Wierna Czytelniczka Mojego Bloga myli się myśląc, że Stary Testament pełen jest opisów duchowych wybrańców, którzy z Bogiem rozmawiali „twarzą w twarz”. Pismo to nie jakaś stara baśń o nadprzyrodzonych herosach, ale prawdziwa historia Przymierza, w której dwóch tylko było takich, co to rozmawiali z Bogiem „twarzą w twarz”: pierwszy wybraniec zwał się Mojżesz, a drugi to Ten, od którego zaczęło się Nowe Przymierze (widział Go co prawda „twarzą w twarz” również Gedeon (Sdz 6,22), ale to nie to samo, co przyjacielskie rozmowy Mojżesza z Panem i Pana z Panem).
Powiedziano o wyjątkowości relacji Mojżesza z Bogiem:
„Nie powstał więcej w Izraelu prorok podobny do Mojżesza, który by poznał Pana twarzą w twarz” (Pwt 34,10).
I zapowiedziano:
„Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał” (Pwt 18,15).
Ten drugi prorok nie tylko że rozmawiał z Nim tak jak Mojżesz, ale jeszcze śmiał Go nazywać swoim Ojcem. Jest więcej niż przyjacielem Boga, jest Jego Synem!
Dobrze jest to uświadomić sobie, zanim stanie się przed Bogiem w modlitwie- można wtedy poczuć drżenie bojaźni Pańskiej przebiegające po kręgosłupie duszy, na myśl o wielkości naszego powołania; wszak Pan zaprasza nas już nawet nie tylko do przyjaźni ze sobą (jak Mojżesza), ale do relacji synowsko- ojcowskiej (takiej jaką ma Jezus).
A jednak to nasze wyjątkowe powołanie ostatecznie wypełni się dopiero Tam, nie tutaj:
„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz” (1Kor 13,12).
Modlitwa jest więc oglądaniem twarzy Pana w lustrze, mniej lub bardziej krzywym.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)