Czytam wszystkie wpisy na S24. Od deski do deski, od pierwszego do ostatniego zdania. Czytam je codziennie. Mam dużo czasu, a poza tym czytam w błyskawicznym tempie. Tylko Włodzimierz Iljicz, ale on dawno temu, czytał z podobną wprawą. Wspominam o tym tylko dlatego, żeby ktoś nie pomyślał, że żartuję. Czytam i za każdym razem doznaję nieprzyjemnego uczucia. To znaczy ono jest przyjemne, inaczej bym nie czytał, ale jednocześnie budzi moje kompleksy. Zgrzytam więc zębami i czytam dalej. Potem przestaję czytać i zaczynam pisać. Dlaczego? Bo sprawia mi to przyjemność. Tak, nie będę ukrywać, w aforystycznej kategorii Sieroszewskiego mieszczę się w grupie piszących z przyjemnością a nie z przykrością. Wstydzę się tego, ale taki mój los. Gdy skończę, czytam to, co napisałem. Już nie zgrzytam zębami. Wbijam zęby w ścianę. Trwam w tej ścianie chwil kilka, odrywam się i znów zaczynam czytać.
To wszystko, co chciałem powiedzieć.
Żadnego Salonu, tym bardziej Salonu 24, nie mam zamiaru podpalać. Jeszcze tak bardzo zdesperowany nie jestem. Co zatem skłoniło mnie do takiego ekshibicjonizmu, którego trochę się wstydzę? Spieszę z wyjaśnieniami:
1/ inne moje tytuły nikogo nie przyciągają, wydawało mi się, że ten jest nieco lepszy; chciałem w ten sposób nabić sobie licznik kliknięć, bo dotychczas nabijam go sobie sam - usiądę i klikam na swojego bloga, gdy się zmęczę, przestaję;
2/ chciałbym, żeby pochwalił mnie i zarekomendował jakiś znany bloger; żaden z nich nie uczynił tego z własnej inicjatywy, a czekanie już mnie zmęczyło, zwłaszcza że starzeję się w galopującym tempie;
3/ poza tym cierpię na bezsenność, więc tak sobie usiadłem, wszystko przeczytałem i przyszła kolej, żeby coś napisać, a o czym tu pisać, wyczerpały mi się wszystkie tematy, więc pomyślałem ...
Dobranoc. Śpijcie spokojnie, ja za chwilę wbiję zęby w ścianę i znów zacznę czytać.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)