Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
47
BLOG

Abrahamowy języczek

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

 

Pięciu lokalnych królów nie potrafiło odnieść takiego zwycięstwa jak to, którego dokonał Abraham - z trzystu osiemnastoma ludźmi. Co ważne w tej histoii opisanej w czternastym rozdziale pierwszej księgi biblijnej - to fakt, że tym razem Abraham nie czeka z opuszczoną głową, ale idzie walczyć; prawdopodobnie podnosi więc głowę nie tylko metaforycznie rzecz ujmując, ale i dosłownie.

Jest ten akt dowodem na prawdziwosć Bożego prowadzenia w życiu. To nie ten typ, który - jak późniejsi faryzeusze czy niektórzy dzisiejsi chrześcijanie trzymający się litery Pisma czy Magisterium - działałby wedłu jakichś schematów w podążaniu za Bogiem. Odwrotnie - postępowanie Abrahama jest zaskakujące, jak to zawsze ma miejsce w przypadku tych, którzy blisko są Boga.

Wydawałoby się, że Abraham odebrawszy wcześniej lekcję pokory i nauczywszy się, że Bóg troszczy się o niego i związane z nim osoby, powinien był opuścić głowę i czekać, aż Bóg uratuje Lota zabranego w niewolę. A jednak ojciec wierzących tym razem podejmuje wysiłek i rusza do walki. I nie jest ta walka nieprzemyślaną, choć w pierwszej chwili mogłoby się tak wydawać - zważywszy na siłę jego "wojska". Bo przecież dopiera najbardziej doświadczonych ludzi, a potem według jakiejś logiki dzieli ich na oddziały - ma wię chłop głowę nie tylko podniesioną, ale i "na karku".

Po odniesieniu zwycięstwa próbuje dostać się na audiencję u Abrahama król Sodomy, jednak przerywa mu tajemniczy Melchizedek. Zostawmy mądrzejszym od nas interpretację tej postaci, zausłyszmy tylko jego słowa, którymi błogosławił Abrahama - wskazują one na to, że Bóg Najwyższy oddał w ręce Abrahama jego wrogów. Wnioski z tych słów płyną przynajmniej dwa: (i) ci, którzy uprowadzili Lota stali się wrogami jego wuja; (ii) Bóg chciał tego zwycięstwa i to dokonanego nie ramieniem Jahwe, ale ręką Abrahama.

Tym bardziej to zastanawiające, że zaraz potem król Sodomy, któremu udało się w skońcu stanąć przed Abrahamem, chce zostawić zwycięzcy całe zdobyte przez niego mienie, a Abraham odmawia - twierdząc, że wszystko, co będzie posiadał, nie od człowieka, a od Boga otrzyma. Tak więc tym razem Abraham znów liczy tylko na Boga, a nie na siebie; natomiast nie zapomina o tych, którzy pomogli mu zwyciężyć - nie rezygnuje z łupów, które należą się im.

O co więc chodzi? Wydaje mi się, że dla duchowego życia cztery refleksje okażą się może najbardziej inspirujące: po pierwsze fakt, że Abraham dużo więcej - w porządku wiary - wymaga od siebie, a mniej od innych; po drugie, jest gotowy dla dobra bliźniego podejmować się dzieł miłosierdzia (uratowanie Lota), których w stosunku do samego siebie być może nie podjąłby się; po trzecie podejmuje się działania nie dla dobra swojego, ale dla dobra innych i dlatego, że taka jest wola Boża; po czwarte - a wspominaliśmy już o tym - w sercu oddanym Jahwe rozpoznaje patriarcha, czy czekać działania Boga, czy Bóg czeka jego działania.

Abraham znać musiał już Boga, skoro potrafił odróżnić czas działania od czasu oczekiwania. Jeżeli podnosił głowę, to wtedy, gdy miała ona zostać podniesiona. Był więc - by użyć określenia Ignacego Loyoli - jak "języczek u wagi", gotowy przechylić się w tę stronę, którą zaproponuje mu Bóg (podobnie potem zachowa się Maryja, gotowa przechylić się już to w stronę dziewictwa, już to macierzyństwa - wtedy, gdy jeszcze nie rozumie, że Bóg może dać jednosć tym z pozoru wykluczającym się powołaniom).

Wzruszająca jest ta ufnosć: ani nitki, anie rzemyka nawet od sandała nie weźmie od człowieka Abraham. Całe jego bogactwo należy do Pana i zależy od Niego. A kiedy Ten daje takowe błogosławieńdstwo, Abraham jest gotów oddać z tego dziesięcinę (w opowiadaniu daje ją Melchizedekowi - kapłanowi Boga Najwyższego).

 

Wypadałoby się na koniec porównać z ojcem wiary - we wszystkich sprawach tu opisanych, nie wyłączając dziesięciny. Ktoś z czytelników praktykuje ją, jako robi to i niżej podpisany marnotrawny syn Abrahama?

 

Sławomir Zatwardnicki

 

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura