Rzadko pojawiam się na S24 co nie oznacza że nie pojawiam się na salonach. Oj pojawiam się i to bardzo często. Pojawiam się na S24 rzadko bo uważam że piszący bez przerwy bez umiaru piszą bez sensu. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Moja przyjaciółka Semiramida Mamutowiczowa jest wprawdzie pstrowianką ale co słowo to brylant. Zenon ta niedojda pisze dość często i widać tego efekty. Nie chcę przez to powiedzieć że gdyby pisał mniej jego teksty by na tym zyskały bo nie zyskałyby ale na pewno by nie straciły.
Nie pisałam również dlatego że Zenon popadł w depresję i muszę niestety go pielęgnować. Prawie nic nie je w ogóle zawsze mało jadał ale teraz został z niego tylko okruszek. Nie jestem lekarką zastanawiałam się nad tym ale miłość do sztuki zwyciężyła tu gdzieś powinnam chyba postawić przecinek ale w końcu nie piszę dla matołów. Wytrawny czytelnik łatwo złapie mój indywidualny jakże bogaty rytm. Nie trzeba być lekarzem by stwierdzić że Zenon cierpi na klasyczny syndrom Jagona. Nie może znieść mojej sławy. Talent może by zniósł ale sławy i popularności nie może.
Gdybym była Ksantypą ale nie jestem. Postanowiłam mu pomóc. Udałam się do apteki mogłam tam pójść ale Rilke mój guru nigdzie nie chodził on się wszędzie udawał. Udałam się do apteki z zamiarem kupienia witamin zwiększających apetyt ale się rozmyśliłam. Doszłam do wniosku że lepsze będzie lekarstwo bardziej uniwersalne. Postanowiłam kupić polopirynę albo coś podobnego. Niech nieboraczek pozna moje dobre serce.
Weszłam do apteki i omal nie zemdlałam. Lekarstw kosztujących 1 zł nie było a zamiast nich była serpentynowa kolejka. Swoją drogą pewne persony powinno się jednak obsługiwać poza kolejnością ale mniejsza z tym przełknęłam to jakoś chociaż długo przełykałam. Zamknęłam oczy i nadeszło natchnienie. Zawsze mnie w ten sposób nachodzi dlatego cierpię na bezsenność. To niesłychane kotłowanie fraz. Eksperyment formalny: "zjadłam dyzert na desercie/głodna byłam". Potem nuta autobiograficzna: "zaratustrnie rzęs gęstwinę/przemieniłeś w połoninę". Ale to mi się nie spodobało wolę wiersze białe. Aż mi pociekły łzy z zamkniętych oczu gdy wyłoniła się taka oto perełka: "stiuki twej imaginacji splatały się/z bordiurą mych zagubionych atlantyd". Ledwie doszłam do siebie gdy zaczęło kiełkować: "zamknięta w szafie pancernej/(bałam się raptu)" gdy musiałam wyjść z tej szafy bo jakieś dwie kobiety zaczęły mówić o poezji. Myślę warto posłuchać. Głos maluczkich też się liczy.
Jedna mówi że poeta Zagajewski powiedział o poetce Szymborskiej że nigdy nie napisała frazesu. Kiwam głową ma kobiecina rację i Zagajewski ma oczywiście rację. W końcu to poeta. Wprawdzie znam lepsze poetki ale zawsze poeta. Po chwili okazało się, że nie są to pochwały. Te durne baby naśmiewały się że to niby Szymborska pisała jednak frazesy. Nie wytrzymałam. W takich sytuacjach jestem gotowa zmierzyć się z hipopotamem. Tupnęłam lekarstwa spadały z półek obrzuciłam ich Byronowskimi epitetami mam nadzieję że czegoś nie pokręciłam bo w nerwach to możliwe. I zaczęłam rzucać w nie cytatami:
"Ale to dobry sen,/ale to dobry sen,/bo się budzimy z niego."
"Był klucz i nagle nie ma klucza./Jak dostaniemy się do domu?"
"Choćbyśmy uczniami byli/najtępszymi w szkole świata"
"Choć różnimy się od siebie/jak dwie krople czystej wody."
"Umarłych wieczność dotąd trwa,/dokąd pamięcią się im płaci."
"Ciało jest bolesne,/jeść musi i oddychać powietrzem i spać,/ma cienką skórę, a tuż pod nią krew,'ma spory zasób zębów i paznokci,/kości jego łamliwe, stawy rozciągliwe."
"Jest mistrzynią kontrastu/między łoskotem a ciszą,/między czerwoną krwią a białym śniegiem./A nade wszystko nigdy jej nie nudzi/motyw schludnego oprawcy/nad splugawioną ofiarą."
"Nie mam żalu do wiosny,/że znowu nastała./Nie obwiniam jej o to,/że spełnia jak co roku/swoje obowiązki."
To są frazesy stare flądry krzyczałam na te baby to są frazesy. Do garów nie do poezji bałwanice. Też coś. Frazesy. Wstyd i hańba. Wystraszone wyskoczyły z apteki omal nóg nie łamiąc a pozostali kolejkowicze patrzyli we mnie jak w obraz. Nie dziwię się im. I jacyś tacy byli roztrzęsieni. Nie wyglądali na koneserów poezji ale mówię sobie nic to Ofelio wielcy twórcy muszą próbować docierać do wszystkich. Jak postanowiłam tak uczyniłam. Wyrecytowałam im moje dwa wiersze. Nie chcę żebyście się obrazili więc je przywołuję.
"W laboratorium sztuki"
Błogość akrostychu
Łoskot
Werbel i sztych
Odrętwienie
Pamiętasz?
Kra Nevermore'a
Ukojenie.
Ultramaryna muskająca czule.
Aneksja wibracji
Tik
Spazm
Ułuda.
Kakofonia insektów
Próżność.
Nokturn.
Szylkretowy pantostat Euterpe
Smorzando.
"Kroki"
Kiedy dzień nie zachodzi a noc ma wychodne
obierając jabłko myślę o ropusze
o jej nędznym grzbiecie o nieczułych oczach
przykurczona zaczajona śni o niewyśnionym
przechodzisz obok niej z dłońmi w kieszeniach
czegóż w nich nie ma:
grzebień i guma do żucia scyzoryk i pestka
wyduszony bilet
zapałki
zgnieciony papieros
dwa pęki kluczy
i dziura zaszyta w porę
przystajesz zbyt późno
zastanawiasz się
a może to była moja Kapulet.
Polopiryny nie kupiłam. Jeszcze tego brakowało żeby Zenon został lekomanem. W zamian wyrecytowałam mu te dwa wiersze. Dotychczas ich nie znał. Ozdrowiał. Natychmiast ozdrowiał. I to jest potęga poezji. Niepojęta potęga poezji.



Komentarze
Pokaż komentarze (292)