596 obserwujących
693 notki
3893k odsłony
  7641   0

JEDNYM GŁOSEM

 Gdy 12 stycznia br. gen. Tatiana Anodina oficjalnie ogłaszała tezy rosyjskiej dezinformacji, wielu komentatorów orzekło, że publikacja raportu MAK uderzy w rząd Donalda Tuska, a nawet może doprowadzić do zmian na polskiej scenie politycznej. Wydawało się, że sposób w jaki Rosjanie zaprezentowali ewidentne kłamstwa godzi w propagandową wizję poprawy stosunków polsko-rosyjskich, obnaża błędy i indolencję rządu i daje mocne argumenty partii opozycyjnej. Towarzyszącą wydarzeniu atmosferę skandalu potęgowała reakcja grupy rządzącej, której przedstawiciele unikali wyraźnego potępienia rosyjskich tez. Zwracałem wówczas uwagę, że jesteśmy świadkami wspólnej i dobrze reżyserowanej gry, w której stawką jest nie tylko sprawa smoleńska, ale również wynik jesiennych wyborów parlamentarnych i utrzymanie przy władzy obecnego rządu. 

 

Reżyseria „lepszych czasów”

 

Następnego dnia, po widowiskowym powrocie z Dolomitów, Donald Tusk występując w roli polskiego męża stanu oświadczył: „Raport MAK nie jest kompletny. Zwrócimy się do Rosji o wspólną wersję raportu”. Deklaracja Tuska wydawała się całkowicie niedorzeczna, ponieważ szefowa MAK-u podczas prezentacji w Moskwie stwierdziła, że „raport niezależnej komisji jest ostateczny, a zostaje opublikowany z polskim i uwagami. Forma wspólnego raportu w standardach konwencji chicagowskiej nie jest przewidziana”.

Mimo tych twardych słów, premier rządu oznajmił, że zgodnie z konwencją chicagowską prześle prośbę do Rosjan o rozmowy w sprawie „uzgodnienia wspólnej wersji raportu”. Gdyby to się nie udało, Tusk zapowiadał dalsze kroki: „Jeśli rozmowy z Rosją nie doprowadzą do wspólnego stanowiska, możliwe będzie odwołanie się do instytucji międzynarodowych. Mam jednak nadzieję, że dojdzie do porozumienia z Rosjanami.”

Jakby dla wsparcia tego oświadczenia, następnego dnia „Moskowskij Komsomolec" zamieścił artykuł, w którym znalazło się ważne sformułowanie: „Moskwa musi mieć świadomość, co naszym dalszym stosunkom przyniesie zwycięstwo tej czy innej siły politycznej w Polsce" oraz przypomnienie, że w 2011 roku odbywają się u nas wybory parlamentarne, po których zwycięska partia sformuje nowy rząd.

Ponieważ do dziś, grupa rządząca nie skierowała odwołania do żadnej z instytucji międzynarodowych, należy uznać, że doszło do porozumienia w kwestii „wspólnej wersji raportu”, a zaprezentowany przez ministra Millera dokument jest efektem politycznego kompromisu i został uzgodniony z Rosjanami. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że Tusk wielokrotnie przekładał datę publikacji, oczekując najwyraźniej na wynik ostatecznych ustaleń ze stroną rosyjską. Trwały one przez cały okres pracy nad „polską wersją”. Pod koniec stycznia rosyjskie MSZ informowało, że „Rosja i Polska mają zamiar kontynuować współpracę w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem”, a najpełniejszy scenariusz przyszłych wydarzeń zamieściła wówczas „Nowaja Gazieta”. Zdaniem wiceszefa tego pisma Andrieja Lipskiego: „obecnie obliczane są procenty winy stron za to, co się stało. Ich zakres jest szeroki: od pełnego negowania jakichkolwiek błędów ze strony rosyjskich kontrolerów (raport MAK) po oskarżanie strony rosyjskiej o świadome doprowadzenie do katastrofy prezydenckiego Tu-154M, czyli faktycznie o zamach na polskiego prezydenta (ze strony wielu postaci z obozu Jarosława Kaczyńskiego)". „Nowaja Gazieta” uznała zatem, że "coś pośredniego najpewniej znajdzie się w zapowiedzianym na koniec lutego lub początek marca raporcie polskiej komisji, którą kieruje minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller" i dobitnie wyjawiła cel tej gry: „nieprzyjazne wobec Rosji siły w Polsce się umocniły, tworząc polityczny przyczółek dla przedwyborczej ofensywy przeciwko premierowi Tuskowi i jego partii. Ci zaś muszą się bronić i dowodzić, że nie sprzedali się Rosjanom, lecz jedynie chcą wyjaśnić prawdę bez skłócenia się z Rosją. Jeśli obie strony nie wykażą gotowości do dalszej współpracy [...] i nie spróbują w jakiś sposób uzgodnić stanowisk, a także wzajemnych pretensji, nasze stosunki znów czekają nie najlepsze czasy.”

 

Dychotomia sterowana

 

 We wspólnym charakterze „raportu” Millera można również znaleźć wyjaśnienie zagadki dotyczącej datowania dokumentu, ujawnionej przez portal niezależna.pl. Jeśli bowiem wersja rosyjskojęzyczna została zatwierdzona z dniem 1 lipca 2011 r. (taka data znajduje się na tej wersji), musiało upłynąć wiele dni, nim dokument przetłumaczono i zespolono z wersją polską. Stąd na dokumencie w języku polskim widnieje data 25 lipca.

Jest oczywiste, że opinia publiczna nie mogła dowiedzieć się o prawdziwym pochodzeniu „raportu”, ani nabrać podejrzeń, że został uzgodniony z Rosjanami. Zarysowana już w styczniu br. fałszywa dychotomia miała sugerować, że istnieją jednak rozbieżności między tezami MAK-u, a ustaleniami komisji Millera. Wytworzenie propagandowej atmosfery sporu leżało w interesie obu stron. Grupa rządząca mogła w ten sposób dowieść troski o wyjaśnienie przyczyn tragedii i wykazać rzekomą samodzielność. Rosjanie zaś uzyskiwali potwierdzenie swoich tez z „niezależnego źródła” i osiągali efekt dobrowolnego przyznania się do winy. „Raport Millera” był zatem niezbędnym uzupełnieniem rosyjskich kłamstw, nadając im wymiar polskojęzycznej nostryfikacji. Jak dalece sięga to usprawiedliwienie mogliśmy się przekonać czytając zapewnienia ppłk Roberta Benedicta o tym, iż „Rosjanie nie zniszczyli wraku Tupolewa, by ukryć dowody. To strona polska pozwoliła rozmontować wrak na części.”

Lubię to! Skomentuj117 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale