Dużo. Zapewne dziesiątki milionów. Bo takie są skutki pisania ustaw na kolanie i w tuskowym amoku. Dwa przykłady, które są tylko wierzchołkiem góry lodowej.
Sprawa Vivy Kielce. Zespół piłkarzy ręcznych grających w Lidze Mistrzów jest zobowiązany do ustawienia banerów reklamowych Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej. Pech, bowiem banery reklamują jedną z firm bukmacherskich. Jeśli nie zastosują się do dyrektyw Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej - mogą być relegowani z Champions League. Co jest jednoznaczne z wymiernymi stratami finansowymi i sportowymi. Jeżeli posłuchają wiedeńskiej centrali - mogą zapłacić nawet 1,2 mln zł kary. Przepisy Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej, dotyczące banerów sponsorskich, są wyjątkowo drastyczne. Przystępując do rywalizacji w LM wszystkie kluby podpisują umowy, na mocy których zapewniają, iż „będą stosować się do zaleceń EHF"
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Lecha Poznań. Lech podpisał w czerwcu 2009 kilkuletnią umowę sponsorską z firmą bukmacherską BetClic. Umowa gwarantuje, że obok czterech milionów złotych za każdy sezon obowiązywania kontraktu Lech będzie mógł liczyć także na dodatkowe fundusze w przypadku zajęcia wysokiego miejsca w lidze, oraz ewentualnego startu w europejskich pucharach. W wyniku uchwalenia ustawy hazardowej Lech został pozbawiony możliwości wywiązania się ze świadczeń, do których zobowiązał się w długoterminowej umowie. W sumie klub może chcieć uzyskać od Skarbu Państwa nawet kilkanaście milionów złotych. A argumenty ma mocne.
A takich przypadków jest mnóstwo. Platforma przepychała ustawę hazardową na "łapu capu", licząc na poklask społeczeństwa i dodatkowe procenty popularności. Słony rachunek jak zwykle zapłaci społeczenstwo. A wystarczyło zapisać odpowiedni vacatio legis, stosowny do podpisanych przez kluby umów sponsorskich.
Inne tematy w dziale Polityka