Pauperyzacja zawodu nauczyciela oraz wymagania podążają już w kierunku absurdu. Zwłaszcza w krajach, które dla wielu naszych polityków są wzorcowe.
I tak 57-letnia nauczycielka Steph Crossley z Kirklees College w Huddersfield została dyscyplinarnie zwolniona z pracy za to, że w czasie alarmu przeciwpożarowego w klasie wymierzyła klapsa uczennicy, by ją uspokoić - donosi "Sunday Telegraph". Klapsa dostała 21-letnia uczennica Sabia Sajid, która nie doznała żadnych obrażeń. Pożaru nie było, był za to fałszywy alarm, w trakcie którego Sajid głośną rozmową dekoncentrowała nauczycielkę. Jak ważny jest spokój i przestrzeganie porządku podczas alarmów pożarowych nie trzeba tłumaczyć. Panika i chaos mogą być przyczyną wielokrotnie większej ilości ofiar podczas pożaru.
Dyrekcja placówki oświatowej oferującej praktyczne kursy przygotowania do zawodu uznała, że Crossley dopuściła się rażąco nieprofesjonalnego zachowania. Jej największym przewinieniem w ocenie dyrekcji było to, że nie miała świadomości, iż zrobiła cokolwiek złego, i nie pokajała się zdecydowanie od pierwszej chwili, gdy wezwano ją na rozmowę, by się wytłumaczyła.
Obecnie Crossley utrzymuje się z pracy w pralni i jest opłacana według ustawowej stawki minimum. Jak pisze tygodnik, jej zawodowa duma, status społeczny i ambicje zawodowe "legły w gruzach".Jeśli uczelnia pozwie ją do sądu o zwrot kosztów postępowania dyscyplinarnego i sądowego, to dodatkowo grozi jej finansowa ruina. "Utrata kariery zawodowej, reputacji i dobrego imienia to bardzo dotkliwy cios" - powiedziała gazecie Crossley.
Co ciekawe sąd pracy uznał, że dyrekcja uczelni postąpiła zgodnie z procedurą, i podtrzymał ją, mimo że wyraził zastrzeżenia co do meritum decyzji.
Sytuacja nauczyciela staje się powoli kurozalana. Z jednej strony niezwykle wysokie i wyśrubowane wymagania, a z drugiej mizerne wynagrodzenie i rozwydrzeni uczniowie, którym nie grożą żadne sankcje nawet za fizyczne ataki. I możliwość utraty pracy za byle co.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)