54 obserwujących
389 notek
473k odsłony
  3734   0

Czy Polską ktoś rządzi?

Cóż za niestosowne pytanie! Polską rządzą partia i rząd. Polską można rządzić tak, jak rządzi się innymi państwami. Trzeba dbać o sprawy wewnętrzne i o sprawy zagraniczne. Trochę wstyd o tym pisać, bo to wie nawet koń idący w rzędzie, ale - jak widać - nie w Polsce. Partia i rząd nieustannie pokazują, jak dbają o Polskę widzianą ze strony polityki wewnętrznej szeroko rozumianej. Nie umieją tego robić, nie chcą tego robić, nie mają czasu tego robić. Jednym słowem: kompromitacja. Ktoś powie, że przesadzam albo jestem uprzedzony. Ani nie przesadzam, ani nie jestem specjalnie uprzedzony. Spadające notowania potwierdzają moje słowa.

Kompromitowanie się w Polsce, nie musi być jednak równoznaczne z kompromitowaniem się poza jej granicami. Przynajmniej teoretycznie tak być powinno. I gdyby partię i rząd zasilały osoby mające jakiekolwiek zalety lub kompetencje, tak mogłoby być. Ale kogóż wśród tych osób widzimy? Panią premier, która nie zawsze wie, co mówi, i na ogół nie umie przeczytać tego, co jej napisano. Panią minister Piotrowską, której w normalnym kraju nie przyjęto by do rządu nawet wówczas, gdyby istniało w nim ministerstwo zwariowanych kroków. Panią minister Muchę, która, zdaje się, nie rozumie tego, czego się od niej oczekuje. Chyba że się od niej niczego nie oczekuje i ona to doskonale rozumie, co na jedno wychodzi. Czy trzeba wyliczać dłużej? Może tylko jeszcze chwilkę, żeby nie zostać posądzonym o antyfeminizm. Panowie brylujący, cokolwiek to znaczy, w MSZ-ie, z których "numer jeden" sprawia wrażenie, jakby o istnieniu takiego ministerstwa dowiedział się na pięć minut przed nominacją, a młodszy, "numer drugi", dość dobrze, jak się wydaje, opanował jedynie umiejętność wygłaszania komunałów. To talent, którego nie można postponować, ale bardziej przydatny jest jednak w ministerstwie propagandy.

Jak zatem tacy ludzie mogą brać odpowiedzialność za politykę zagraniczną? Politykę zagraniczną, która wymaga dodatkowych umiejętności, skoro w UE w odniesieniu do poszczególnych państw (poza wyjątkami, poza wyjątkiem?) w pełni suwerennej polityki zagranicznej nie ma. Hegemonowi, kimkolwiek by nie był, w pojedynkę przeciwstawić się trudno. Trudno to uczynić, gdy inne państwa nie są skłonne do "nadstawiania głów". Ale gdy pojawia się korzystna sytuacja, gdy we własnym, dobrze pojętym interesie, w sytuacji naprawdę groźnej, znajdują się państwa, które wobec polityki hegemonistycznej przynajmniej chcą wyrazić swe własne zdanie, nie można tych państw wystawić do wiatru. Można by to było uczynić tylko wówczas - bo taka jest istota polityki - gdyby służyło to naszym, najlepiej pojętym, interesom.

A cóż uczynił polski rząd? Wobec być może niepowtarzalnej szansy ożywienia Grupy Wyszehradzkiej, wobec wprost narzucającej się możliwości, bo wszak jesteśmy czy pretendowaliśmy do roli lidera tej grupy, odnowienia polityki regionalnej, polski rząd pokazuje Czechom, Słowakom, Węgrom, ale przy okazji również Rumunom, delikatnie rzecz ujmując, środkowy palec. I to w tak dyplomatyczny sposób, że żadna nota dyplomatyczna, nawet napisana w sposób najbardziej finezyjny, nie byłaby w stanie nie urazić polskiego rządu.

A w czyim to interesie polski rząd uczynił? W interesie "europejskiej solidarności", rzecz jasna. Ale w takim razie po co nam rząd, który bardziej dba o "solidarność europejską", niż o własny naród i własne państwo?

Lubię to! Skomentuj140 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale