Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
274
BLOG

Latający cyrk Rysia Dawkinsa

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 15

Co jakiś czas świat obiega wiadomość: kontrowersyjny bestseller! I zmusza jednych do czytania, a innych do oburzania się. A ponieważ łatwiej napisać kłamstwo niż wytłumaczyć, że to kłamstwo, chrześcijanie z góry stoją na straconej pozycji. Potrzebowaliby większą ilość Joshów McDowellów, aby w odpowiedzi na każdą antychrześcijańską agitkę móc wydawać chrześcijańskie bestsellery apologetyczne. 

Książka „Bóg urojony” jest kolejnym kamykiem, który wrzucony do wody rozejdzie się wśród chrześcijan falą świętego oburzenia. Po kłamastwach Dana Browna teraz wypadałoby oburzyć się na Richarda Dawkinsa. (Ale co zrobić, kiedy nawet nie chce się czytać jego prywatnych objawień, a co dopiero jakoś na nie reagować?). Namawiam do tego, żeby ta fala była raczej falą śmiechu niż śmiertelnie poważnej walki z urojeniami profesora uniwersytetu w Oksfordzie. 

O tych urojeniach można było przeczytać niedawno w „Przekroju” (z dn. 14.06.2007 r.), w wywiadzie zatytułowanym „Bóg, czyli wielkie zło”, z podtytułem- jakby nawet redaktorzy tego pisma zawahali się w obliczu profesorskiej odwagi- opatrzonym znakiem zapytania: „Czy Bóg Biblii jest okrutnym maniakiem seksualnym, który każe wyznawcom gwałcić i mordować?”. Tym, którzy nie czytali, a przez to stracili niebywałą okazję do śmiechu, niech wystarczy przynajmniej niniejszy skrót znakomitych skeczów. Zapraszam! 

O założycielu oksfordzkiego uniwersytetu, na pytanie: „Nie boi się pan, że biskup przewraca się w grobie na wieść o tym, co pan pisze o Bogu?”, fantazjuje Dawkins: „Lubię myśleć, że ponieważ biskup William był inteligentnym i wykształconym człowiekiem, to gdyby żył i wykształcił się w naszych czasach, pewnie doszedłby do podobnych wniosków jak ja.”. 

Po czym błyskotliwie wyjaśnia motyw napisania książki skierowanej przeciwko Bogu: „Bóg nie istnieje. I choć jego samego nie ma, to niestety istnieją jego wyznawcy. I sprawiają, że świat staje się ponurym miejscem dla ich współpasażerów podróżujących na tej planecie.”. Cóż za polot, prawda? Współpasażerowie podróżujący po planecie... 

Cytuję dalej- krótkie, ale przez to jeszcze śmieszniejsze: „Myślę, że kultura chrześcijańska, islamska, różne odmiany kultury judaistycznej są wartościowe z artystycznego punktu widzenia. (...) Ale nie zmienia to przecież faktu, że wiara w Boga Stwórcę, która w tych kulturach obowiązuje, jest urojeniem.”. Dobrze, że jest ktoś, kto potrafi nazwać to zbiorowe urojenie, które pozostawiło po sobie taki artystyczny dorobek. 

A teraz o nas, wierzących, którzy reagujemy agresją skierowaną w stronę ateistów: „Jeżeli całe życie wierzyłeś w Boga, to nie poświęcałeś tej kwestii zbyt wielu myśli. Nagle dostajesz sygnał, że skoro są ludzie niewierzący, to może zagadnienie istnienia Boga nie jest aż tak oczywiste. Może to problem, który należy rozważyć. To nie jest specjalnie wygodne, dlatego wzbudza agresję. Często spotykam się z silną reakcją emocjonalną zagrożonych ludzi, gdy przedstawiam im argumenty na to, że Bóg nie istnieje.”. Nie wiem jak Państwo, ale ja jako wierzący poświęcam „kwestii Boga” (to sformułowanie kojarzy mi się z „ostatecznym rozwiązaniem kwestii- żydowskiego przecież- Boga”) jak najwięcej myśli. Ale o tym Dawkins ani pomyśli, wrzucił mnie bowiem do jednego worka ze wszystkimi, dla których wiara rzeczywiście nie ma żadnego przełożenia na życie i którzy nie zastanawiają się, czy ich wiara nie jest wiarą ślepą. Cały wywiad jest tak gęsty od głupoty, uproszczeń, i oskarżeń, że może budzić tylko śmiech albo agresję. Ale nie jest to chyba agresja, która wynika z zagrożenia?   

Godne profesorskiego języka epitety pod adresem Boga: „mściwy i zazdrosny sadomasochistą z Biblii” najpierw nie wydały mi się śmieszne i nawet pomyślałem, że nie nadążam za tak genialną myślą, ale potem załapałem. To było arcyśmieszne właśnie dlatego, że  wyszło z ust profesora! Złotousty Richard Dawkins błyskotliwie podsumowuje jednym zdaniem charakter Boga, który potrzebował tak długo objawiać swoją Osobę, że aż powstało z tego całe Pismo. I jakby tego było mało, w końcu przemówił jeszcze przez swojego Syna (Ten przynajmniej był tylko masochistą- kontynuuję myśl profesora). A Dawkins potrzebuje jednego zdania! 

Oczywiście nie wymagajmy od kabaretowego skeczu logiki. W tej konwencji nielogiczność Dawkinsa nie razi, a śmieszy, kiedy czytamy: „Możliwe, że doświadczenie mistyczne jest prawdziwe. (...) Wcale nie trzeba wybierać między nauką a mistycyzmem. Doświadczenia mistyczne doznawane w procesie medytacji mogą mieć ostatecznie naukowe wyjaśnienie. Nie widzę natomiast wspólnych punktów pomiędzy doświadczeniem mistycznym opisywanym przez chrześcijańskich mistyków, takich jak Jan od Krzyża, a Bogiem Biblii – okrutnym maniakiem seksualnym, który każe wyznawcom gwałcić i mordować.”. A przecież skoro mistycy chrześcijańscy posiedli jakieś nieznane nauce doświadczenie, a nie przyłapali Boga na Jego seksualnych maniactwach, to bardzo być może, że myli się właśnie Dawkins w swoim postrzeganiu Boga, a nie mistycy chrześcijańscy? Ale do takich wniosków profesor dojść nie może, bo ta prawdziwość doświadczenia mistycznego nie oznacza dla niego prawdziwości doświadczenia Boga, a po prostu jest kolejną dziedziną, która kiedyś zostanie opisana przez naukę- tego bożka, którego Dawkins jest wyznawcą. 

Po takiej dawce śmiechu przychodzi pora na wychylenie emocji w drugą stronę: „Czy byłby pan nieszczęśliwy, gdyby któregoś dnia okazało się, że [Pana córka] została zagorzałą katoliczką?”. A ojciec na to: „To nie moja sprawa, jaką religię – i czy w ogóle – wyznaje moja córka. Ale przyznaję – w takiej sytuacji byłbym nieszczęśliwy. Prawdopodobnie.”. 

Ale zaraz potem wracamy znów do śmiechu, i już nawet nie wiemy, czy bardziej śmiejemy się z bezczelności czy z głupoty profesora: „Nie potrzebujemy Nowego czy Starego Testamentu, żeby głosić naukę o miłości. Ja uczę miłości. Wielu filozofów uczy miłości. Bóg wcale nie musi istnieć, żeby istniało przesłanie miłości. Można uczyć miłości w imię innych celów niż zaspokojenie żądań Boga. Stosować inny system wychowywania etycznego niż prymitywną logikę kija i marchewki, nagrody i kary, która zawarta jest w Biblii.”. A to dopiero zabawne- Dawkins jako nauczyciel miłości! Po co nam Jezus, po co krzyż... 

Jeszcze lepsze przed nami. O naiwności, czy ten człowiek stąpa jeszcze po ziemi, czy żyje w niebie, z duszą (tfu, co ja piszę- jaką duszą?) i ciałem wzięty do nieba? A tam spotyka tych, co to z „naturalnej postawy życiowej” pomagają, i jeszcze na dodatek go lubią? „Gdy spotka pan kogoś, kto jest dla pana dobry, i ten ktoś powie, że jest tak tylko dlatego, że boi się swojego Boga, nie będzie pan czuł pewnego niesmaku? To przecież dobro z obowiązku, a nie z naturalnej postawy życiowej. Nie czułby się pan lepiej, gdyby ten człowiek panu pomagał dlatego, że po prostu pana lubi? Jeśli ktoś mówi: kocham innych, bo Jezus tego ode mnie wymaga, to nie jest to dla mnie najlepsza z motywacji.”. W świecie Dawkinsa chrześcijanie pomagają motywowani nie miłością, a „wymaganiami Jezusa”. Profesor wybaczy, ale ja wolałbym jednak, żeby na przykład, kiedy będę umierał, opiekował się mną jakiś chrześcijanin, ktoś dajmy na to podobny bardziej do Matki Teresy niż do pana profesora. Bo co zrobię, jeżeli przestanie mnie pan lubić? 

A potem Dawkins jest jeszcze śmieszniejszy, kiedy daje się podpuścić prowadzącemu wywiad Marcinowi Fabjańskiemu: „W Polsce miliony starszych ludzi wierzą bezkrytycznie w Boga. Dajmy na to, że pewnego dnia nauka dowiedzie bez wątpliwości, że Bóg nie istnieje. Czy pana zdaniem ma sens upieranie się przy tym, żeby ci ludzie to zaakceptowali?” Cha, cha! Czy uwierzycie, że on naprawdę dał się podpuścić? A może jest jeszcze gorzej, może on naprawdę wierzy, że nauka może udowodnić, że Bóg nie istnieje? 

Niesamowitym rozmówcą jest Dawkins, bo potem już nie trzeba go podpuszczać, sam brnie coraz śmielej naprzód. Dobrze, że nad całością kabaretu czuwa redaktor „Przekroju”, bo inaczej pęklibyśmy ze śmiechu. Prawie spękani ze śmiechu czytamy, ze Jan Paweł II był politeistą, bo wierzył, że Matka Boska Fatimska uratowała mu życie po zamachu w roku 1981. W tym momencie nawet Fabjański czuje się w obowiązku (są przecież granice, po przekroczeniu których skecz jest tak śmieszny, że aż przestaje śmieszyć) zaprotestować: „Ale to nie jej moc, tylko moc Boga działająca przez nią. Matka Boska Fatimska nie jest bogiem, bo nie stworzyła wszechświata i nie nadała mu praw.”. Nic to, uniwersalny umysł Dawkinsa odkrywa przed nami prawdę: „W religii starożytnej Grecji też nie wszyscy bogowie przyłożyli rękę do stworzenia świata. Ani Apollo, ani Wenus nie mieli w tym udziału. A mimo to nazywamy ich bogami, a religię Greków określamy mianem politeistycznej. Jan Paweł II stworzył więcej świętych niż jakikolwiek inny papież. Dla mnie jego politeistyczne tendencje są oczywiste.” 

Jeżeli ktoś z Państwa zastanawiał się nad tym, dlaczego tak zatytułowałem ten artykuł, teraz wszystko stanie się jasne: „Dlaczego w przypadku aborcji ma decydować potencjał, a nie zdolność zabijanej jednostki do cierpienia? Krowa cierpi bardziej niż embrion ludzki. Jeśli uznamy, że decyduje potencjał, mamy sytuację jak z Monty Pythona – każda utrata spermy jest morderstwem. Każdy plemnik ma wszak potencjał zostania dorosłym człowiekiem. Wniosek jest taki, że za każdym razem, kiedy powstrzymujesz się od stosunku płciowego, zabijasz człowieka.”. Oto prawdziwi mistrzowie, na których wzorował się nasz uczeń- ci z „Latającego cyrku Monty Pythona”. Zdolny uczeń przerósł ich jednak o głowę i stał się profesorem. Utrata spermy- morderstwem! Bo jak wszyscy wiemy, Kościół uczy, że człowiek poczęty jest ze spermy, komórki jajowe nie są do tego potrzebne! (Może córka Dawkinsa poczęła się ze spermy i złotej profesorskiej myśli?). 

Zaprawdę, zaprawdę Dawkins powie nam jeszcze i to, że „religia jest raczej produktem ubocznym (...) dziecięcej tendencji, żeby słuchać rodziców.”. Przełknąwszy takie kawałki, gładko połkniemy następne. Ale w końcu zrobi nam się jakby trochę mniej wesoło, a bardziej mdło. Łzy śmiechu obeschną na naszych twarzach, przyjdzie chwila na refleksję, a może nawet modlitwę zaniesioną za autora „Boga urojonego” do Boga żywego. Tak, dobry skecz kabaretowy musi mieć morał.

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Kultura