Chociaż rozdziały 18 i 19 stanowią jedno opowiadanie, musimy je – ze względu na bogactwo treści i zastosowanie dla naszego wewnętrznego życia – rozdzielić. Opowiadanie o wizycie gości odwiedzających Abrahama stanowi z jednej strony ukazane symbolicznie życie wewnętrzne Abrahama, a z drugiej cenną lekcję modlitwy dla czytelnika.
Abraham siedzi pod dębami, u wejścia do swojego namiotu, w najgorętszej porze dnia. Oznacza to, że w duchu swoim wychodzi naprzeciw Boga (nie przebywa w namiocie), którego oczekuje; z drugiej strony nie opuszcza namiotu, to znaczy nie oddala się z tego „miejsca” wewnętrznego ,w którym człowiek modlitwy spotyka Boga.
Najgorętsza pora dnia może oznaczać najlepszą porę dnia na modlitwę – nie jest już wcześnie, a jeszcze nie jest późno, żeby człowiek zasypiał z niedobudzenia czy zmęczenia w czasie modlitwy. Nie jest to jednak najłatwiejsza na modlitwę część dnia – to czas, który przez chrześcijańskich pustelników zostanie wiele wieków później nazwany „demonem południa”; czas, w którym najtrudniej utrzymać serce w pokoju przed Bogiem.
W każdym razie to wiemy na pewno – Abraham ma czas na modlitwę. Kiedy Sara jak ewangeliczna Marta krząta się w swoim namiocie, patriarcha jak Maria, która obrała najlepszą cząstkę – trwa w modlitwie oczekującej przyjścia Pana. Spokój jego oczekiwania wyczuwalny w narracji przypomina stan duszy opisany wspaniałymi słowy przez Psalmistę:
„Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe. Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131,1-2).
Wykorzystując tę metaforę, możemy uznać, że dusza Abrahama jest spokojna jak niemowlę u matki. Oznacza to, że Abraham trwa w Bożej obecności – jasne, że niekonkretnej, mglistej (tzw. „obłok ciemności”), ale przecież realnej. Jest spokojny i nie goni już za tym, „co przerasta jego siły”. Ma dziewięćdziesiąt dziewięć lat i wie, że obietnice Boże, w tym ta najważniejsza – zrodzenia syna – może dokonać się tylko i wyłącznie mocą Bożą.
(Według ludzkiego rachunku to nie sędziwy Abraham, ale młodszy Lot powinien stać się ojcem Izraela. W rozdziałach 18 i 19 wyczytać można kontrast pomiędzy cierpliwym i posłusznym starcem, a niecierpliwym i dynamicznym młodym jego bratankiem).
Takie trwanie w Bożej obecności nie oznacza, że Bóg nie może ukazać się w sposób bardziej wyraźny, mocniej doświadczalny. Owszem, za chwilę Abraham dostąpi takiej łaski, jednak – jak przystało na ojca wiary, a więc i ojca mistyków – jak mistyk nie szuka takich doświadczeń. Kiedy jednak przychodzą – przyjmuje je z pokorą: kłania się i wypowiada zdanie, które świadczy o porządku jego serca: „O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać twego sługi!”.
Abraham wie, że Pan nie ma obowiązku zatrzymania się – jest Panem, wolnym i czyniącym to, co chce. Z drugiej strony wie również, że Pan miłuje go – już tyle razy tego doświadczył – dlatego opiera się na tym przekonaniu i skłania Pana do pozostania u niego. Cała scena dzieje się po dębami – co nam, uczniom Chrystusa, przypomina, że w cieniu Krzyża prowadzimy rozmowęz Bogiem, odkupieni Krwią Pana i w Nim mający przystęp do Boga. Wszak gdyby nie te dęby, miałby Pan przysiąść na tej wyschłej od słońca ziemi?
Werset pierwszy osiemnastego rozdziału wyjaśnił nam, że to sam Jahwe ukazał się patriarsze. W kolejnym wersetach raz będzie mowa o trzech mężach (ludziach), a raz o postaci i dwóch posłańcach (aniołach). Bo jakżeby inaczej autorzy starotestamentowi mieli przekazać nam jednoczesną bliskość, ale i tajemniczość i nieuchwytność Boga, jak nie przez taką, świadomie przyjętą, nieokreśloność Tego, który ukazał się Abrahamowi?
Z kolei narracja poddaje uwadze czytelnika kontrast pomiędzy siedzącym bezczynnie Abrahamem a mężami, którzy odbywają zaplanowaną podróż, pomiędzy ich milczeniem a pospiesznymi przygotowaniami Abrahama. Starzec opowiada im, co zamierza uczynić, a goście zabierają głos tylko raz – w sposób autorytatywny. Odezwą się dopiero po tym, jak przyrządzi dla nich posiłek i ofiaruje im to, co ma najlepszego.
Należy to podkreślić – bo ważne jest dla nas – że goście przyjmują to, co ofiarowuje im Abraham. Oznacza to, że Bóg przyjmuje rzeczy i sprawy, które składamy mu w modlitwie. Powinny to być jednak rzeczy najlepsze („tłuste” siły, „piękny” czas) i sprawy „przerobione” w czasie obcowania z Bogiem, to znaczy nie wypowiadane przed Bogiem na zasadzie gadulstwa (to ganić będzie w przyszłości Ten, który pierwej jest niż Abraham stał się), ale przyrządzone przez wiarę.
Z drugiej strony ofiary Abrahama, którymi honoruje gości są też wyrazem wdzięczności, że Ten, który nie musiał, zatrzymał się jednak u niego. Stanowią więc miłą Panu woń uwielbienia, co również powinniśmy wziąć pod uwagę w naszej modlitwie.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)