Dotykają mnie te słowa: „Nie ufam człowiekowi, który nie cierpiał; nie pozwalam zbliżyć się do siebie komuś, kto nie zmagał się ze swymi zranieniami. Pomyśl o tych wszystkich znanych ci pozerach- czy do tych ludzi zadzwoniłbyś o drugiej w nocy, gdyby twoje życie waliło się w gruzy?” (John Eldredge, „Dzikie serce”).
Myślę o tym. O tych. Czy na pewno pozerach? A może jest jeszcze gorzej- nie zadzwoniłbym nie dlatego, że to pozerzy, ale dlatego, że są tak uczciwie zatwardziali, że już nic nie muszą udawać?
Do kogo mógłbym zadzwonić, bez strachu? (Jest taka jedna osoba, ale do niej nie muszę dzwonić: to moja Żona.)
Ale myślę też o tych, którzy do mnie mogliby zadzwonić o drugiej w nocy, bez strachu. Nie dzwonią.
(Zresztą, musieliby trafić akurat w tę noc, kiedy zapominam wyłączyć głos w komórce, a zdarza się to dość rzadko. (Może za dużo było telefonów od pozerów, którym wydawało się, że ich życie wali się w gruzy?).).



Komentarze
Pokaż komentarze (1)