capa capa
902
BLOG

Wyzwolona z łap ciemięzcy

capa capa Rozmaitości Obserwuj notkę 92

Tak to ja. Wasza ulubiona blogerka. Nadal nie lubię stawiać znaków przestankowych. Wszystkie wyrazy uznania jakich się doczekałam przerosły moje wszelkie oczekiwania. Dodam że przerośnięcie moich oczekiwań nie jest rzeczą łatwą. Od niepamiętnych czasów, w znaczeniu czasów szkolnych, uznawana byłam nie tylko za skończoną piękność ozdobę każdego towarzystwa, ale również za Sokratesa w spódnicy. Hołdy jakie mi złożyliście dodatkowo uświadomiły mi, że się duszę. Że tkwię w ponurych męskich wędzidłach. Męskich! W wędzidłach Zenona a to nie to samo. Męskie wędzidła może bym i zniosła, ale gdy wędzidła są ciamajdowate nie są nawet wędzidłami. Są jakąś taką rzęsą. Rzęsą którą jedzą ptaki wodne nie rzęsą okalającą powieki. Skoro już o tym przypadkiem wspomniałam muszę się przyznać, że moje rzęsy sięgają ust. A gdy otwieram oczy czubka głowy. Byłabym zjawiskową gwiazdą filmową.

Byłabym gdyby nie ten okrutny kisiel - mój mąż. To jest doskonałe porównanie. On się tak właśnie jak ten kisiel rozciąga rozpływa rozkisiela. Rozkisiela to dobre określenie. Już zaczęłam popadać w obojętność. Myślałam, że w tym roku jak co roku kupię sobie kwiatki. On mi nigdy nie kupował. Mówił, że ma za małe kieszonkowe ale to tylko wykręt. Gdyby naprawdę chciał mógłby oszczędzać. Niepoprawny hulaka i utracjusz. 

Już prawie wychodziłam do kwiaciarni gdy jak młot uderzający w kowadło dopadła mnie myśl. Rzuć to wszystko powiedziała mi myśl. Wyjdź jak stoisz albo lepiej załóż jakiś wytworny strój nocny i pójdź tam gdzie zostaniesz owiana miłością a nie kisielem.

To kowadło uderzone przez młot omal nie spadło mi na głowę a ja jak myśliciel krzyknęłam Eureka. Dlaczego się zastanawiam? Dlaczego czekam? Przecież jest ktoś kto rzucił mi świat na kolana. Jest Nieustająca Wesołość, który tak mnie emablował, że przemeblował mi głowę i serce. 

Nikt - uwierzcie mi Siostry - nie umiał tak rozmawiać z kobietą jak najdroższy Wesołek ze mną. Nawet Jesienien tak nie rozmawiał z Isadorą. Bo pił bezduszny opój! Wesołek traktował mnie jak deszcz traktuje więdnący kwiat, jak węgiel ubogaca piec, jak motyka wzrusza ziemię jak skarpeta chroni stopę. Od jego słów stawałam się Izoldą, Laurą, Heloizą, Izabellą, Andrzejem i Elizą. Nieustająca Wesołość nie był jedynym mężczyzną, który ubiegał się o moje względy. O nie. Byli inni. Gdybym chciała wszystklich wymieniać tkwiłabym tu do jesieni. O jednym z nich muszę jednak wspomnieć. Wysoki jak morskie fale Sten. Jak on wzdychał jak sławił mój wdzięk jak rozpływał się w zachwytach nad moim esprit. Sama nie miałam pojęcia że mam aż taki ale o to mniejsza. Dlaczego wybrałam Wesołka? Bo on biedaczek potrzebował nie tylko miłości ale również pomocy. Miał wodę w piwnicy. Co tę - a Zenon ten nieuk mówi tą - wodę wybrał woda natrętna jakaś wyjątkowo znów wpływała. On ją wiaderkiem wylewał ona strumieniami wpływała. Pomyślałam, że jak on tak będzie stał bez przerwy w tej piwnicy to się biedaczek nabawi reumatyzmu albo jeszcze czegoś gorszego. Dlatego został moim wybrańcem.

W pozłocistoszmaragdowej nocnej koszuli a la Przeminęło z wiatrem z narzuconym na nią pomarańczowo-różowym peniuarze z żółtymi koronkami a la Czyż nie dobija się koni pobiegłam do niego co tchu. Dzwonię do drzwi. Głucha cisza jak w moim domu bo Zenon słynie z tego, że ani be ani me ani w ogóle nic. Dzwonię ponownie. Na zewnątrz mróz grozi mi zapaleniem płuc. Nie wiem co zrobić. Wrócić jakoś głupio. Zenon mojego zniknięcia by nie zauważył ale przed sobą głupio. Już byłam zdecydowana biec do Stena gdy słyszę wydobywające się z piwnicy: jedno wiaderko ciach, drugie wiaderko ciach, Wbiegam. Nieustająca Wesołość pada bez czucia. Pada w piwniczną toń. Widzę, że biedaczek się topi. Wskakuję w tę toń. Chciałam żabką ale zapomniałam biorę więc kraula. Dopływam biorę niebożątko na plecy i dopływam do brzegu. Jak Tarzan. Natychmiast udzielam mu pierwszej pomocy. Fachowo i ze zdwojoną energią. Wesołek dochodzi do siebie ale jak doszedł natychmiast zszedł ponownie. Reanimuję go drugi raz i nie pozwalam by stracił kontakt z rzeczywistością. Wymowny zazwyczaj jak Jasna Polanka tym razem nie wydaje z siebie słowa tylko oczy ma jakieś takie wielkie. Za wielkie. Ale ja lubię duże oczy. 

Wyratowanego choć ciągle z wytrzeszczonymi oczami i niemowę układam w łóżeczku. Poję herbatką cytrynką pakuję w niego czosnek. Jak w wampira nie żałując główek. Po chwili muszę przejść do drugiego pokoju bo w tym nie dało się dłużej wysiedzieć. Jeszcze będziemy się mogli nagadać za wszystkie czasy. Siedzę teraz i na gorąco wszystko to spisuję. Szczęśliwa jak nigdy.

Siostry dziś nasze święto. Nie zwlekajcie jeśli macie w domu takiego Zenona jak ja. Szukajcie Nieustającą Wesołość. Byle nie moją. Życie jest takie krótkie.

Niebawem się odezwę.

Zenobia Ofelia     

capa
O mnie capa

"Jestem jak harfa eolska, która wyda kilka pięknych dźwięków, ale nie zagra żadnej pieśni."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (92)

Inne tematy w dziale Rozmaitości