Obserwując to co się dzieje teraz w USA , to co jest u nas i w wielu innych krajach, trzeba stwierdzić, że ironiczne stwierdzenie - „gdyby wybory mogły cokolwiek zmienić, byłyby zakazane” staje się gorzką prawdą.
Kto płaci ten wygrywa.
Na wybory w USA poszły niewiarygodne sumy pieniędzy. Eksperci obliczają, że prawie 1 miliard dolarów, nie licząc sum wydanych w prawyborach. Z tego Obama wydał prawie 750 milionów. Wniosek wydaje się jeden – zapłacił więcej to i wygra. Wygra on, a właściwie ci, którzy zapłacili. On był tylko produktem medialnym, doskonałym produktem. Teraz będzie musiał realizować zamówienia sponsorów.
Media.
Na ile demokracja może działać przy tak wszechobecnych i natarczywych mediach ? Owszem, ma sens w przypadku wyborów w małym środowisku, gdy kandydat jest znany osobiście, gdy wyborcy wiedzą co reprezentuje. W szerszym zakresie staje się karykaturą. Dziś media potrafiły by z Jezusa Chrystusa zbrodniarza zrobić, nieustanna nagonka, zmyślone winy, kpiny i szyderstwa. Na skalę niewyobrażalną jeszcze kilka lat temu. Kandydat, który jest przemilczany nie istnieje. Choćby ideałem był musi iść śladami Leppera (blokady, rokosze czy protesty). Ogłupione społeczeństwo i tak pójdzie jak stado baranów za tym co najgłośniej beczy.
Czyżby czas na zmianę ustroju, lub przynajmniej wymuszenie zmian w kampanii wyborczej ?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)