę miękkie lądowanie. "
Gdy na problem większego wykorzystywania środków europejskich uwagę zwrócił PIS (Grażyna Gęsicka zwróciła uwagę, że na koniec listopada 2008 r. poziom wydatkowania środków unijnych przeznaczonych na lata 2007-2013 wynosił zaledwie 0,3 proc.) , mieliśmy burzę. Politycy PO zarzucili w wulgarnym stylu kłamstwo Gęsickiej, Z. Chlebowski przekonywał:
"Otóż jest to prawie 3,5 proc. Podpisano w ubiegłym roku prawie 6 tys. umów na ponad 8 miliardów złotych..."
Marne pocieszenie.
Dlaczego PO, tak się wzbrania przez większymi wydatkami z budżetu? Jeśli traktować serio zapowiedzi Tuska o wejściu do strefy EURO w 2012 r., Polska musi spełnić szereg rygorystycznych wymogów, przygotowujących nas do przyjęcia nowej waluty. Chodzi o spełnienie tzw. kryteriów z Maastricht zakładających m. in. określony, niski wskaźnik deficytu budżetowego.
Przyjęcie EURO w warunkach kryzysu zmusza nas do utrzymywania pewnego rygoryzmu finansowego, który może się niekorzystnie odbić, zwłaszcza na pozycji osób najuboższych.
No ale przecież mamy KRYZYS, trzeba cierpieć.
29
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (10)