Miałem zamówiony samochód na taksówkę i właśnie przyszedł termin odbioru. Na razie nie zapłaciłem.
Syn sąsiada, znajomy córki z piaskownicy powiedział, że ten model strasznie dużo pali. A do tego salon samochodowy dealera stoi na działce co przed wojną do jakiegoś Niemca należała. I ten Niemiec się odgrażał, listy jakieś wysyłał. Ponoć pisał, że prawdziwy katolik od pasera nie kupuje.
Sprzedawca strasznie się wściekł. Powiedział, że dzieciak mu taki świetny interes zepsuł. A on już sie zdążył wszystkim pochwalić. Do tego napisał na chłopaka oraz jego wychowawczynię z przedszkola (bo skąd by chłopak wiedział) doniesienie do prokuratora i ABW .
Na razie sprzedawca wykazał zrozumienie (a co miał innego do zrobienia jak umowę sprzedaży spaprał) i prolongował mi termin zapłaty do 15 sierpnia.
A ja biegam teraz po znajomych i rozpytuje, czy będą chcieli ze mną jeździć. Na razie marne szanse, wiadomo kryzys. Każdy już gdzieś wcześniej jest z kimś poumawiany. Najwyżej dureń sprzedawca zostanie z samochodem. Ja tam nic nie stracę.
Hmmmm, a ja się zastanawiam. Brać czy nie, co byście mi doradzili ???
PS. Wszelkie analogie do Ministerstwa Skarbu są całkowicie przypadkowe.
Inne tematy w dziale Polityka