Na zdjęciu autor - Łukasz Chrostowski. Fot. Daniel Rusiłowicz
Na zdjęciu autor - Łukasz Chrostowski. Fot. Daniel Rusiłowicz
Łukasz Chrostowski Łukasz Chrostowski
628
BLOG

Iść, iść, iść, ciągle iść...

Łukasz Chrostowski Łukasz Chrostowski Gospodarka Obserwuj notkę 0

Nigdy nie twierdziłem, że dzięki socjologii uda się daleko zajść w życiu. Ma ona jednak w sobie jeden niewątpliwie wielki plus: możliwość wrażliwego podejścia do obserwacji problemów społecznych. Utwierdziłem się w tym przekonaniu, wsłuchując się w kompozycję Justyny Kuśmierczyk (także studentki socjologii) "Nasze ulice". Tekst do utworu napisał raper Młody M. To kolejny dowód, że młodzi ludzie piszą najlepsze piosenki o problemach swoich rówieśników.

 

Przed przeczytaniem felietonu wsłuchaj się w tekst piosenki

http://www.youtube.com/watch?v=NhcEukY1nMo

 

Odczuwalna presja ze strony rodziców, grona znajomych, własnego środowiska, aby cały czas "iść, naprzód iść", dla młodego człowieka nie może pozostać obojętna. Nie możemy zrobić kroku w tył, wymaga się od nas ciągłego parcia do przodu. Z pogardą przyjmowana jest informacja, że po studiach zaczynamy pracować w call center czy jako zwykli kurierzy. Tylko nielicznym udaje się z marszu "wbić" w ambitniejsze posady, przez co od razu pojawia się nutka podejrzeń, że coś tu jest nie tak. Triumfuje niestety także ludzka zazdrość. Zupełnie nie potrafimy cieszyć się, że komuś się udało, jeśli my mamy gorzej od niego.

Z jednej strony wmawia się nam, że jesteśmy dotychczas najlepiej wykształconym pokoleniem w Polsce, z drugiej zaś - że na "zabetonowanym" rynku pracy bez doświadczenia nie mamy czego szukać. Obecnie panujący wysyp "magistrów" z całej sterty uczelni mniej lub bardziej prestiżowych, nie ułatwia osobie zatrudniającej młodego człowieka, weryfikacji jego umiejętności. Posiadanie "licencjatu", czy "inżyniera" w obecnych czasach to tak jakby dwadzieścia lat temu mieć maturę. Ciężko dziwić się pracodawcom, że wybierają pracowników po czterdziestce, skoro oni - nawet jeśli nie mają dyplomów renomowanych szkół - posiadają staż pracy 12-15 lat dłuższy od naszego. W dzisiejszych realiach to właśnie doświadczenie jest kluczowe, a nie ilość skończonych kierunków. Pracodawca i tak musi komuś zapłacić gotówkę, jeśli decyduje się na zatrudnienie pracownika. Wybierze młodego, ambitnego "żółtodzioba", czy też starszego przeciętniaka, który z miejsca zapewni mu efektywność? Odpowiedź jest prosta. Zrobiliśmy kiedyś z kolegami test. Każdy z nas był już na kilku rozmowach kwalifikacyjnych. Tylko jednego z naszych kolegów ktoś kiedykolwiek zapytał o ukończone studia i to jedynie wzmiankowo. Grunt w dobrym CV to spory staż pracy w innych firmach - zbyt krótki oznacza przecież, że tam się nie sprawdziłeś. Wystarczy prześledzić oferty na popularnym portalu pracuj.pl, w niemal każdej dział WYMAGANIA rozpoczyna się od frazy "min. 2 lata doświadczenia na podobnym stanowisku". To daje wiele do myślenia. Wmawiano nam, że najlepiej iść na studia dzienne, na państwową uczelnie, bo to gwarancja uznania w oczach pracodawcy. Tymczasem w rzeczywistości nie ma to żadnego znaczenia, a wręcz faworyzuje studentów zaocznych, którzy mają możliwość zdobywania doświadczenia zawodowego.

"Bośmy się za późno urodzili" ( http://chrostowski.salon24.pl/380278,bosmy-sie-za-pozno-urodzili ) - to raz, a dwa - nie mieliśmy jeszcze czasu wyrobić sobie znajomości takich jak nasi starsi rywale na rynku pracy. To właśnie znajomości + doświadczenie są gwarantem zatrudnienia w czasach zbliżającego się kryzysu ekonomicznego.

Ktoś kiedyś w formie żartu rzucił: "jak masz dużo znajomych na fejsie, to bezrobocie ci nie grozi". Niby banalne, a jednak prawdziwe. Ciekawe, ile osób czytających ten felieton właśnie w tym momencie zastanawia się, ile razy załatwiło sobie jakiegoś "joba" po znajomości. Pewnie kilkakrotnie, a z racji młodzieżowego wydźwięku tego felietonu czytają go i tak młodzi ludzie. Na pewnym etapie swojego życia człowiek uświadamia sobie, że z nepotyzmem i kolesiostwem na rynku pracy już nawet nie ma co walczyć, bo nie warto, lecz trzeba po prostu się w niego wkomponować. Wysnuję nawet tezę, że na studiach od dyplomu ukończenia szkoły ważniejsza jest sieć kontaktów, którą sobie zbudujemy przez te 5 lat. Przecież któryś ze studentów ma gdzieś wujka, ciocię, on akurat potrzebuje pracowników, a my jesteśmy, tak się składa, dobrym znajomym wspomnianego studenta. Często też jest tak, że jak uda się jednemu, to ciągnie za sobą całą resztę, jeśli ma taką możliwość.

Boli mnie to upolitycznienie spraw młodzieży, które najgłośniej słychać w kampanii. To właśnie w październiku 2011 roku mówiło się o raporcie Młodzi 2011, o problemie bezrobocia wśród młodych; jednej partii nawet młode twarzy próbowały stworzyć PR na bilbordach. Minęło kilka miesięcy, a o kluczowych sprawach młodzieży momentalnie zapomniano. Trzeba pamiętać, że w Hiszpanii co drugi człowiek do 25 lat nie ma pracy, a w Polsce co czwarty. Nawet nie chcę się domyślać, jak wyglądają statystyki w kategorii umów o pracę.

Dzisiejsze realia wyglądają tak, że bierze się pracę, jaka jest i za ile jest. Rok temu pisałem felieton "Pokolenie 2000 zł", dziś o takich zarobkach młody człowiek może zazwyczaj pomarzyć. Idea odbywania staży także traci sens, bo młodemu człowiekowi po odbyciu przez niego 1- lub 3-miesięcznego stażu zazwyczaj się dziękuje, łamiąc w nim poczucie sprawiedliwości i samooceny. Czuje się on wykorzystany, a doświadczenie, które zdobył, i tak zapewne nie zostanie docenione przez przyszłego pracodawcę.

Czy my oczekujemy zbyt wiele? Chcemy po prostu, żeby było normalnie. Skoro rozkręcanie własnych interesów w starciu z konkurencją jest tak trudne, a zdobycie etatu na rozwojowym stanowisku bez znajomości niemal niemożliwe, to powstaje pytanie: Na jakich warunkach i za jaką cenę przyszło nam się wkomponować w ponoć "elastyczny" rynek pracy.

Łukasz Chrostowski
Krzysztof Borzym

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka