capa capa
59
BLOG

Trybun

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Dotychczas marszałek-prezydent prezentował się jako kandydat elit. Wiadomo, co to znaczy. W wyszukanych słowach i frazach, z nienaganną logiką i wiedzą dostępną jedynie niewielu (poseł Nowak rzekłby ezoteryczną) przemawiał do równych sobie. Przemawiał do intelektualistów. Przemawiał i powalał ich na kolana. Iluż z nich, nie obawiając się patosu, mówiło potem: "Nareszcie kandydat na miarę naszych oczekiwań. Czegokolwiek nie powie, człowiek dziękuje panu premierowi, że zechciał marszałka-prezydenta pokazać całemu światu. Nareszcie ktoś godnie, godnie, bo przede wszystkim intelektualnie, będzie nas reprezentował." Elitę elit i elitę, która w przyszłości także chciałaby być elitą elit, ale na razie jest tylko zwykłą elitą, marszałek-prezydent oczarował i zdobył jej głosy.

Nie ma rzeczy piękniejszej od oczarowania elity, ale - niestety - świat jest bezwzględny, z samą elitą nie wygrywa się, powtórzymy raz jeszcze - niestety - nie wygrywa się wyborów. Wprawdzie marszałek-prezydent zadał Kaczyńskiemu cios w sam splot słoneczny, a poseł Nowak ów cios nazwał jeszcze dosadniej, mówiąc, że marszałek-prezydent "bezapelacyjnie zwyciężył" w debacie, ale tego wszystkiego mogli nie dostrzec w pełnej krasie wyborcy spoza elity, ponieważ oni nie czytają Wikipedii. Ktoś w sztabie marszałka-prezydenta wpadł więc na pomysł (był to prawdziwy cios w splot słoneczny marketingu politycznego), by marszałek-prezydent nie zwracał się wyłącznie do elit, ale spróbował zdobyć serca zwykłych obywateli. Postanowiono, że na wiecu w Koninie marszałek-prezydent z wytrawnego intelektualisty, który sypie bon motami i zniewala erudycyjnie, przemieni się w trybuna. Że podobnie jak pan premier, który umie zwracać się do wszystkich z równą swobodą, na spotkaniu wyborczym ze zwykłymi ludźmi z prowincji, a w każdym razie z miejsca dalekiego od metropolii, przyciągnie ich do swojego rydwanu.

Marszałek-prezydent na początku miał zapewne wątpliwości (chyba, że się mylę), bo to niby jakoś tak niepolitycznie. Przyzwyczajony do stania na Czomolungmie miał raptem stanąć na Rysach i z nich nie spaść. Dał się jednak przekonać i odniósł kolejne "bezapelacyjne zwycięstwo." W Koninie było jak na koncercie rockowym. Jedno zdanie marszałka-prezydenta, jedno zresztą lepsze od drugiego, i porywające oklaski, drugie zdanie marszałka-prezydenta i skandowanie "Bronek, BroneK", trzecie zdanie marszałka-prezydenta i jeszcze większe oklaski, czwarte zdanie marszałka-prezydenta i "Bronek, Bronek". Takiego entuzjazmu dla polityka nie widywano nawet w Burundi, państwa słynącego z polityków porywających tłumy. Po tej kampanii poseł Nowak będzie rozrywany, każda partia spoza Polski zapłaci grube milardy, by go zatrudnić do prowadzenia kampanii wyborczych.

Bylibyśmy jednak niesprawiedliwi, mówiąc, że marszałek-prezydent wyrzekł się intelektualizmu. Nic z tych rzeczy. Marszałek-prezydent potrafił połączyć swojskość z wyrafinowaniem. To tak, jakby połączyć psa z kotem, przepraszam, osła z baranem, i marszałkowi-prezydentowi bez trudu się to udało. O czym usłyszeliśmy? Usłyszeliśmy o "świecie europejskim". Dobrze, że marszałek-prezydent nam to przypomniał, bo jakoś tak niespodziewanie zapomnieliśmy o tej starej jak ludzkość prawdzie. Marszałek-prezydent mówił również o tym, że ze swymi zwolennikami pójdzie "środkiem polskiej drogi do przyszłości" i w tę malowniczą podróż może zabrać "politycznych ślepców". To był fragment kota, przepraszam, osła. Fragment przeznaczony dla elity. "Środek drogi" nawiązywał do Lowry'ego, bo wszak wiadomo, że Konsul nie byłby w stanie trzymać się "środka drogi", a "ślepcami politycznymi" do Bruegla, żeby wszystko nie skończyło się wiejską zabawą. Pozostałym marszałek-prezydent przekazał pokrzepiającą wieść, że "Polska rośnie w siłę", że "słabsze regiony, miasta i ludzie" będą silniejsi, że podwyżki dla nauczycieli są "i na wschodzie, i na zachodzie, i na północy, i na południu". Szczególnie to ostatnie stwierdzenie na długo zapadnie w pamięć.

Liczyła się nie tylko przekazywana treść, choć ta była, jak widać (a nie przywołuję wszystkich godnych zapamiętania myśli), najważniejsza, ale również forma. Marszałek-prezydent gestykulował na prawo i lewo, uśmiechał się całym uzębieniem, a na koniec kiwał do zgromadzonych ręką. Czyż to nie jest nowoczesny trybun? 

"Nasza" telewizja natychmiast zadbała o komentarz oceniający wyprawę konińską połączony z refleksjami o niedzielnej debacie. Zaproszono czworo bezstronnych, co oczywiste, obserwatorów, którzy zgodnie stwierdzili, że marszałek-prezydent nie tylko wygrał debatę, ale dodatkowo popisał się w Koninie. A Kaczyński nie odniósł żadnego sukcesu, nawet po wizycie u premiera Wielkiej Brytanii, bo jak zgrabnie ujął to pewnien znany profesor, wyborcy PiS-u w większości nie wiedzą nawet, kto jest tym premierem. Wniosek z tego taki, że gdyby na miejscu Kaczyńskiego był marszałek-prezydent, odniósłby oszałamiający sukces, bo wszyscy jego wyborcy i on sam znają nazwisko premiera Albionu, wiedzą, czym jest konserwatyzm, i w ogóle wiedzą o wiele więcej. Nieraz z Wikipedii, nieraz ze słyszenia, a niektórzy nawet z opasłych traktatów pisanych w Norwegii, która nie należy, jak się nieoczekiwanie okazało, do UE.

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości