Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
60
BLOG

Ubóstwo. Przekleństwo?

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 2

 

Są ważniejsze pytania od tego, które za moment chciałbym postawić, ale jednak - gdybym spotkał Jezusa, a On miałby więcej niż dłuższą chwilę na rozmowę ze mną, zapytałbym Go o Jego stosunek do ubóstwa. Bo z jednej strony wypowiedział się już na ten temat w Ewangelii, ale z drugiej - mówił wtedy do ludzi innej kultury, i wcale nie jestem taki pewien, czy dziś poprawnie rozumie się Jego odczytywane dosłownie intencje.


 
Odłóżmy na moment tyleż na pamięć znane, co prawdopodobnie źle rozumiane - bo odczytywane nie w Duchu Świętym, a według litery, i nie w duchu czasów - błogosławieństwa, a wśród nich to najbardziej związane z tematem niniejszego tekstu, skierowane - jak się wydaje (a pod koniec tekstu pokażę, że niesłusznie) - do ubogich: „Błogosławieni [jesteście], ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże". Zapomnijmy więc na chwilę o Kazaniu na Górze i odwołajmy się do ludzkiej mądrości.
 
Już prosta obserwacja zachowania własnego i innych prowadzi do spostrzeżenia, że samo ubóstwo nie jawi się tym najbardziej nim zainteresowanym, a więc ubogim, żadnym błogosławieństwem. Bliżej temu trudnemu doświadczeniu jeśli nie przekleństwa, to przynajmniej przeklinania wszystkiego i wszystkich, którzy wydają się być - oczom biedaka - winnymi jego beznadziejnej sytuacji. A ten - zamiast delektować się stanem błogosławieństwa, w którym jakoby się znajduje - myśli tylko i wyłącznie o tym, jak związać koniec z końcem tu na ziemi, a o wiązaniu życia z niebem nie ma ni sił, ni ochoty medytować.
 
Wydaje się takie życie potwierdzać teorię Maslowa - przywołajmy tu hierarchię potrzeb amerykańskiego psychologa i jego słynną piramidę. Na samym jej dole ustawił on potrzeby fizjologiczne - związane z zaspokojeniem głodu na przykład. Dopiero, gdy one są zaspokojone, człowiek oczekuje spełnienia kolejnych - bezpieczeństwa i przynależności. Spełnienie zaś tych otwiera drogę szukaniu gratyfikacji kolejnych pragnień - szacunku i uznania oraz samorealizacji, w tym tej związanej z życiem duchowym człowieka. Brzmi naukowo, ale da się podsumować prostym zdaniem: dopóki potrzeby niższe, fizjologiczne nie są spełnione, nie ma możliwości, żeby człowiek myślał o spełnianiu potrzeb wyższych, w tym - duchowych.


 
Zapraszam na stronę"OPOKI", gdzie można przeczytać całość tekstu.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura