Odwiedziny gości odbywają się pewnie w tym samym roku, co opisane w poprzednim rozdziale (siedemnastym) przymierze – tak jak wtedy, tak i teraz powtórzona zostaje obietnica, że za rok o tej samej porze Sara urodzi Abrahamowi syna.
Nie może ujść naszej uwagi fakt, że tym razem Abraham się nie śmieje, czytelnik dowiaduje się tylko o śmiechu Sary. Skoro biblijny zapis nie omieszkał nas poinformować o niedowierzaniu Sary, a zamilczał o Abrahamie, oznacza to z pewnością, że ten zaufał już Panu całkowicie. W jego „namiocie” (w jego wnętrzu) nie mieszka już niewiara, natomiast w innych namiotach jego domu – jeszcze tak.
Czy oznacza to jednak, że Abraham nie ma już żadnych wątpliwości? Pamiętając o tym, że dopiero mężczyzna i kobieta zostali nazwani „człowiekiem”, może ta scena być symbolem, że w którymś z zakamarków Abrahamowego serca skrywa się jeszcze niewiara. Może też opowiadanie to prowadzić nas do takiego wniosku, że skoro Abraham – głowa domu – uwierzył Panu, powinna jego wiara pociągnąć teraz cały jego dom.
Dla życia wewnętrznego czytelnika stanowi to informację podwójną: po pierwsze – Bóg wydobędzie na światło dzienne każdą niewiarę, aby się z nią rozprawić („Dlaczego to Sara śmieje się i myśli”), i nie ma sensu, żeby człowiek się jej wypierał („Nie. Śmiałaś się!”); po drugie – ten, który uwierzył, zostanie wezwany do tego, aby wiara jego porządkowała całe jego życie i pociągała innych (ewangelizacja), a nie była tylko sprawą namiotu serca („Gdzie jest twoja żona Sara?”). Oba te aspekty stają się dla człowieka jasne – to kolejny wniosek z opowiadania – dopiero w czasie modlitwy.
Abraham i Sara są w bardzo podeszłym wieku, a Sara nie ma już „przypadłości właściwej kobietom”. Tych kilka lakonicznych słów przywodzi na myśl mnóstwo skojarzeń. Po ludzku niemożliwym było, aby zajść w ciążę, skoro Sara nie miewa już okresu (i żadne NPR nic tu nie pomogą). Być może małżonkowie już nawet nie współżyją ze sobą, ale nawet gdyby tego próbowali, ich wysiłki musiałyby się okazać daremne.
Kto zna małżeństwa mające problem z poczęciem, ten wie, ile wysiłku – bo przyjemności już coraz mniej – kosztuje systematyczne podejmowanie współżycia. Trudno wyobrazić sobie, by Abraham (100 lat) i Sara (90 lat) byli w stanie podjąć się tego zadania. Tym cudowniejsze wydają się być późniejsze narodziny Izaaka. Z kolei ta cudowność stanowić może cień tego cudownego wydarzenia, które wydarzy się w przyszłości – dziewiczego poczęcia Maryi.
Bo cóż jest łatwiej: począć w starości, z trudem podejmując się współżycia, czy począć bez zbliżenia z mężczyzną? I cóż jest łatwiej: uwierzyć Sarze, że Bóg jednak otworzy jej łono i przywróci kobiecą przypadłość, czy uwierzyć Maryi, że bez otwarcia łona nastąpi poczęcie? A Maryja nie zaśmiała się jak wcześniej Abraham, a teraz Sara – gdy anioł objawił Jej, że urodzi Syna Bożego bez „poznania” Józefa.
Niech nasze myśli krążą jeszcze dalej: z Abrahama i Sary zrodzone zostanie potomstwo „ojca wiary”. Jakie potomstwo zrodzone zostanie z Maryi i Boga, a wychowane przez Maryję i Józefa? Potomstwo tych, którzy zostaną nazwani synami Bożymi.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)