Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
107
BLOG

Brudna dusza Lota

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0

 

Dwóch aniołów, którzy razem z Panem przybyli najpierw do Abrahama, udało się następnie do Sodomy. Dotarli tam wieczorem, kiedy Lot siedział w bramie Sodomy. Nie wiemy, co robił w tej bramie, otrzymujemy jednak informację, że spotkają Lota w innej sytuacji niż wcześniej Abrahama – tamten się modlił, te nie.
Nie ma Lot namiotu, u wejścia którego mógłby trwać w obecności Pana. Po prawdzie nie może nawet mieć takiego namiotu – żyje przecież w mieście. Ale przecież nie kto inny jak on sam wybrał życie w mieście. Czy Bóg chciał dla niego takiego miejskiego życia? Na pewno wybór miasta pełnego grzechu nie podobał się Bogu, ale czy gdyby miasto to zamieszkiwali mniejsi grzesznicy? Chyba że samo miejskie życie wynikało już z grzechu i nieuchronnie prowadziło do tegoż grzechu wzmożenia?
Kiedy myślimy o mieście, trzeba nam pamiętać historię tego miasta, którego mieszkańcy budowali wieżę Babel. W tamtym opowiadaniu nie sama wieża sięgająca chmur jest najważniejszym elementem narracji – chociaż właśnie ona przez swą wynikającą z wielkości widoczność zwraca naszą uwagę – ale fakt, że jej budowniczowie w zamiarach Bożych mieli odziedziczyć każdy swoją ziemię. U podstaw osiedlenia się w mieście legło więc wtedy lekceważenie dla Bożej woli.
Na tej podstawie, w połączeniu z pamięcią faktu, że Lot wybrał sobie ziemię sam, nie czekając i nie szukając Bożej woli, możemy mieć pewność, że Lot nie zamieszkał w ziemi danej mu przez Pana. Nic dziwnego, że do końca nie odnajduje się w tym miejscu (może dlatego siedzi w bramie miasta?), a z drugiej strony – nie ma siły go opuścić dla życia trudniejszego, pozamiejskiego.
Narracja dziewiętnastego rozdziału celowo zestawia opowiadanie o wizycie gości Lota z wizytą wcześniejszą. Na tym tle jeszcze wspanialej rysuje się postać Abrahama, z kolei Lot wypada nienajlepiej. I to od pierwszych chwil do ostatnich.
Powitanie gości, pomimo że w zewnętrznym wyrazie podobne do tego Abrahamowego – Lot również oddaje pokłon do ziemi – przez słowa, które wypowiada bratanek patriarchy zdradza zupełnie inne nastawienie Lota. Wydaje się, że jego słowa nie znają pokory, tak jakby próbował może nie rozkazywać gościom, ale ich ustawiać; nic dziwnego, że słyszy stanowczą odmowę. Dopiero jego usilne prośby zmieniają wcześniejszą decyzję.
To oczywiście obraz duszy, która wcale nie jest oddana Panu, a nawet jest pełna grzechu; nie na tyle jednak, żeby Boga odrzucać całkowicie. Wspaniały obraz tego, jak Bóg reaguje na taką duszę: z jednej strony Jego świętość nie pozwala Mu wejść do takiej duszy, z drugiej strony – ze względu na Abrahama, czyli na jakąś tam, nikłą bo nikłą, ale jednak wiarę – nie może odmówić... Przychodzi więc Bóg do takiej duszy Duchem czy w czasie Komunii św. swoim Ciałem – ale niejako przymuszony, nie mając upodobania w takiej duszy.
A może – przyjmując, że wizyta aniołów i późniejsze ratowanie Lota dokonuje się tak naprawdę ze względu na pokrewieństwo Abrahama – obraz ten należy odczytać tak: Bóg przychodzi do duszy tej ze względu na „pokrewieństwo” z Kościołem, modlitwy innych itp.
Właściwie to nawet nie Bóg, a tylko jego posłańcy przychodzą do Lota. Tak że tylko „ojciec wiary” dostępuje łaski spotkania z Jahwe. Do dusz nieczystych Bóg nie może, choćby chciał, wejść – przemawia przez wysłanników. I duszom takim nie może obiecać płodności (tylko Abrahamowi obiecuje syna), a jedynie wzywa je do ratowania się.
Jakąś tam wieczerzę przygotowuje Lot, ale nie tak wystawną jak Abraham. Nie jest więc to dziękczynienie tak radujące Pana jak tamto Abrahamowe. Zresztą, poprzednie wybory Lota (życie w mieście, w grzechu) powoduje, że nawet gdyby teraz chciał, nie mógłby tłustego cielaka przyrządzić – nie ma go po prostu, życie w mieście nie przewiduje tego.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura