Biję się w piersi! Własne piersi. Nie są to piersi z pierwszych stron gazet, dlatego biję się w nie w samotności. Biję się jednak szczerze. Zdaje się, że przy okazji odbiłem sobie płuca, ale dobrze mi tak. Zapyta ktoś, dlaczego biję się w te swe bezwartościowe piersi? Bo zgrzeszyłem, ciężko (albo, jak mawiają nasi telewizyjni ulubieńcy: trudno) zgrzeszyłem. I nie zamierzam tego przed wami, ukochani zwolennicy partii, ukrywać. Uległem pokusie. Zanadto rozpaleni mogą się od razu ugasić, nie uległem bowiem takiej pokusie, jaką sobie wyobrazili. Takim pokusom od pół wieku już nie ulegam. Uległem pokusie stokroć groźniejszej. Uległem pokusie ciekawości. Zapragnąłem przeczytać "Czas niedokonany" Wildsteina. Nie twierdzę, że chciałem tę książkę kupić, bo i za co. Chciałem od kogoś pożyczyć.
Myślałem, wyobraźcie sobie, co za dureń ze mnie, że może - zanim zacznę ją krytykować, bo inaczej przecież być nie może - po prostu przeczytam. I byłbym to, wyznaję ze skruchą, uczynił, gdyby nie profesor Sadurski. Cóż bym bez niego począł? Profesor Sadurski mnie uprzedził. Też nie kupił, mimo że zastanawiał się nad tym (czy to sugeruje, że i ja będę kiedyś tak sławny?), nie przeczytał i wyrobił sobie o niej właściwe zdanie. Nie znaczy to, że profesor Sadurski w ogóle nic o książce powiedzieć nie może. Może, bo przeczytał recenzję. Ba, przeczytał! Przeczytać recenzję może każdy, ale nie każdy może recenzję zrecenzować. Ba, zrecenzować! Nie każdy może właściwie zinterpretować myśli autora recenzji. Profesor może, a że jest przy tym rozrzutny, nie omieszkał się z nami podzielić swymi przemyśleniami. Dozgonna mu za to wdzięczność.
Profesor odkrył, jak Schliemann odkrył Troję, że Wildstein jest jeszcze większym grafomanem, niż dotychczas sądził. To oznacza zarazem, dodam na marginesie, że nawet profesor Sadurski nie jest doskonały. Gdy przeczytałem tekst profesora Sadurskiego, też poczułem się jak Schliemann. Odkryłem, że Wildsteina czytać nie powinienen, a właściwie nie mogę. My, ludzie inteligentni, że pozwolę sobie na nutę nieskromności, kategorycznie powinniśmy unikać tandety. Tandetę pozostawmy zwolennikom PiS-u. Jeśli, oczywiście, są wśród nich tacy, którzy czytają coś oprócz Gazety Polskiej.
Po przeżytej traumie zacieram teraz rączki, bo wkrótce mają się ukazać znakomite powieści pisane przez prawdziwych literatów. Podaję jedynie tytułem przykładu: "Prawym kciukiem w lewe ucho" Mieczysława Wykałaczki, "Może Mosze" Adriana Podbiję i "Zmącony atrament w smugach meteorytów" Daniela Odwinia. A z rzeczy poważnych (zacieram nóżki) tom esejów wielkiego alibaby naszej eseistyki Mścisława Kokoszki. Proszę profesora Sadurskiego, by nie czekając na ich przeczytanie, zachęcił wszystkich do lektury tych znakomitych dzieł.



Komentarze
Pokaż komentarze (163)