Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
118
BLOG

Pasiatek się rodzi (bajka dla Oksanki)

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 3

 

Za siedmioma górami, za siedmioma tropikalnymi lasami deszczowymi żył sobie tygrys Pasiatek. Każdy dzień rozpoczynał od spoglądania w lustro. Podziwiał w nim tego osobnika, którego tam widział – pomarańczowego w czarne paski – a im bardziej podziwiał, tym bardziej prężył dumny grzbiet. Otwierał wtedy paszczę i wydobywał z siebie głośne: „Harrr, jestem tygrys!”, a osobnik w lustrze odpowiadał: „Harrr, jesteś tygrys!”.
Dziś również Pasiatek podszedł do lustra, ale kiedy spojrzał w niego, nie zobaczył Pasiatka – tym razem osobnik w lustrze okazał się być cały pomarańczowy, bez czarnych pasków. Przerażony tygrys podrapał się pazurem po czole, na którym powinny przecież znajdować się cztery czarne paseczki. Obejrzał wszystkie łapy i nie znalazł tam pasków, podobnie i na ogonie nie było tych siedmiu, które podobały mu się najbardziej; pręgi zniknęły!
Od drapania pazurem i marszczenia czoła, na którym wciąż nie było tych czterech filuternych i podobających się tygrysicom paseczków, zaczęło mu się rozjaśniać w głowie, jął więc sobie przypominać... Cztery ugryzienia w czoło, kolejne w łapy, a na końcu siedem kąśnięć w ogon. Na nic zdało się drapanie pazurami i czesanie korą drzew. Tak, najwidoczniej paski pogniewały się na niego za tę awanturę, którą zgotował im dziś rano, kiedy posądził je, te prawdopodobnie niewinne czarne pręgi, o to drapanie w sierści, które nie dawało mu spać całą noc.
Spoglądnął jeszcze raz w lustro i poczuł się jakiś nieswój. Trochę niepewnie pokazał kły i skierował w stronę osobnika w lustrze: „Harrr, jestem tygrys!”, a ten odpowiedział mu tym razem: „Har, har, jaki tam tygrys?!”. Zasmucony Pasiatek (jaki tam „pasiatek”...) odszedł od lustra ze zwieszonym łbem, z wolna powłócząc bezpaskowymi łapami. Kiedy uderzył czołem, na którym próżno szukać by można dziś pasków, w stół, spadł z niego pędzel i farby, nie wiadomo przez kogo tu zostawione. Zadziwiająco bystro jak na tygrysa (jakiego tam tygrysa...) zrozumiał, że to szansa dla niego.
Pędzel wbity w ziemię, zamoczony wcześniej w czarnej farbie, doskonale się nadawał do tego, aby uzupełnić braki ubarwienia. „Harrr, a jednak tygrys!” – uśmiechnął się do siebie i bez chwili wytchnienia pracował – na wszelki wypadek bez lustra – całą godzinę. (Jak ciężka to praca wiedzieć mogą tylko tygrysice). Skończywszy, uniósł do góry głowę, stawił się przed lustrem i już-już miał wyprężyć dumnie swój grzbiet, kiedy zauważył na nim coś, co nie przypominało pasków, a cętki. Z jego gardła wydobył się co prawda jeszcze okrzyk: „Harrr, jestem tygrys”, ale tylko dlatego, że nie zdążył pomyśleć, żeby go zatrzymać.
Uciekając sprzed lustra usłyszał za sobą: „Har, har, jaki tam tygrys?! Raczej gepard jakiś!”. Jeżeli nie pochylał głowy, to tylko dlatego, że nie chciał znów uderzyć nią w nogę od stolika. Tym razem minął go szerokim łukiem, a mijawszy go szerokim łukiem, zahaczył o domek Tygrysiej Brody. Wszedł tam chwiejnym od smutku krokiem i spojrzał na tego, którego szanowały wszystkie zwierzęta. Dobrze, że Tygrysia Broda był ślepy i nie widział cętek tego, który nie śmiał dziś myśleć o sobie „Pasiatek”...
Stary tygrys, wysłuchawszy historii Pasiatka, zamyślił się na czas jakiś, który wydawał się młodemu trwać wieki całe, po czym, jakby nagle przebudzony, wygłosił do niego ciepłe i radość wlewające w tygrysie serce słowa pełne mądrości: „Czy ty myślisz, Pasiatku, że to te kilka pasków sprawia, że jesteś tygrysem?”. Otwarta morda niewiele rozumiejącego Pasiatka uniosła się klika centymetrów (ot, tyle, ile wynosi szerokość średniej wielkości paska), a tygrys, zastrzygłszy uszami, słuchał dalej. „Pasiatku, spójrz na mnie! Chyba nie masz wątpliwości, że ja jestem prawdziwym tygrysem?”.
Oczywiście Pasiatek nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że ten powszechnie szanowany tygrys jest tygrysem prawdziwym. I teraz ten tygrys prawdziwy a szanowany mówi: „A przecież, zauważ, ja również nie mam pasków!”. Młody ze wzrastającą radością składał usłyszane myśli w jedną całość – tak, skoro Tygrysia Broda, tak siwy, że już dawno zarówno to, co pomarańczowe, jak i to, co czarne, przybrało kolor zimowego śniegu, jest tygrysem, to i on, Pasiatek... Najpierw nieśmiało, a potem już całkiem głośno, zacharczał: „Harrr, jestem tygrys!”, a echo i Tygrysia Broda przytaknęli: „Harrr, jesteś tygrys...”.
Wykąpany w strumieniu, w którym zmył z siebie wszystkie gepardzie cętki (niech pogniewają się na zawsze), stawił się przed lustrem pewny swego. Skierowawszy łeb w stronę osobnika po drugiej stronie dobył głos – a jakiż to był głos! – z głębi swojej tygrysiej duszy: „Harrr, jestem tygrys!”. Bezczelny osobnik w lustrze odpowiedział: „Har, har, jaki tam tygrys?!”, ale kiedy usłyszał od Pasiatka słowa, które poradził mu Tygrysia Broda: „Harrr, zaraz zdzielę cię po łbie moim tygrysim ogonem!”, skulił po sobie uszy i wyjąkał: „Harrr, jesteś tygrys...”.
Kiedy Pasiatek wyprężył dumnie grzbiet, zauważył, że paski wróciły. Tak, na czoło również: raz, dwa, trzy, cztery. I na ogonie znowu są wszystkie – siedem! Unosząc łeb do góry zacharczał wniebogłosy: „Harrr, jestem tygrys!” i odszedł tym razem nie słuchając tego, jak osobnik w lustrze odpowiada: „Harrr, jesteś tygrys...”. A echo zaniosło słowa te do Tygrysiej Brody, który uśmiechnął się i w geście dziękczynienia podniósł swoje siwe łapy do góry.
Sławomir Zatwardnicki
Bajka ukaże się na stronie: www.gazetaswiecka.pl

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura