Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
434
BLOG

Wystarczy jeden nawrócony na każdej Eucharystii

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 3

 

Z księdzem Arturem Sepioło rozmawia Sławomir Zatwardnicki
 
Ksiądz Artur Sepioło, jest kapłanem od 1991 roku. Był wikariuszem, a także koordynatorem Ruchów, Wspólnot i Stowarzyszeń Diecezji Gliwickiej. Obecnie jest proboszczem parafii Chrystusa Króla w Gliwicach, dyrektor Szkoły Nowej Ewangelizacji Jezusa Zmartwychwstałego i diecezjalnym koordynatorem Odnowy w Duchu Świętym. Autor książki „Nowa ewangelizacja. Śladami Jana Pawła II”.
 
Sławomir Zatwardnicki: Pokusiłby się Ksiądz o ocenę kaznodziejstwa polskiego?
 
ks. Artur Sepioło: Raczej nie. Trudno w jednym zdaniu wydać opinię o tak złożonym zjawisku. Docierają do nas z różnych stron rozmaite „kaznodziejskie kwiatki”, ale obok tych wybryków jest przecież co niedziela tysiąc kazań, które dają pokarm milionom wiernych, a niektóre nawet nawrócenie. Może to za mało, że tylko niektóre, ale jestem realistą. Sam na przykład słyszałem księdza, który kazanie o przykazaniach kościelnych oparł o ich starą wersję czy zakonnika, który do dzieci mówił „o wszystkich dziurach, które ma ciało człowieka”.
 
A jak się ma kaznodziejstwo w parafii, której jest Ksiądz proboszczem?
 
Taka ocena, to chyba jeszcze trudniejsze zadanie – ze względów emocjonalnych…
 
„Dla ogromnej większości katolików polskich niedzielna homilia czy kazanie jest nadal podstawowym źródłem wiedzy religijnej i inspiracją do życia prawdziwie chrześcijańskiego” – słusznie przypomina tę smutną prawdę Ksiądz profesor Panuś, profesor homiletyki i autor książki „Sztuka głoszenia kazań”. Jak Ksiądz inspiruje tzw. „niedzielnych katolików” do żywej wiary? Czy w ogóle możliwe jest, żeby kazanie trafiło do tłumu słuchaczy? Czy tematykę kazań stara się Ksiądz wymyślać na bieżąco, czy też jest to jakaś praca planowana?
 
Kazania w parafii są jasno określone. Wyznaczony jest na dany okres blok tematyczny (obecnie Eucharystia). Jako proboszcz podaję propozycję tematów, czyli w grafiku znajduje się: data, ewangelia na daną niedzielę, proponowany temat kazania oraz ksiądz, który je wygłosi.
Jak budzić żywią wiarę? Przepowiadać ewangelizacyjnie. Wiem, że ostatnio to słówko odmieniane jest w każdym przypadku, czasie i osobie. Ale mam konkretne wskaźniki takiego głoszenia. Akcentować kerygmat a nie mówić o wszystkim. Używać prostego, zrozumiałego dla słuchaczy języka. Wzywać do decyzji oraz dawać do nich okazję już w czasie liturgii. Wprowadzać w doświadczenie.
A że można i dzieje się coś – świadczą o tym pozytywne i negatywne głosy parafian. Jak negatywne głosy mogą świadczyć? Ktoś z uczestników liturgii zapisał w Internecie rodzaj zachęty do zmiany parafii: „Ludzie, chodźcie do Barbary [św. Barbara to jedna z gliwickich parafii – SZ], tam nikt nam nie będzie mówił, co mamy robić”. Strzał w dziesiątkę i pełne zrozumienie zamiarów kaznodziei: powiedzieć słuchaczowi, co należy zrobić, by przyjąć zbawienie, wejść w doświadczenie Boga, stać się człowiekiem uzdrowionym wewnętrznie, rozwinąć swoją wiarę.
 
Jak w czasie liturgii można „wprowadzać w doświadczenie” i „wzywać do decyzji oraz dawać do nich okazję”? Czy mógłby Ksiądz wyjaśnić, o co konkretnie chodzi?
 
Po kazaniu przypominającym pytanie Jezusa: „A wy za kogo mnie uważacie?” można pozostawić chwilę milczenia z zaznaczeniem, że to czas na osobistą, wewnętrzną odpowiedź. Po kazaniu o dialogu Jezusa z Martą przed wskrzeszeniem Łazarza i pytaniu: „Wierzysz w to?” – wprowadzić w czasie liturgii chrzcielne wyznanie wiary z akcentem, że chodzi o odpowiedź w liczbie pojedynczej („wierzę”). Po komentarzu do przypowieści o synu marnotrawnym – wprowadzić modlitwę o doświadczenie miłości Bożej. Wprowadzać chwile adoracji po słowach: „Oto wielka tajemnica wiary” czy „Baranku Boży”. Wprowadzać króciutkie komentarze podkreślające „temat” mszy.
 
Jak Ksiądz zapatruje się na wartość exemplum i świadectwa w homiliach? Czy wypada kaznodziei sięgać po pozawerbalne rekwizyty w czasie niedzielnych kazań?
 
Głoszenie ewangelizacyjne bez świadectwa jest jak pójście do walki bez ostrej amunicji: dużo huku, mało skutków. Rekwizyty są jak najbardziej jednym z elementów podkreślających słowo. Oczywiście pod warunkiem, że nie są sztucznie do słowa doklejone.
 
Jakich rekwizytów, które nie są „sztucznie do słowa doklejone” używa ks. proboszcz Artur Sepioło?
 
Używam wszystkich przedmiotów codziennego użytku. Chodzi tylko o zgodność przedmiotu z tematem, by nie powielać logiki typu: św. Józef był cieślą, a w naszym kościele konfesjonały są drewniane, w związku z tym z okazji 1 maja porozmawiamy o spowiedzi.
 
Proszę opowiedzieć o przygotowaniach do głoszenia słowa Bożego. Interesuje mnie zarówno przygotowanie od tej strony bardziej praktycznej, ludzkiej, jak i o pracę duchową włożoną w przygotowanie do przepowiadania słowa.
 
Pierwszym etapem jest dla mnie wybór bloków tematycznych. Decydująca jest w tym przypadku potrzeba środowiska i oczywista dynamika wiary. Trudno mówić na przykład o dekalogu bez wcześniejszych tematów ewangelizacyjnych, czy o seksualności bez tematów dotyczących świadomości siebie (itd.). Przy ustalaniu tematów konieczne jest przejrzenie ewangelii niedzielnych na najbliższe pół roku. To daje perspektywę i biblijne podstawy.
Drugim etapem jest zbieranie materiału do danego tematu. Są kazania, które obrastają w treść natychmiast po sformułowaniu tematu, a są i takie, które trzeba dopracowywać wiele dni. Dokonuje się to przy modlitwie oraz obserwacji życia parafian. To swego rodzaju odniesienie do Boga i ludzi tego słowa, które ma być głoszone.
Trzeci etap stanowi modlitwa i spisanie, a w niektórych przypadkach nawet „wygłoszenie na sucho” niektórych passusów. Lubię usłyszeć, jak to będzie brzmieć. Zadaję też sobie pytanie, co czuję słysząc słowa, które wygłosiłem? Jak mogą być odebrane? Czy dostatecznie dobrze oddają myśl lub zaplanowane wrażenie?
Homilia jest dziełem Bożym, zakotwiczonym w liturgii – trudno wygłosić ją bez modlitwy. Jest formą przekazu treści – trudno nie brać pod uwagę adresata. Jest dziełem literackim – trudno mówić o dobrym utworze bez warsztatu.
 
Napisał był Ksiądz książkę pt. „Nowa ewangelizacja. Śladami Jana Pawła II”. Jest Ksiądz również odpowiedzialny za Szkołę Nowej Ewangelizacji. Jak z tego widać, zarówno teoria, jak i praktyka ewangelizacji są bliskie Księdzu. Jaki ma to wpływ na głoszone przez Księdza kazania? Jak sprawić, żeby homilia była bardziej kerygmatyczna niż umoralniająca?
 
Szkoła dała mi mentalność ewangelizatora. Wszystko kojarzy mi się z jednym – z lepszym głoszeniem Jezusa. Wszystko bowiem może być użyte i wykorzystane do pokazania Jezusa. W Szkole Nowej Ewangelizacji posługujemy się zasadą: „Ewangelizujemy tym, co mamy i tym, czego nie mamy”.
Któregoś rozbieganego ranka nie zabrałem ze sobą podręcznego neseserka na religię. Zorientowałem się dopiero dojeżdżając na szkolny parking. Wówczas błyskawicznie zacząłem myśleć, co mam w samochodzie. Znalazła się mandarynka, kartka papieru i plastykowe opakowanie po foliowych ochraniaczach na buty z wizyty w szpitalu. Słowem: wystarczający zestaw do nowego pomysłu na katechezę na temat grzechu.
Jak wyglądała? Wykorzystałem owoc jako obraz tego, na co daje się naciągnąć człowiek, ale gdy po to coś sięga, otrzymuje uderzenie zupełnie nie tym, co zamawiał. I tu rzuciłem w kierunku jednego z uczniów plastikowym opakowaniem, w którym była zwinięta kartka papieru. Po otwarciu chłopak mógł przeczytać umieszczoną na kartce listę grzechów, które często w nas uderzają.
 
Domyślam się, że nawet wytrawny kaznodzieja doświadcza zarówno ludzkiej tremy czy strachu, jak i rzeczywistości walki duchowej? Jak Ksiądz radzi sobie z tego typu doświadczeniami?
 
Trema bywa w nowych środowiskach, do których przychodzi mi głosić. Jak sobie radzę? Mówię Jezusowi: zrobiłem, co mogłem – reszta należy do Ciebie. Walka duchowa przebiega na różnych płaszczyznach. Najważniejsze, by nie dać się zepchnąć w wątpliwości. Bo przecież nie wszystkim podoba się taka bezpośredniość i proste tłumaczenie duchowych zasad wzrostu.
 
W swojej praktyce duszpasterskiej nie boi się Ksiądz współpracować ze świeckimi w dziele przepowiadania słowa Bożego. Jak ta współpraca wygląda i dlaczego uznał Ksiądz, że warto ją rozwijać?
 
W ciągu praktyki kaznodziejskiej rzeczywiście rozmaite sposoby przetestowałem. Do ciekawszych moim zdaniem należą kazania dialogowane, w których świeccy stawiali pytania, wysuwali zastrzeżenia, czy wypowiadali powszechnie obowiązujące przekonania. Poza tym praktykujemy częste świadectwa czy całe nauczania prowadzone przez świeckich w ramach kursów SNE. Te ostatnie oczywiście poza liturgią.
 
Proszę podzielić się z czytelnikami jakimś ważnym dla Księdza doświadczeniem związanym z praktyką szeroko pojętego kaznodziejstwa. Może to być przypadek trudny czy radosny, związany na przykład z owocami głoszonego słowa, które można było dostrzec.
 
Przez cztery lata sprawowałem Eucharystię o godz. 20 w małym kościółku św. Bartłomieja. Po jednej z nich na drodze z zakrystii na plebanię dogonił mnie jakiś chłopak, prosząc o umówienie się na rozmowę. Ponieważ było już ciemno (po godz. 21), dopiero za rogiem kościoła, gdzie reflektory oświetlają dłuższy jego bok, spojrzałem na rozmówcę. Jego twarz zalana była łzami. Kiedy następnego dnia rozmawialiśmy, chłopak powiedział: „Proszę księdza, ta Msza Święta była autorska, centralnie wszystko do mnie”. Podziękowałem Panu Bogu, rozmyślając, że właściwie więcej nie potrzebuję – wystarczy jeden tak głęboko nawrócony na każdej sprawowanej Eucharystii.
 
Gdyby jakiś kaznodzieja poprosił Księdza o osobiste rady czy sugestie wynikające z doświadczenia, a związane z głoszeniem słowa Bożego, na co zwróciłby Ksiądz szczególną uwagę?
 
Pomodlić się, pytając Boga, co ma ważnego do powiedzenia. Bóg zmienia ludzi, nie kaznodzieja.
Dzielić się tym, co jest ważne dla kaznodziei jako człowieka. Jeśli coś mnie poruszyło, poruszy także innych.
Mówić prosto i nie zapomnieć o świadectwie. Ludzie nie potrzebują wykładów, ale przykładów.
Patrzeć na Słowo i na słuchaczy. Homilia to połączenie wierzących ze Słowem.
Poruszać jeden i tylko jeden temat. Jeśli kaznodzieja ma kłopot z zapamiętaniem napisanego przez siebie i kilkakrotnie wygłoszonego kazania, jak mają zapamiętać ci, którzy słyszą je tylko raz?

 

 

 

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura