596 obserwujących
693 notki
3896k odsłon
  6042   0

KRĄG PIĄTY – LUDZIE ZNIKĄD

„Kim są prawdziwi szefowie polskiej mafii, przełożeni Pershinga, Dziada czy Oczka”? – pytały przed 10 laty Ewa Ornacka i Violetta Krasnowska w tygodniku „Wprost”, w artykule „Ojcowie chrzestni”. „Pershing, Dziad czy Oczko, uważani za najważniejszych przywódców polskich zorganizowanych grup przestępczych, byli co najwyżej dowódcami "prywatnej policji", chłopcami do brudnej roboty i pilnowania cudzych interesów. Z przestępczych "inwestycji" trafiało do ich kieszeni jedynie 5-10 proc. zysków. Nie mogli kierować podziemną Polską, gdyż za mało wiedzieli, byli zbyt łatwo identyfikowani, przez lata o ich losie decydowali prowadzący ich lub inwigilujący funkcjonariusze milicji oraz służb specjalnych.” – pisały autorki artykułu.

Kto zatem rządzi tym światem – (o którego korzeniach pisałem w poprzedniej części „Kręgów”) – gdzie szukać prawdziwych szefów układu, zwanego „polską mafią”? Czy można zlokalizować środowiska, z których wywodzą się mafijni „caporegima” i „bossowie”?

W sprawie Krzysztofa Olewnika, należy przyjąć jako pewnik tezę, że za bezpośrednim przebiegiem porwania i zabójstwa oraz wieloletnią, skomplikowaną operacją utrudniania i fałszowania śledztwa na wszystkich szczeblach władzy stał układ mafijny, łączący polityków, funkcjonariuszy służb, biznesmenów i kryminalistów.

Świadczy o tym przede wszystkim zakres działań, jakie podejmowano przez ostatnie 8 lat, by skutecznie ukryć prawdę o motywach porwania oraz ludziach, stojących za zbrodnią. Świadczy klasyczna (zgodna z mafijnym „kodem Omerta”),choć czasem wymuszana „samobójstwem” „zmowa milczenia” - począwszy od sprawców uprowadzenia, poprzez policjantów i prokuratorów, po dziennikarzy i polityków. Wreszcie – dowodem są nazwiska osób, występujących w sprawie, ich wzajemne powiązania i rzeczywiste relacje.

By wejść na drogę, prowadzącą do odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie, posłużę się słowami „wysokiego funkcjonariusza służb specjalnych IIIRP”, cytowanymi przez autorki artykułu:

„Trzeba sięgnąć do początków tworzenia się zorganizowanych struktur przestępczych, czyli do przełomu lat 80. i 90. Do czasów żywiołowej gospodarki rynkowej, młodego kapitalizmu, a zarazem czasów rozpadu PZPR, czystek w milicji, SB i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Milicjanci i negatywnie zweryfikowani esbecy masowo przechodzili wówczas do biznesu. Przychodziło im to tym łatwiej, że w wielu firmach pracowali ich "podopieczni", że mieli "haki" na członków formujących się wtedy zarządów i rad nadzorczych. Trafiali przede wszystkim do przedsiębiorstw zajmujących się handlem paliwami i alkoholem. Opanowali firmy ochroniarskie, banki, spółki polonijne i przedsiębiorstwa handlu zagranicznego. Te ostatnie były w czasach PRL często przykrywką dla działań służb specjalnych.

Dopiero, gdy firmy ustabilizowały swoją pozycję na rynku, zatrudnieni w nich funkcjonariusze milicji i służb specjalnych przypomnieli sobie o prowadzonych przez siebie przez lata tajnych współpracownikach i zaczęli korzystać z ich usług. Swoich byłych podopiecznych, często ludzi, którzy stali się niemal z dnia na dzień bogatymi i szanowanymi biznesmenami, nazywali "dyzmami". Podręcznikowym typem "dyzmy", człowieka znikąd, bez życiorysu, był na przykład K., kioskarz z Radomia, który w połowie lat 90. jako parlamentarzysta trafił do ważnej instytucji doradzającej ministrowi spraw wewnętrznych, dzięki czemu zyskał dostęp do najściślejszych tajemnic państwa.[…]

Prawdziwi szefowie polskiej mafii są de facto finansistami. Nierzadko zapraszają do interesów całkiem legalnie działających przedsiębiorców Dotychczas żadnemu ministerialnemu urzędnikowi czy ważnemu politykowi nie udowodniono współpracy z przestępcami.”

Warto dostrzec, że tak przedstawione zasady funkcjonowania „polskiej mafii” są aż nadto widoczne w sprawie Krzysztofa Olewnika. Zdradza je zakres wzajemnych relacji pomiędzy głównymi bohaterami oraz ich usytuowanie w hierarchii IIIRP.

Czy pojawiający się „z ulicy” Grzegorz K, protegowany Andrzeja Piłata, nie odpowiada charakterystyce „dyzmy”, jak opisuje ludzi „znikąd” cytowany artykuł? Niewykluczone, że akurat tych bohaterów połączyła wspólna pasja sportowa, bowiem Grzegorz K był nauczycielem wychowania fizycznego w sierpeckiej podstawówce, a Andrzej Piłat działaczem sierpeckiego TKKF -u „Kubuś”, reprezentując go nawet na II Wojewódzkim Zjeździe Ognisk TKKF województwa płockiego, w roku 1981 r. Ale czy tylko pasja sportowa łączyła tych dwóch?

Ileż tajemnic nagłych i zaskakujących karier można rozwikłać, dostrzegając prawidłowość, że w III RP, a szczególnie w interesującym nas czasie i miejscu pojawiało się wielu ludzi „znikąd” powoływanych na znaczące stanowiska, wyłącznie w tym celu, by służyć interesom swoich politycznych „patronów” lub spełniać rolę „łączników”. Kto pamięta dziś Stanisława Alota, zwykłego nauczyciela z prowincji, który nie miał żadnego doświadczenia w kierowaniu wielkimi firmami, aż nagle został szefem ZUS-u? Albo Władysława Jamrożego, przeciętnego, prowincjonalnego lekarza, który najpierw został szefem PZU, a potem Totalizatora?

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale