A jednak – mimo Bożej obietnicy – Sara nie urodziła Abrahamowi syna. W końcu żona patriarchy bierze sprawy w swoje ręce i proponuje Abrahamowi za żonę swoją niewolnicę. Postępek ten, jakkolwiek dla nas dziwny, nie jest obcy mentalności ówczesnego świata, dlatego nie on stanowi dla nas tutaj istotę opowiadania.
To, na co powinniśmy zwrócić uwagę, stanowi logiczna – z ludzkiego punktu widzenia – decyzja Sary. Oto ciąg myśli, które musiały zrodzić się w jej głowie: Jahwe obiecał Abrahamowi syna; z tego syna ma być zrodzone liczne potomstwo; łono tej, która mogła urodzić Abrahamowego syna jest zamknięte; jeżeli ma zostać spełniona Boża obietnica, Abrahamowi inna kobieta musi urodzić syna.
Dlatego Sara przedstawia tę propozycję podkreślając, że skoro sam Pan zamknął jej łono, dziecko musi zostać zrodzone z kogoś innego – na przykład z niewolnicy. Mija już przecież dziesięć lat od osiedlenia się w Kanaanie, kiedy to Abraham usłyszał obietnicę potomstwa już po raz drugi (pierwszy raz – gdy porzucał ziemię ojca). Co prawda nie otrzymał wtedy harmonogramu spełnienia się tej obietnicy (takowy Bóg przedstawił mu tylko jeśli chodzi o obietnicę objęcia ziemi przez jego potomków), ale jeśli tamten ma się wypełnić, potrzeba zdążyć ze zrodzeniem syna; a czas mija...
A jednak nie takie rozwiązanie sytuacji przewidywał Bóg. W jego planach to Sara urodzić ma syna. Postępek Sary, jakkolwiek wydaje się logiczny, a nawet pobożny (chce, aby wypełniła się wola Boga) – pozostaje jednak realizowany ludzką mocą. Sara działa tu wobec tego podobnie jak Lot, który po ludzku wybierał sobie ziemię do zamieszkania.
Ale – niestety – tym razem Abraham nie czeka, aż Bóg podniesie mu głowę; tym razem działa po ludzku, namówiony przez swoją żonę. Przypomina się scena z raju, kiedy to Ewa za namową szatana próbuje zakazanego owocu, a potem podaje go Adamowi, który zjada go. Tutaj nie słychać co prawda syczenia węża starodawnego, ale ludzkie syczenie Sary, któremu ulega Abraham.
(Nic dziwnego, że mimo iż jest ojcem wierzących, dopiero z Maryi – Nowej Ewy – narodzi się duchowe potomstwo, które nie tylko nie ulegnie szatanowi, ale i ludzkiemu patrzeniu się nie podda).
I podobnie jak w raju, tak i teraz ma miejsce usprawiedliwianie się: tam Ewa oskarżała szatana, a Adam zrzucał winę na Ewę, tutaj Sara przyjdzie do Abrahama – kiedy niewolnica nosząca dziecko Abrahamowe przestanie szanować swoją panią, a zacznie ją lekceważyć – i żądać będzie od niego potwierdzenia, że słusznie postąpiła. Skarży się, że przez niego dostępuje zniewagi, domaga się sprawiedliwości, czyli uznania, że dobrze postąpiła...
A Abraham pośrednio przytakuje, kiedy pozwala Sarze postąpić z niewolnicą jak zechce... A może sam już nie wie, co myśleć i robić? Wszak wypowiada jedno tylko zdanie... Z drugiej strony wykonuje jednak plan Sary, a więc współżyje z niewolnicą, co w jego wieku wymagało jednak konkretnej decyzji woli, a nie tylko poddania się pociągowi seksualnemu, w tym wieku (gdy urodzi się poczęty wtedy Izmael, będzie miał już osiemdziesiąt sześć lat!) pewnie już nikłemu (jeśli w ogóle występującemu).
Na marginesie tego opowiadania warto zauważyć troskę Boga o upokorzoną przez Sarę niewolnicę. Uciekającej, prawdopodobnie do Egiptu, z którego przypuszczalnie pochodziła, Hagar, nakazuje wrócić do pani i poddać się jej, a jednocześnie obiecuje, że stanie się ona matką wielkiego narodu, który będzie mieszkać obok (a nie – jak często się tłumaczy ten fragment – będzie walczył przeciwko) swoich pobratymców – na granicy ziemi obiecanej potomkom Abrahama i Sary.
Hagar nazywa tego, który jej się ukazuje „Bogiem, który mnie widzi”, a więc – trzeba odczytać biblijny sens słowa „widzieć” – Tym, który ujrzał i przyszedł na ratunek. Wróci upokorzona niewolnica do Abrahama i Sary, bo taką ma rolę w planie Bożym do przeżycia. Dziwi się jednak – bo tak chyba należy odczytać jej słowa, które dosłownie brzmią przypuszczalnie tak: „Czyż nadal nie widzę, chociaż zostałam ujrzana?” – że przeżyła spotkanie z Panem i żyje.
Jeśli zestawić to ukazanie się posłańca Bożego z objawieniem się Boga w czasie przymierza z Abrahamem opisanego rozdział wcześniej, i z tym, co wtedy działo się z ojcem wiary, można przyjąć, że Bóg może objawić się osobom, które nie prowadzą głębokiego życia wewnętrznego (nie wspomina Pismo, jakoby Hagar miała być matką wiary...). Ale z drugiej strony osoby takie niewiele rozumieją z potęgi i świętości Jahwe – skoro ojciec wiary, człowiek głębokiej relacji z Panem, tak ciężko przeżył tamto doświadczenie.
W tym opowiadaniu zapisanym w szesnastym rozdziale Księgi Rodzaju widać, że zdecydowanie nie jest jeszcze Abraham oczyszczony do końca w swoim wnętrzu, a droga wewnętrzna, która wyraża się tymi wszystkimi wydarzeniami wskazuje, że praca łaski w jego sercu jeszcze nie została ukończona. To dlatego na razie rodzi się syn niewolnicy, a nie syn wolnej.



Komentarze
Pokaż komentarze