Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
39
BLOG

Zgodnie z biciem Bożego serca

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

 

Jeszcze jeden fragment musimy włączyć w tę narrację, z której wyciągamy wnioski dotyczące modlitwy – fragment, który nazywamy, niesłusznie zresztą, targowaniem się Abrahama z Bogiem.
Niesłusznie tytułujemy tę scenę w ten sposób, bo tak naprawdę Abraham wcale nie wstawia się za Sodomą, ale za pomocą śmiałych pytań dowiaduje się o przymiotach Boga. Forma specyficznego dialogu Abrahama z Bogiem sprawia wrażenie targowania się, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby „ojciec wielkiego i potężnego narodu” dowiedział się, jak kiedyś Noe, że Bóg, jako sprawiedliwy Sędzia świata, inaczej traktuje sprawiedliwego i grzesznika.
Wspaniały jest ten monolog Boga, w której to formie autor księgi chciał przedstawić czytelnikowi, że Bóg objawia swoją wolę tym, których sobie wybrał i których przeznaczył do spełnienia jakiejś misji. Jakżeby Abraham, którego potomstwo ma postępować sprawiedliwie i uczciwie, nie miał się wcześniej nauczyć tej sprawiedliwości i uczciwości od Boga? Więcej jeszcze: ten, którego Bóg traktuje jako przyjaciela, miałby nie znać serca obdarzającego go swoją przyjaźnią? Żadną miarą tak być nie może – zdaje się sam siebie przekonywać Bóg, aż w końcu – przekonany – dzieli się z Abrahamem swoim planem.
W ten sposób Bóg wciąga Abrahama w swoje myślenie – chce mu pokazać, że jest sprawiedliwy (karze tylko grzeszników), a nawet miłosierny (ze względu na dziesięciu sprawiedliwych gotowy jest ocalić całe miasto). I Abraham podejmuje się dialogu z Bogiem – mimo że świadomy dystansu, jaki ich dzieli, nie waha się negocjować z Jahwe: „Pozwól, o Panie, że ośmielę się...”, „Niech się nie gniewa Pan...”. Negocjuje aż do chwili, kiedy dowiaduje się, że nawet ze względu na dziesięciu tylko sprawiedliwych ocali Bóg miasto. (Poniżej tej granicy Bóg ocali tylko jednostki – tak będzie w przypadku Lota).
Podszedłszy blisko (proszę to zapamiętać: blisko) do Boga, Abraham tłumaczy – pozornie Bogu, ale właściwie to sobie samemu – że nie można wraz z bezbożnymi wygubić sprawiedliwych. „O, nie dopuść do tego...” – zwraca się niby w stronę Jahwe, a przecież tak naprawdę za formą tego skrywa się inna tajemnica: serce Abrahama zostaje przekonane do Bożych racji oraz Jego natury: sprawiedliwej i miłosiernej. Rozmowa kończy się właśnie wtedy, kiedy Abrahamowe serce zostaje przekonane.
Całe opowiadanie pokazuje klika ważnych aspektów modlitwy. Po pierwsze, wcześniej nieruchomy Abraham udaje się razem z Panem w drogę. Oznacza to, że w czasie modlitwy Bóg „zabiera” modlącego się tam, gdzie sam się udaje. Objawia mu swoje plany i pociąga do działania. Sercem apostolstwa jest modlitwa – to oczywiste.
Modlitwa jest też źródłem wstawiennictwa. Abrahamowi zależy na uratowaniu sprawiedliwych, ponieważ w czasie modlitwy jego serce zostało przemienione na wzór serca Boga. Okazuje się, że Bóg i tak chciał uczynić to, o co prosi Abraham, ale czy bez tego wstawiennictwa mógłby? Jest tu jakaś tajemnica, której kolejne mignięcie zobaczymy przy Zwiastowaniu – czy gdyby nie zgoda Maryi, mógłby Bóg zesłać Zbawiciela?
I w końcu wniosek najbardziej oczywisty i daleki w konsekwencje. Gdyby nie modlitwa Abrahama, nie spotkałby gości; gdyby nie goście, nie zostałby przekonany w sercu co do istoty Boga. Jest dla nas oczywiste, że to, co się wydarzyć musi w czasie modlitwy – czyli spotkania z Bogiem – nie może się wydarzyć w innym czasie. Aby nasze serce zabiło zgodnie z biciem serca Bożego – trzeba modlitwy, która to serce przemieni.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura