Znany opis wypędzenia przekupniów ze świątyni można odnieść również do życia duchowego. Gorliwość Pana Jezusa o Dom Boży dotyczyć przecież musi i wewnętrznej świątyni, w której modli się sam Święty Duch, skoro to ona stanowi najważniejsze miejsce spotkania się z Nim. „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.” (1Kor 3,16-17). Jeżeli wiemy, pozwólmy Jezusowi wejść do tej świątyni na Jego prawach, aby ją oczyścił – skoro „świątynia Boga jest świętą”.
„Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!» Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”. (J 2,13-17)
W jerozolimskiej świątyni Pan spotkał handlarzy i bankierów. Oczywiście nie byli to zwykli handlarze i bankierzy, ale pobożni handlarze i bankierzy, którzy pomagali wiernym złożyć Bogu ofiary: a to dzięki temu, ze można było u nich kupić gołąbka czy wołu ofiarnego, a to przez to, że można było u nich rozmienić pieniądze (aby przypadkiem nie dać – jak uboga wdowa – wszystkiego, co się posiada (por. Mk 12,41-44)). A jednak Pan nie tylko że nie pochwalił tego rodzaju działalności, co zdecydowanie się im sprzeciwił, wyrażając to być może w najbardziej zdecydowany sposób, jaki znajdujemy na kartach Ewangelii. Oto łagodny Baranek, który sporządza bicz i wypędza kupczących ze świątyni! Taki jest nasz Pan!
Każdy, kto coś niecoś rozumie już z życia duchowego, odrzuci od razu oskarżenia Jezusa o poddanie się prostym emocjom: zdenerwowaniu, gniewowi czy wzburzeniu. Owszem emocje nie są tu na ostatnim miejscu, ale nie one stanowią motor napędowy takiego a nie innego postępowania Pana. (Zresztą, trochę czasu musi minąć, żeby sporządzić ze sznurków bicz – wystarczająco dużo, żeby pierwsza fala wzburzenia przeminęła). Ewangelista przytomnie przytacza w kontekście tej sytuacji słowa: „Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie” (J 2,17b; por. Ps 69,10: „Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera”), bo to właśnie ta gorliwość stoi u źródła emocji wyrażonych w tak niewybrednej formie jak wypędzanie biczem czy wywracanie stołów.
Tylko On, który znał doskonale Ojca (por. Łk 10,22) i w sposób doskonały potrafił Mu oddawać cześć w Duchu i prawdzie (por. J 4,23-24), poznał, jak wielką zniewagą dla Niego było kupczenie w świątyni, która według Bożego objawienia miała służyć jednemu celowi: „Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców: (Łk 19,45). Znać, że Pan nie zamierza zostawić bez odpowiedzi takiego prowokacyjnego (bo grzesznego, a Bóg chce świętości!) zachowania – zamiany świątyni na miejsce handlu, choćby i pobożnego. Tym mocniejsza jest chyba reakcja Pana, im większe powołanie tych, którzy sprzeciwiają się jego pełnemu wypełnieniu.
I dlatego nasza świątynia wewnętrzna musi również zostać oczyszczona. Pan nie pozostawi nas w spokoju, dopóki wewnątrz naszego serca dokonuje się jakiś, podobny tamtemu jerozolimskiemu, handel wymienny z Bogiem. Jego gorliwość o wewnętrzną świątynię może na różne sposoby się wyrażać, ale na pewno nie będzie ani na jotę mniejsza od tamtej gorliwości, którą poznajemy z Ewangelii. Bądźmy więc czujni, bo na pewno nastąpi konfrontacja z naszym przekupywaniem i handlowaniem z Bogiem, które mają miejsce w czasie modlitwy! Trzeba poddać się temu procesowi oczyszczenia, „czas bowiem, aby sąd się rozpoczął od domu Bożego. Jeżeli zaś najpierw od nas, to jaki będzie koniec tych, którzy nie są posłuszni Ewangelii Bożej?” (1P 4,17). To zresztą dobra nowina dla naszego życia wewnętrznego: Pan troszczy się o nie ze wszystkich sił, według słów: „Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera...” (Ps 69,10).
Stosunkowo łatwo – choć oczywiście nie bez wcześniejszej współpracy z łaską Boga! - dostrzec fakt, że trwając przed Bogiem w modlitwie zaczynamy z nim handel wymienny; z początku są to transakcje jawne („Ty daj mi to, a ja wtedy...”), z czasem coraz bardziej ukryte („Tyle lat staram się żyć po chrześcijańsku, więc...”). Potem przychodzi kolej na to, aby powywracać ławki tych, którzy sprzedają gołębie (por. Mt 21,12); a znaczy to ni mniej ni więcej jak porzucenie składania ofiar Temu, który i tak ich nie potrzebuje – według tego, co sam proroczymi usty wyznał: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary,
poznania Boga bardziej niż całopaleń” (Oz 6,6). Trzeba w tym miejscu zwrócić uwagę, że porzucenie składania ofiar w czasie modlitwy idzie równolegle z poznaniem Pana, ale i nie wyprzedza tego poznania. Sam Bóg musi przekonać do tego osobę, która coś Mu chce ofiarować.
poznania Boga bardziej niż całopaleń” (Oz 6,6). Trzeba w tym miejscu zwrócić uwagę, że porzucenie składania ofiar w czasie modlitwy idzie równolegle z poznaniem Pana, ale i nie wyprzedza tego poznania. Sam Bóg musi przekonać do tego osobę, która coś Mu chce ofiarować.
Z kolei Ten, który „powywracał stoły zmieniających pieniądze” (Mt 21,12) wskaże nam, że zamiast rzeczami najważniejszymi zajmujemy się w czasie modlitwy drobnostkami. Nie znaczy to, że Pana nie interesują te drobne sprawy, które chcemy kłaść przed Nim. Nie da się zresztą doświadczyć Jego miłości uciekając przed tymi sprawami w świat abstrakcji. Chodzi tu raczej o taki czas modlitwy, kiedy już wszystko, z czym przyszliśmy, położyliśmy przed Nim, a teraz już z wolnym sercem możemy dać Mu to, co najwartościowsze – samych siebie, aby Jego Duch mógł w tak poświęconej świątyni swobodnie się modlić. I to jest nareszcie ten czas i dyspozycja serca, w których Pan już nie pozwoli, „żeby kto przeniósł sprzęt jaki przez świątynię” (Mk 11,16), robiąc niepotrzebne zamieszanie i burząc wewnętrzną ciszę; chodzi o ciszę serca, bo uwielbienie Pana w tym czasie może być tak głośne, jak okrzyki dzieci witających Mesjasza:
„W świątyni podeszli do Niego niewidomi i chromi, i uzdrowił ich. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie - widząc cuda, które uczynił, i dzieci wołające w świątyni: «Hosanna Synowi Dawida» - oburzyli się i rzekli do Niego: «Słyszysz, co one mówią?» A Jezus im odpowiedział: «Tak jest. Czy nigdy nie czytaliście: Z ust niemowląt i ssących zgotowałeś sobie chwałę?»” (Mt 21,14-16)
Jest to – jak widać – również czas dla Pana, aby mógł dokonywać uzdrowienia naszego wnętrza. W tym czasie jesteśmy już jak dzieci przed Nim, które w swojej prostocie trwają w uwielbieniu i zachwyceniu; bo już nawet nie w oczekiwaniu, które miałoby w sobie coś z handlu, a ten został przecież zakazany już wcześniej. A jednak – paradoksalnie – jest to czas największego działania Bożego, zgodnie z powyższym świadectwem Mateusza i – może jeszcze wyraźniej wskazującym na zwycięstwo Pana nad Szatanem w tym czasie – słowem Psalmisty: „Sprawiłeś, że [nawet] usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę, na przekór Twym przeciwnikom, aby poskromić nieprzyjaciela i wroga” (Ps 8,3).
Sławomir Zatwardnicki
Tekst został wydrukowany w listopadowo-grudniowym numerze „Biblioteki Kaznodziejskiej”.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)