A niech tam sobie jedni egzegeci twierdzą, że rozdział dwudziesty Księgi Rodzaju stanowi dublet opisu, z którym czytelnik zapoznał się już osiem rozdziałów wcześniej. A niech tam sobie inni wynajdują słowa potwierdzające, że to jednak nie jest jedynie inna wersja tamtego opowiadania, skoro np. werset 2 wskazuje na coś innego: Abraham „mawiał” o Sarze, że to jego siostra. Tacy komentatorzy twierdzą, że opowiadanie to jest próbą odpowiedzi na pytania, jakie wzbudziła narracja dwunastego rozdziału.
Nie będziemy wchodzić w te dyskusje i uznamy, że Bóg wiedział, co robi, dopuszczając do umieszczenia w tym akurat miejscu historii podobnej tej wcześniejszej. A jej tematem przewodnim wydaje się być Boża sprawiedliwość, bojaźń Boża Abimeleka oraz moc wstawiennictwa Abrahama.
Abimelek wysyła swoich ludzi, aby zabrali Sarę, o której myśli, że to siostra Abrahama. Bóg jednak broni jej czci (wykroczenie przeciwko Sarze nazywa nawet wykroczeniem przeciwko sobie samemu – w.6) i nie dozwala, aby zamiar króla Geraru się ziścił – ukazuje się mu we śnie i ostrzega go. Sen ma formę przewodu sądowego, w którym Bóg jest jednocześnie i sędzią, i oskarżycielem. Sędzia uwalnia co prawda Abimeleka od winy, ale – zgodnie ze starożytnymi poglądami na temat konsekwencji nieuchronnie płynących z uczynków – mimo iż działał nieświadomie, poniesie konsekwencje swojego postępowania. Dom Abimeleka automatycznie poniósł konsekwencje, kara śmierci wciąż wisi nad Abimelekiem.
Skutki mogą zostać odwrócone tylko przez zadośćuczynienie Abimeleka oraz wstawiennictwo Abrahama. Okazuje się, że nie tylko król, ale i wszyscy królewscy słudzy okazują bojaźń Pana. To wielka nauczka dla Abrahama, który swój niecny postępek – udawanie, że Sara jest tylko jego siostrą – tłumaczyć będzie za chwilę tym, że bał się, że nie znajdzie bojaźni Bożej u ludu, wśród którego przebywa.
Okazuje się, że nawet ci, którzy nie znają Boga, mogą zajmować postawę pełną bojaźni przed tym, którego nie znają; tacy nazwani są w tym fragmencie „niewinnymi”, ludźmi o „czystych rękach”, działającymi „w prostocie serca”. Okazuje się także, że nie zawsze serce tego, kto zna Boga, jest proste, a jego postępowanie słuszne. Abimelek słusznie oskarża Abrahama zadając mu retoryczne pytania i poucza go, że nie powinien był tak postąpić (w.9). W następnych wersetach król Geraru zada pytania nieretoryczne, i na nie Abraham odpowie, ale w sposób zupełnie nieprzekonujący. Po pierwsze mylił się (a czy miał ku temu podstawy?) sądząc, że nie znajdzie bojaźni wśród ludu Geraru, po drugie nie przekonuje jego wywód, że Sara jest rzeczywiście jego siostrą – czy mogłaby go wtedy poślubić (por. 2Sm 13,13)?
I znów postawa Abimeleka góruje nad Abrahamową: ze względu na swoją uczciwość oraz bojaźń przed Bożym sługą, którym pomimo krętactw Abraham pozostaje przecież, król Geraru obdarowuje go wspaniałomyślnie. Mimo tego, że patriarcha nie okazał swoim zachowaniem ani zaufania do Boga, ani szacunku, jego pozycja jest jednak wciąż uprzywilejowana – jest Bożym „prorokiem” (to określenie pojawia się jedynie w tym miejscu Księgi Rodzaju). Grzeszny, ale nie umniejszony w powołaniu danym mu przez Boga, wstawia się prorok za Abimelekiem i jego domem, a Bóg wysłuchuje modlitwy i otwiera dotknięte niepłodnością łona.
Jest ta narracja pokazaniem przedziwnego paradoksu – oto wydaje się, że Bóg wykorzystuje grzech Abrahama, aby go o czymś pouczyć. Ten, który oczekując na obiecanego mu potomka, ani razu nie wpadł na pomysł, żeby pomodlić się o łono Sary, o którym żona Abrahama powiedziała, że Pan je zamknął (por. Rdz 16,2), teraz modli się o inne kobiety, a Pan przywraca im płodność. Widać więc, jak Bóg uczy Abrahama i nas – także na podstawie popełnianych przez nas grzechów.
Historia ta pokazuje również, że powołanie Boże jest nieodwołalne, a obdarowanie człowieka darem, charyzmatem czy urzędem nie zależy od grzeszności czy świętości obdarowanego.
A postawa Abimeleka i jego ludu jest dla nas zachętą, aby nie bać się głosić Dobrej Nowiny, bo okazuje się, że serca ludzi, którzy nie znają Boga, mogą być pełne bojaźni i gotowości do przyjęcia Go. „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (Dz 10,34n).



Komentarze
Pokaż komentarze