Wyobrażam sobie ulgę Jarosława Kaczyńskiego, gdy przeczyta najnowszy "Wprost". A może już prezes odczuwa ulgę, bo nie wątpię, że w Platformie ma kreta.
"Wprost" informuje: "Po raz pierwszy od miesięcy w wewnętrznym sondażu, zamówionym przez sztab PO, partia Donalda Tuska wygrywa z PiS".
A jak wiemy, partie kłamią na zewnątrz, aparat się nie oszukuje. Można wziąć za pewnik, iż PO pogoń za PiS ma za sobą, a przed sobą kolejne lata rządów Tuska.
Kaczyński może być z tego powodu tylko wniebowzięty. Nie grozi mu prokuratura, Trybunał Stanu, ani inne problemy z prawem. A stałoby się tak, gdyby prezes PiS powtórzył IV RP, za którą do tej pory musi się tłumaczyć w prokuraturach i od czasu do czasu posłowie sobie przypominają: a może by Kaczyńskiego postawić przed Trybunałem Stanu (wraz z Ziobrą) za rządy wbrew prawu.
Nie grozi mu recydywa, a mogłoby go dopaść prawo i zatrzasnąć się za nim, niczym kraty w kazamatach. Kaczyński zwykle to, co mówi, realizuje. To człowiek, który słowa zamienia w czyn. Prawda aż od niego bucha.
Program polityczny Kaczyńskiego znamy. Jest nad wyraz niekonwencjonalny, ostatnio wprowadził rzecz "niesłychaną" (ulubione słówko prezesa), tak oryginalną, iż w świecie demokratycznym byłbym prekursorem.
W Koluszkach (duży węzeł kolejowy, ale teraz i węzeł polityczny) prezes zapowiedział kontrolę nad sądami i prokuraturą. Prawnicy byliby dyscyplinowani poza sądem, czyli przez Kaczyńskiego, bądź ludzi Kaczyńskiego, takiego dajmy Hofmana.
Monteskiuszowski trójpodział władz pod wnikliwym osądem intelektualnym prezesa wali się w gruzach. To novum godne Kopernika. Prezes musi wiedzieć, co mówi, wszak jest prawnikiem z wykształcenia.
Na przeszkodzie polskiego Monteskiusza a rebours mogłaby stanąć Konstytucja, szczególnie 10. artykuł:
1) Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.
A Kaczyński, jako prawnik wie, jak takie rzeczy obejść (przecież w Koluszkach nie mówił sobie, a muzom), czego nie wie stan prawniczy, bo nie posiada geniuszu prezesa.
I co by się stało? Kaczyński wprowadziłby te plany będąc premierem i jak w 2007 roku oddałby władzę, bo koalicjant jakaś Samoobrona in spe, albo Roman Giertych, wywinęliby numer.
A wówczas ci prawnicy, którzy nie rozumieją geniuszu Kaczyńskiego, dopadliby go dużo skuteczniej, niż za IV RP. I naprawdę geniusz jak Giordano Bruno zgniłby w więzieniu.
Zaprawdę powiadam wam, Kaczyński odczuje ulgę po lekturze "Wprost". A niech Tusk się męczy z prezesem PiS w opozycji.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)