Swego czasu, w czasie II wojny światowej żołnierze Armii Czerwonej byli zmuszeni do własnej aprowizacji. Armia mało co żywiła, każdy bojowiec nosił więc ze sobą specjalny worek, gdzie trzymał żywność (czyli to co zdołał ukraśc lub zorganizować).
Wygląda na to, że nasi wojacy w Afganistanie są zmuszeni do podobnych czynności jeśli chodzi o uzbrojenie. Pamiętamy z Iraku jak żołnierze we własnym zakresie wzmacniali opancerzenie pojazdów, spawając nowe osłony ze zdobycznej blachy.
Teraz z wywiadu jaki udzieliła dziennikowi "Polska" wdowa po zmarłym polskim żołnierzu Natalia Ambrozińska jawi podobnie smutny obraz.
Wojsku brakuje sprzętu i jedzenia. Mój mąż na własny koszt kupował dodatkowe magazynki, celowniki, gogle antyodłamkowe, a nawet kamizelkę kuloodporną. Sam musiał sobie także kupić kalkulator, który pomagał w przeliczaniu współrzędnych na mapie
Ambrozińska stwierdza również, że mąż w czasie misji nie skarżył się jej na swój los, ponieważ telefony w Afganistanie były na podsłuchu. Wie jednak, że warunki na misji były ciężkie i niekiedy był nawet problem z jedzeniem.
Wdowa po żołnierzu wyraziła również wdzięczność wobec generała Waldemara Skrzypczaka, że zdecydował się pomóc i wstawić się za ciężkim losem żołnierzy.
Hmmm, to co panie premierze wywalamy generała bo powiedział dwa zdania za dużo ? Złamał swój święty żołnierski obowiązek i zdradził największe tajemnice wojkowe...
Inne tematy w dziale Polityka