Zaczynijmy od kredytów. Według prezesa Związku Banków Polskich, Andrzeja Wolskiego dno jest dopiero przed nami. Otóż warto przytoczyć trochę faktów. W końcówce 2008 roku byliśmy winni bankom 192 mld złotych. W sierpniu ubiegłego roku opóźnienia w spłacie kredytów miało 0,76% ogólnej liczby spłacających, w lutym ten odsetek wynosi już 0,9%. Natomias wartość niespłacanych rat spadła od listopada o 0,04%. To są dane BIK czyli Biura Informacji Kredytowej.
Natomiast Krajowy Rejestr Długów przedstawia sprawę nieco inaczej. Według raportu KRD opartego na danych NBP wartość kredytów niespłaconych wzrosła z 1,5 mld we wrześniu do 1,9 mld w grudniu. Wzrosła także liczba kredytów zagrożonych, czyli tych które nie są spłacane powyżej 90 dni.
W związku z stracie na wartości złotego wzrosły także raty kredytów w walutach zagranicznych, choć np. kredyty we frankach są nadal spłacane lepiej niż te w złotówkach. Choć jest to głównie po kłosie decyzji jeszcze z 2006 wprowadzającą tzw. rekomendacje "S". Dzięki tej rekomendacji kredyty we frankach mogły dostać osoby lepiej zarabiające niż np. te osoby które ubiegały się o kredyt w złotówkach.
Natomiast co do samego złotego to bardzo dobre wieści doszły do nas od Jacka Maliszewskiego, analityka Alpha Financial Services. Twierdzi on, że apogeum osłabienia złotego było w zeszłym tygodniu. Przypomnijmy, że ubiegły tydzień to atak kursu euro/złoty na 4,95, oraz kursu koszyka na 4,44 odparty przez sprzedawanie euroi innych walut i skupywanie złotego przez rząd i inne podmioty gospodarcze. Według Maliszewskiego teraz spekulanci będą grać w dół i postaraja sie zarobić na umocnieniu polskiej waluty. Ekspert dodaje, że już teraz takie banki jak Nordea, Danske Bank czy Goldman Sachs mogą skupować złotego aby na nim zarobić.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)