Wyrażenie, od którego rozpoczyna się piętnasty rozdział Księgi Rodzaju - "Po tych wydarzeniach..." - nie oznacza, że to, co zaraz nastąpi, miało swój czas bezpośrednio po wydarzeniach dopiero co opisanych; nie, stanowi to wyrażenie początek nowego opowiadania.
A jednak nie chcemy za przypadek uważać, że biblijny autor (czy redaktor, bo autorów mogło być wielu) właśnie w tym miejscu opowiada o słabości czy zwątpieniu Abrahama. Ledwo pochwalony przeze mnie, zwraca teraz moją uwagę na to, że nawet ten, którego zwą ojcem wiary, miał trudne momenty.
(Na marginesie, ale wytłuszczoną czcionką, należy zaznaczyć, że ten fragment dużo, choć pośrednio, mówi nam o wierze Maryi; w Jej życiu nie da się znaleźć takiego zwątpienia).
Coś musiało być na rzeczy, skoro Bóg zapewnia Abrahama, że jest jego obrońcą. A przecież jest Abraham tym, który zwycieżył jakiś czas temu pięciu królów! Czyżby teraz wątpił w pomoc Boga, skoro Ten zapewniać Go musi o tym, że jest jego obrońcą?
Zresztą to zapewnienie nie jest akurat najbardziej potrzebnym Abrahamowi. A już zapowiedź sowitej nagrody wyzwala tylko noszone w sercu Abrahama rozgoryczenie, że Bóg nie spełnił swojej obietnicy i nie dał mu syna. Skarży się więc Abraham, że "zrodzony u mnie sługa mój" (a dosłownie: "syn mojego domu") będzie spadkobiercą zbliżającego się do kresu życia patriarchy.
Na usprawiedliwienie Abrahama i na naszą uwagę zasługuje fakt, że Abraham żal swój wylewa w rozmowie (czytaj: modlitwie) z Bogiem, a nie w marudzeniu czy szemraniu przed innymi ludźmi. To dobry przykład dla synów Abrahamowych, jak modlić się mają...
Wcześniejsza obietnica syna nie została jka widać przyjęta, skoro teraz spotyka się ze skargą Abrahama. Na tę skargę Bóg odpowiada jednak zapewnieniem - i znakiem - licznego jak gwiazdy potomstwa, a przede wszystkim - syna, który będzie pochodził od Abrahama, a więc - w przeciwieństwie do "syna jego domu" - będzie "synem Abrahama".
Podobnej budowy - obietnica, która nie została natychmiast przyjęta i odpowiedź Boga - jest dalszy ciąg rozdziału. Teraz Abraham prosi o znak - czyli: wątpi chyba (nie jest to tylko prośba o wyjaśnienie jak wiele wieków później w przypadku Maryjnego: "jakże się to stanie") - tego, że Bóg rzeczywiście daje mu ziemię na własność.
Boża odpowiedź właściwie brzmi tak: "Abym mógł to uczynić, przyprowadź mi jałowicę...". Bóg nie wyjaśnia nic więcej, możemy więc domniemywać, że albo forma przymierza, która za chwilę nastąpi, była wtedy rozpowszechniona, albo Abraham znał w swoim sercu Boga na tyle, że rozumiał/przeczuwał, co On chce uczynić - skoro od razu zaczyna przerąbywać zwierzęta na połowy, odpędzając jakieś natrętne ptactwo (symbol jakiegoś zła pewnie).
Trzeba tu podkreślić, że uczestnicy rytuału, który właśnie następuje, ściągnęliby na siebie podobną śmierć, gdyby naruszyli zawierane przymierze.
A teraz następuje tyleż tajemnicza, co bogata w znaczenie scena: Abraham zapada w głęboki sen i opanowuje go poczucie lęku, jakby ogarnęła go ciemnosć. Dwa znaczenia musimy tu odczytywać: pierwsze - patriarcha zapada w sen, tak jak kiedyś głęboko spał Adam w czasie, gdy Bóg stwarzał z jego żebra Ewę. Sen Abrahama byłby więc może znakiem stwarzania czegoś nowego - nowego potomstwa, które w przeciwieństwie do ziemskiego byłoby duchowym, wiarą ożywionym. To chyba cień wydarzeń przyszłych i zapowiedź stworzenia Nowej Ewy - Maryi, której potomstwo zmiażdży głowę szatanowi, a nazwane zostanie "synami Abrahama", czyli wiary.
(Nie miejsce tu na kolejne refleksje, zaznaczam tylko, że warto byłoby zastanowić się jeszcze nad "zwiastowaniem" anioła Józefowi, mężowi Maryi, które również odbywa się we śnie. Stąd tylko krok do tajemnicy nowego stworzenia, którego duchową rodziną staje się małżeństwo Maryi i Józefa).
Drugie znaczenie - lęk, który towarzyszy Abrahamowi i ciemność, która go ogarnia - to doświadczenie znane mistykom a nazywane nocą ciemną. Widać tak zareagował Abraham i jego nieoczyszczona do końca natura - na obecność Boga (zmysły odczuwają lęk, bo czują, że nieprzydatne są w świecie wiary, a ciemność, która go ogarnia, spowodowana jest niezdolnością przyjęcia Boga, który jest światłością).
W czasie snu Bóg objawia Abrahamowi swoje plany, a czyni to bardzo dokładnie - wskazując na liczbę pokoleń (a więc i lat), które upłyną do momentu objęcia ziemi w posiadanie. Przypomina się tutaj sytuacja Noego, któremu Bóg dokładnie wyjaśnia, jakich gabarytów wymaga się od arki, którą Noe ma zbudować.
I jeszcze końcowy obrzęd: Bóg, który ukazuje się w postaci dymu jakby z pieca i ognia niby z pochodni. Stanowi ta scena symbol tego, że Bóg zstępuje z góry i przyjmuje wszystkie konsekwencje składanej obietnicy (także jej niewypełnienia). Obietnica ziemi została obwarowana honorem Boga.
Sławomir Zatwardnicki



Komentarze
Pokaż komentarze (2)