Po przygodzie z tłumaczeniem pewnej wiadomości (rzecz dla mnie raczej przykra, dlatego nie będę jej przypominał) żona, która w tym tłumaczeniu też odegrała pewną rolę, zagnała mnie do przedświątecznych obowiązków. "Nic nie robisz, tylko wiecznie ślęczysz nad tą klawiaturą. Nie dość, że zawracasz głowę ludziom, którzy, mam nadzieję, mają na tyle rozumu i gustu, by cię nie czytać, to jeszcze masz czelność (moja żona, choć nie zna francuskiego, ma dość bogate słownictwo) mnie w to mieszać" - rzekła do mnie głosem, który trudno uznać za przedświąteczny. "Marsz do roboty! I tak wszystko zrobisz nie tak, jak powinieneś, ale przynajmniej na coś się przydasz" - dodała, ciągle daleka od świątecznego nastroju.
Obawiałem się jakiegoś zadania ponad siły, ale do głowy mi nie przyszło, że muszę zająć się karpiem. Nigdy tego nie robiłem, żona zawsze uważała, że to zadanie przerastające moje możliwości. W innych okolicznościach może stawiłbym nieśmiały opór, ale tym razem nie śmiałem. Zostawiła mnie z tym karpiem, a sama poszła odśnieżać podwórze, co wydało mi się dość dziwne, bo śnieg właśnie topniał, ale wolna wola. Chce, niech odśnieża. Poszła, a ja jak ten skazaniec zostałem z karpiem. Już miałem się do niego zabierać ... Trochę koloryzuję, żeby nie wyjść na całkowitą niedorajdę, bo nie miałem najmniejszego pojęcia, jak się do niego zabrać. Stałem tak nad nim jak osioł nad urną (nad urną stoją nieraz osły, kto nie wierzy, ten też jest osioł), gotów skapitulować bez względu na konsekwencje kapitulacji (konsekwencje, których nie spodziewałem się, co nie powinno budzić niczyich wątpliwości, od karpia), gdy nieoczekiwanie karp do mnie przemówił.
Wiem, brzmi to jeszcze bardziej głupio niż z tym Nostradamusem, ale co mogę poradzić. Taki widać mój los. Żeby to jeszcze była wigilia, a tak rzeczywiście poczułem się bardzo nieswojo. On chyba też, bo łypnął na mnie, odchrząknął, widać karpie, przynajmnej te mówiące, chrząkają, i rzekł: "Nie patrz tak durnowato, tylko słuchaj." Co miałem robić? Zacząłem słuchać. Mimo niezręcznej sytuacji słuchałem uważnie, taki już jestem. Myślę, że to nie tyle kwestia wychowania, ile gapowatości, bo ktoś inny na moim miejscu pewnie nie zechciałby słuchać. Nie ja tu jednak jestem najważniejszy, ale karp. Wracam więc do karpia.
"Jacy wy, ludzie, wy, ludzie z tego kraju (to mnie zaskoczyło, ale błysnąłem intelektem, gdy sobie uświadomiłem, że to był karp polski) jesteście dziwni. U nas, u ryb, gdy jakaś drapieżna ryba zjada inną rybę, nie mówi jej, że ją kocha, ale nie mówi też o niej, że jest podła, haniebna i kłamliwa. Zjada ją, bo takie są u nas prawa, ale ani jej nie obraża, ani nią nie pogardza. Ryby większe nie przekonują też ryb mniejszych, że ze stawu zrobią im ocean, tylko po to, żeby mniejsze ryby bardziej je kochały. A z drugiej strony, u nas nie ma mniejszych ryb, które w takie brednie byłyby w stanie uwierzyć. Między rybami istnieje rywalizacja, to rzecz, jak uważamy, naturalna ... Przestań się rozglądać, nie zwariowałeś, choć sądząc po wyglądzie, zbyt bystry też nie jesteś, ja naprawdę do ciebie mówię. Istnieje między nami rywalizacja, ale oparta na zwykłym rybim poszanowaniu. U nas ryby nie wpłetwuje się w muł tylko dlatego, że się z nią nie zgadzamy. U nas się innych ryb nie obrzuca kalumniami, nie próbuje się z nich zrobić glonojadów. A u was!? Łuski się na grzbiecie skręcają. My o rybach, które psują się od głowy, tak, tak, nie wy to wymyśliliście, tak jest naprawdę, my o takich rybach nie mówimy, że są ozdobami stawu albo że przez przypadek popłynęły nie w tę stronę, w którą płynąć powinny. Ryba, gdy urodziła się karpiem, nie staje się z dnia na dzień szczupakiem. Tym bardziej nie bywa inną rybą w zależności od pogody czy ilości wędkarzy. Gdy ważna albo bardzo ważna ryba nie radzi sobie z pływaniem, tak przecież bywa, nie ogłasza na cały staw, że jest najlepszym i najszybszym pływakiem. Gdyby zaś kiedykolwiek przyszło jej to do rybiej głowy, zostałaby po prostu wyśmiana. Tak mój drogi, wy nas zjadacie, ale rozumu wam od tego, niestety, nie przybywa, mimo że powtarzacie podobno, że ryby są zdrowe. A teraz czyń swoją powinność."
To był tylko sen. Na szczęście, bo po drugim podobnym wynurzeniu (proszę nie kojarzyć tego z wodą) z mojej strony, każdy uznałby mnie za, powiedzmy, postać cokolwiek dziwną. A może wcale nie śniłem? Może rzeczywiście jestem, powiedzmy, cokolwiek dziwny. Mniejsza z tym.
Jakkolwiek było, życzę nam wszystkim, chociaż bez większych nadziei, że wszyscy posłuchają, byśmy w oczekiwaniu na Boże Narodzenie przemyśleli słowa, które wypowiedział karp. Karpie nie są moralistami, karpie są tylko rybami, ale może nieraz warto wsłuchać się w ich mowę.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)