33 obserwujących
102 notki
74k odsłony
3422 odsłony

IKEA w walce z dzikimi katolickimi kanibalami

Wykop Skomentuj93

W sprawie zwolnionego z IKEI pracownika pojawiły się głosy, że cytowanie Pisma Świętego w miejscu, gdzie nawołuje ono by homoseksualistów karać śmiercią, to nic innego jak zgoda na tworzenie klimatu - nazwijmy go tak - pogromowego. Zapewne sam sięgnąłbym raczej w analogicznej sytuacji po Katechizm Kościoła Katolickiego, który jest precyzyjną i aktualną wykładnią wiary chrześcijańskiej. Głównie dlatego, że teksty Starego Testamentu trudno jest podawać w dzisiejszej kulturze bez wyjaśnienia. Pan Tomasz powołał się na Pismo Święte, jak się zdaje, w pewnej prostocie odwołania do fundamentalnego i autorytatywnego tekstu zarówno dla chrześcijaństwa jak i kultury europejskiej. Jednak to właśnie obecność owych cytatów biblijnych - nie katechizmowych - odsłania mechanizm oskarżenia jaki uruchomiono wobec tego, w sumie anonimowego, katolika, a za jego pośrednictwem wobec chrześcijańskiej tradycji. Zanim jednak poddamy obecnie funkcjonującą narrację analizie przywołajmy w znacznej mierze trafny fragment opublikowanego ostatnio przez samego zainteresowanego oświadczenia:

"Nie trzeba być teologiem ani filozofem, by zdawać sobie sprawę, że Pisma Świętego nie czyta się w sposób dosłowny, a jego tekst jest pełen alegorii i hiperbol. W przeciwnym razie musielibyśmy uznać, że np. słowa Chrystusa zawarte w Ewangelii św. Mateusza: »jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie (…). I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie«, stanowią nawoływanie do samookaleczania. Taka interpretacja jest wprost absurdalna dla kogokolwiek mającego elementarną orientację w europejskiej kulturze, dlatego sądzę, że została użyta specjalnie dla zdyskredytowania mojej osoby."

Przy założeniu dobrej woli trzeba by uznać, że komentujący, którzy traktują Biblię jako - w dowolnym jej miejscu - wykład wskazówek przeznaczonych do bezpośredniego stosowania, są ignorantami. Dlaczego? Ponieważ nie mają świadomości, że dla Kościoła część ksiąg biblijnych ma np. charakter historyczny, to znaczy, że są one opowieścią o dziejach zbawienia i Narodu Wybranego, który jest tej historii świadkiem. Nigdy nie postulowano w dziejach katolicyzmu, np. by dawne prawo Izraela miało być modelem dla chrześcijańskiej społeczności. Aktywność homoseksualna jest konsekwentnie oceniania przez Kościół negatywnie od zawsze i nie wynika to tylko z obecności pojedynczych cytatów ze starego prawa na ten temat, ale z biblijnej antropologii wyrażającej boży zamysł dla człowieka jako związek mężczyzny i kobiety. Także po prostu z szóstego przykaznia. Tym bardziej kwestia karania śmiercią ma charakter historyczny, ponieważ inne ogólne zasady w tradycji katolickiej sprzeciwiają się tak drastycznemu traktowaniu nawet aktywnych homoseksualistów. Dziś, gdy w ogóle kara główna jest traktowana jako najdalsza ostateczność przez Kościół, historyczne zapisy prawa żydowskiego, nie będą brane pod uwagę inaczej niż jako wskazania, że mamy do czynienia z materią moralnie poważną. Bo też i faktycznie w sensie moralnym czy zbawczym mówimy o grzechach ciężkich zagrożonych wiecznym potępieniem.  

Jednak w toczącej się ideologicznej wojnie z chrześcijaństwem i dziedzictwem europejskiej etyki oraz moralności nie widać dobrej woli, tylko siłowe forsowanie nowych stanowisk. W tej konkretnej sytuacji zatem bardziej niż o niezrozumienie dla znaczenia tradycji w wyjaśnianiu Pisma, chodzi o próbę przesunięcia stanowiska chrześcijańskiego na temat aktów homoseksualnych w miejsce, gdzie będzie mogło być ono traktowane jako społeczne zagrożenie. Tak w istocie jest, z byłego pracownika IKEI robi się napastnika, a z korporacji narzucającej uprzywilejowanie publicznych grzeszników ofiarę. To skuteczna manipulacja dzięki której niejeden chrześcijanin, osłabiony duchem naszej epoki, będzie bardziej skłonny do przyznania racji liberalnym dyskryminatorom, niż do obrony chrześcijańskiego stanowiska.  

Zarzuty, które się formułuje wobec byłego pracownika IKEI - nawoływanie do zabijania - mają w powyżej zarysowanym kontekście mniej więcej tyle sensu, co starożytne kalumnie, mówiące że chrześcijanie są kanibalami, ponieważ zjadają ciało Chrystusa. Narracja ta opierała się na plotce, nieporozumieniu, zmyśleniu lub złej woli, ale w efekcie dość konkretnie służyła za usprawiedliwienie dla mordowania chrześcijan. Dziś analogiczne zarzuty o chęć mordowania homoseksualistów okazują się usprawiedliwieniem dla zwalniania ludzi z pracy, gdy tylko zaznaczą swoją - nawet nie tyle odrębność - co właśnie chęć równego traktowania. Czy chrześcijanie byli winni zarzutów przekazanych nam przez rzymskich historyków? Nie. Czy były pracownik IKEI chciał swoją wypowiedzią wyrazić coś więcej niż moralną dezaprobatę dla przymuszania go do publicznej gloryfikacji tożsamości opartej na “głęboko nieuporządkowanym” zachowaniu? Nie. Dawne oskarżenia wobec chrześcijan wynikały z niewiedzy, być może z niechęci do tej “żydowskiej sekty” oraz jej rosnącej popularności “zagrażającej” porządkowi. Podobnie jest i dzisiaj. Chrześcijanie są przeszkodą - realną lub wyimaginowaną - dla “pokoju” opartego na tęczowej religii. Chodzi zatem - choć to dzieje się nie do końca świadomie - o znalezienie kozła ofiarnego, któremu przypisze się cechy obecne we własnych lękach, złej woli, intelektualnej bezsilności oraz niewiedzy, a potem rozszerzy całą sytuację na grupę społeczną, która będzie traktowana jako polityczny wróg. Mechanizm ten opisywał przed laty Rene Girard.       

Wykop Skomentuj93
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo