Czyli walczymy z przeważającymi siłami wroga oraz dokonujemy bohaterskich czynów ginąc przy tym jednocześnie. Mam tylko cichą nadzieję, że ta setka talibów nie okaże się potem garstką wieśniaków uzbrojonych w sprzęt z czasów wojny z sowietami.
Ale nic to. Ważne, że ta drobna potyczka stała się olbrzymim wydarzeniem medialnym, spychając na drugi plan kolarzy pod banderą Bandery . Przez dwa dni na wszystkich kanałach TV czerwone paski waliły po oczach, politycy mimo wakacyjnej pory prześcigali się w ocenach wydarzenia a eksperci popisywali się znajomością sztuki walki. Ech, prawie jakby to była obrona Stalingradu.
Najbardziej rozczulił mnie generał Petelicki. Potępił on opozycję za brak wsparcia dla ministra obrony narodowej. – „To nie są autostrady. W takiej sytuacji opozycja powinna wesprzeć szefa MON”. Jednym słowem milczeć towarzysze, towarzysz mauzer ma głos.
Petelicki przy wtórze wiceministra obrony narodowej Komorowskiego i generała Kozieja roztacza wizje zwycięskiej batalii w tym dalekim kraju. Jednym słowem – więcej sprzętu (oczywiście tego najdroższego), więcej ludzi, więcej broni.– „Idźmy szybko w przyszłość, śmierć tego dzielnego bohatera nie może iść na marne”. Bo „ jest to obowiązkowa misja wojenna” marzył na ekranie, a"przejęcie całej prowincji pozwoli nam w końcu zreformować polską armię".
Tylko po co to wszystko ? O ile mogę zrozumieć agresję na Irak (kontrola złóż naftowych) to czego szukamy w Afganistanie doprawdy nie wiem. Czy chęć dokopania Afgańczykom za WTC warta jest takich pieniędzy i śmierci wielu osób ?
Inne tematy w dziale Polityka