Rozdział siedemnasty kieruje uwagę czytelnika znów na przymierze. Samo słowo „przymierze” pojawia się w tym jednym rozdziale aż 13 razy. Może jest rzeczywiście ta narracja zbiorem głównych motywów dotychczasowych opowiadań umieszczonym właśnie w kontekście przymierza – na co wskazują niektórzy komentatorzy. Dla nas ważniejszym jednak od tych przypuszczeń jest fakt, że Pismo przedstawia nam znów – po raz kolejny – przymierze między Bogiem i Abrahamem.
Widać w tym to napięcie, które pojawiać się musiało w życiu wewnętrznym Abrahama; ojciec wiary, który usłyszał już tak dawno – dwadzieścia cztery lata temu! – po raz pierwszy obietnicę, ciągle nie ma jeszcze syna zrodzonego z żony Sary. Mamy w pamięci poprzednie sceny – przymierze z Bogiem, Jego obietnicę, Abrahamową odpowiedź wiary na Bożą obietnicę, a potem oczekiwanie, pewnie nie wolne od wątpliwości, skoro uległ był patriarcha namowom żony i po ludzku próbował spełnić Boże plany...
I na takim tle – pełnym zmagań, wzlotów i upadków, już-to rozumienia woli Jahwe i pełnego nadziei oczekiwania na ich zrealizowanie, już-to doświadczenia beznadziei i zdziwienia wydawałoby się milczącym Panem – rozumiemy ponowną opowieść o zawieranym przymierzu.
„Służ mi i bądź nieskazitelny” – słowa te należy odczytywać mając w pamięci, że to samo usłyszał wcześniej Noe. Tak więc przymierze z Abrahamem jest podobne do tamtego – Bóg oczekuje od Abrahama, że stanie się on ojcem tych, którzy wiernie wypełnią to powołanie, które Bóg przewidział dla ludzi. Wtedy świat dzielił się na sprawiedliwego Noego i grzeszną ludzkość, teraz jest jeden wierzący – ten, od którego zacznie się nowa ludzkość (na wyjątkową rolę w dziejach świata może wskazywać również to, że Bóg zapowiada Abrahamowi stanie się „ojcem narodów” i tym, od którego „pochodzić będą królowie”). Teraz znakiem jest obrzezanie, a arkę ratującą z wód potopu stanowi wiara.
Przymierze w języku hebrajskim zawierało w sobie element wzajemności, jednakże Biblia podkreśla zwykle – i tak jest tym razem – że inicjatywa przymierza leżała po stronie Boga. Bóg zawiera z Abrahamem przymierze, ale związek w ten sposób zawarty ma mieć charakter dwustronny. Podobnie jak kiedyś Noe, ma teraz Abraham odpowiedzieć lojalnością i posłuszeństwem. Wieczne jest to przymierze zawierane z Abrahamem – bo przecież synowie Abrahama znajdą przystęp do Boga przez wiarę na wzór wiary „ojca w wierze”.
Tym razem Abraham reaguje inaczej niż w czasie zawierania poprzedniego przymierza – po prostu pada przed Bogiem na twarz. Jest więc już lepiej przygotowany na spotkanie Pana, w swoim sercu bardziej oczyszczony. A jednak zaśmieje się, kiedy Bóg zapowie mu urodzenie się syna – wie przecież, że będzie wtedy stuletnim starcem (tylko jedna osoba nie zaśmieje się w podobnej sytuacji – a będzie to Maryja, której anioł objawi, że będąc Dziewicą – urodzi syna, i to Syna samego Boga). Jakże dziwnie musi brzmieć nowe imię starca: „Abraham” (do tej pory: „Abram”), które znaczyło zgodnie z ludową etymologią: „ojciec mnóstwa”.
(Czy zmiana imienia wskazuje tylko na nowe zadanie, które zostaje mu powierzone, czy może na coś więcej – że dopiero teraz Abraham jest wewnętrznie gotowy na Bożą wolę i jej zrealizowanie w taki sposób, jaki Bogu się spodobał?).
Abraham nie tylko śmieje się z tego, co mówi Bóg, który już tyle raz obiecywał, a nie spełniał obietnicy, ale pragnie jeszcze zwrócić uwagę Pana na Izmaela – niech przynajmniej ten już urodzony obdarzony zostanie błogosławieństwem. Ale Bóg stoi przy swoim – upiera się przy dosłownym rozumieniu obietnicy. (Na marginesie: to przestroga dla tych czytelników Pisma, którzy nie traktują poważnie złożonych w Nim obietnic i wszystko, co Bóg zapowiedział, odnoszą tylko i wyłącznie do niedosłownego rozumienia, przypasowując to, co czytają jedynie do życia duchowego).
Dosłownie odpowiedź Boga brzmi wprost niesamowicie, odsłaniając przed nami jeszcze jedną cechę Wszechmogącego – jest Tym, który raduje się i ma poczucie humoru: „Niech Bóg śmieje się z radości, uśmiechnij się!”. Odpowiedź ta jest oczywiście grą słów nawiązującą do wcześniejszej reakcji Abrahama – jego śmiechu. „Abrahamie, nie śmiej się, a pozwól, żebym to Ja się śmiał z radości” – zdaje się mówić Jahwe.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)