Jestem w klasie maturalnej. Jadę zabitym do granic możliwości autobusem z liceum na moje osiedle Nałkowskich w Lublinie. Jestem w krótkich spodenkach i nagle na moich udach czuję czyjeś ręce. Niemałe zdziwienie, bo choć jestem chłopcem przystojnym i sympatycznym, a dziewczęta się w mnie podkochują, to taki wyrazów adoracji jeszcze nie miałem. Rozglądam się dookoła, ale nikogo nie widzę, kto by mógł mnie pieścić. No bo przecież nie ta staruszka, którą tłum do mnie tak przycisnął, że aż jęczy. Chwytam rękę głaszcząca i ze wszystkich sił wykrzywiam palce. Na twarzach wokół mnie żadnej reakcji, a jeśliby to była dziewczyna, to musiałaby jakoś zareagować. W tamtych czasach był taki przedmiot, który się nazywał „Przygotowanie do życia w rodzinie socjalistycznej” i pewnego razu naszej niezbyt lotnej nauczycielce zadaliśmy temat lekcji: „Wpływ tłoku w komunikacji miejskiej na rozwój zboczeń w społeczeństwie”. Minęło trochę czasu. Jadę późno wieczorem autobusem nr 6. Jest nas pasażerów tylko dwóch. I nagle poznaję, że mój współpasażer ma twarz jednego z tych, co byli koło mnie podczas gładzenia moich ud. Wyskakuję niespodziewanie z autobusu na przystanek i … widzę, że on też wyskoczył. Sytuacja robi się niezbyt wesoła, ale Pan Bóg przysyła mi taksówkę, zatrzymuję ją, wsiadam i jadę do domu z triumfem oglądając się na zawiedzionego pedała.
Niedługo potem w środku nocy jestem przejazdem na Dworcu Centralnym i pochodzi do mnie sympatyczny, starszy pan, proponując chwilę odpoczynku i herbatkę u niego w domu. Jestem z rodziny inteligenckiej, więc co nie co już słyszałem o obyczajach w wyższych sferach artystycznych oraz literackich i dobrze wiem o jaką herbatkę chodzi. Powoli idę w kierunku patrolu milicyjnego i sympatyczny pan kryje się w mroku. Obecnie według badań mamy 20% młodych mężczyzn z problemami z identyfikacją seksualną. Nie znaczy to, że są homo lub powinni zmienić płeć, tylko że nie czują się wyraźnie seksualnie zdeterminowani. I właśnie na takich chłopców czatują starzy geje. Wyczują ich w tłumie jak pies kiełbasę i aż im ślinka leci. Wystarczy jeden gwałt, jedno wykorzystanie, aby chłopaka zaprogramować do końca życia, i kiedyś i on jako stary gej będzie po nocy krążył po dworcach.
Właśnie 3 czerwca wspominaliśmy Karola Lwangę i jego towarzyszy męczenników. Było to kilkudziesięciu młodych, kilkunastoletnich chłopców, którzy pod koniec XIX w Ugandzie nawrócili się na chrześcijaństwo pod wpływem katolickich i anglikańskich misjonarzy. Byli to paziowie króla Mwangi, a Karol był ich przełożonym. A za co umarli? Otóż król Mwanga, przepraszam czytelników za wyrażenie, chciał ich wydupczyć. A oni jako nowo nawróceni chrześcijanie wiedzieli, że to grzech, więc się nie zgodzili i z tego powodu król Mwanga spalił ich na stosie. Najmłodszy z nich miał 13 lat, a został ochrzczony przez Karola już w więzieniu. Żądanie króla Mwangi była w Afryce tego czasu rzeczą normalną.
Jak widzimy agresywna społeczność LGBT to nic nowego. W starożytnej Grecji bywało nawet tak, że pod karą śmierci wzbroniony był wstęp do szkoły dorosłym mężczyznom (szkoły były tylko męskie), bo tak agresywni byli geje. Przeczytajmy sobie w Księdze Rodzaju jak to geje w Sodomie chcieli zgwałcić aniołów, którzy przyszli w odwiedziny do Lota. Zwróćmy uwagę, że król Mwanga chciał wydupczyć nie jednego Karola, ale kilkudziesięciu chłopców i jest to charakterystyczny przykład perwersji i zepsucia obyczajów w tym środowisku. Ktoś, może powiedzieć, że taką przygodę w autobusie miała pewnie niejedna moja koleżanka z klasy. Myślę, że jednak nie stanowiło to dla niej zagrożenia w sferze identyfikacji płciowej, a niektóre dziewczęta, wręcz czują się dowartościowane jak im nadskakują starsi mężczyźni (oczywiście nie mówię o jakiejkolwiek formie molestowania). Łatwiej dziewczynie podnieść krzyk, gdy ktoś się do niej dobiera, zupełnie trudniej to w wypadku chłopaka. Zresztą również w przypadku gwałtu kobiety na mężczyźnie, takie przestępstwo jest niezwykle rzadko zgłaszane do stróżów prawa. Narkomani, hazard, LGBT to środowiska niezwykle kryminogenne i morderstwa Mwangi nie są tutaj czymś wyjątkowym. Ja sam wiele razy w życiu otarłem się o takie sytuacje. Pamiętam jak w Biszkeku nauczyciel języka polskiego wysłany przez nasze ministerstwo został zamordowany we własnym mieszkaniu przez młodego Tadżyka. Tadżycy, najbardziej muzułmański naród byłego ZSRR, a zarazem najbardziej shomoseksualizowany, tak że nawet słowo „tadżyk” jest synonimem homo.
Jeszcze 50 lat temu homoseksualizm był w każdym podręczniku medycznym określany jako dewiacja seksualna, teraz zaś LGBT jest wielbiona jako najbardziej wartościowa część naszego społeczeństwa. Jak to jest naprawę niech nam zawsze przypominają męczennicy z Ugandy. Różnica między wszelkimi problemami w sferze seksualnej u ludzi heteroseksualnych i homoseksualnych, tak jak różnica między karnawałem w Rio, a Pride Parade. Pierwsze epatuje erotyzmem, drugie jest obrzydliwe, i wręcz zbliża się do zezwierzęcenia.
I na koniec smutna refleksja o naszej dzisiejszej rzeczywistości. Dzisiaj nie jeden anglikański biskup by postawy Karola Lwangi i jego towarzyszy nie pochwalił, a nawet sam by chciał ich wydupczyć, a w Kościele katolickim król Mwanga mógłby wziąć paziów na błogosławieństwo do najbliższego proboszcza. Chociaż trzeba przyznać, że nie udało się by tego zrobić w Afryce, ponieważ afrykański episkopat jednym głosem powiedział papieżowi Franciszkowi „nie” na jego nierozsądna zgodę na błogosławieństwo homomałżeństw. Może biskupi afrykańscy zdecydowali się na taki afront wobec papieża ze względu na męczenników ugandyjskich, jednych z pierwszych świętych Afrykańczyków? Módlmy się za wstawiennictwem męczenników z Ugandy o świętość i zdrową seksualność dla naszej młodzieży.



Komentarze
Pokaż komentarze (39)