W tekście „Dwanaście kroków po pustyni" opisałem jedną z dróg wyzwolenia, którą mogą stać się „Kroki AA". W tym tekście chciałbym zacytować treść każdego z dwunastu kroków, a następnie krótko każdy z nich omówić.
Krok 1.
Przyznaliśmy, ze jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
Startujemy z pozycji tych, którzy w końcu przyznali się do swojego problemu i do swojej niemożności poradzenia sobie z nim. Dla alkoholików będzie to uzależnienie od alkoholu, do którego przyznają się najczęściej dopiero wtedy, kiedy sięgają dna, np. tracąc wszystko, co mieli: rodzinę, karierę, dobra materialne... Dla chrześcijanina będzie to doświadczenie własnej niemocy w uporaniu się z grzechem lub wadą, która nie pozwala doświadczać pełni życia obiecanej przez Pana. W życiu osoby niewierzącej może to być zdanie sobie sprawy z tego, że nie radzi sobie ona ze swoim własnym życiem, że jest coś, co uniemożliwia jej doświadczanie Boga i prowadzenie szczęśliwego życia. Osoba ta zobaczy, że nie kieruje własnym życiem, że życie tak naprawdę wymknęło jej się spod kontroli.
Tym „alkoholem" może być zarówno coś dużego, co powoduje pewnego rodzaju uzależnienie, od którego nie możemy się uwolnić (np. grzechy nieczyste, powtarzające się problemy w relacjach z innymi ludźmi itp.), lub coś mniejszego, ale często się powtarzającego (np. łatwość w obrażaniu się na innych, skłonność do narzekania itp.). W każdym razie będzie to coś, w czym okażemy się bezsilni i przed tą bezsilnością już nie będziemy w stanie uciec.
We wszystkich tych przypadkach doświadczenie bezsilności pokaże, że nie panujemy nad własnym życiem, że jest coś silniejszego od nas, z czym nie potrafimy sobie poradzić, i że właśnie to coś kieruje nami. To coś upokorzy nas przed samymi sobą i przed Bogiem.
Takiej bezsilności doświadcza każdy człowiek, a opisał taką bezsilność apostoł Paweł:
Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? (Rz 7,18-24a).
Krok 2.
Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
Jest ratunek na naszą bezsilność. „Siła Większa" od nas samych.
Chrześcijanie oczywiście wiedzą, że tą „siłą" jest po prostu żywy Jezus Chrystus. Wołanie Pawła zacytowane w pierwszym kroku w całości brzmi tak:
Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! (Rz 7,24).
Dla niewierzących pozostaje wiara w kogoś „większego od nich samych"; dla niektórych będzie to nawet wiara w coś większego od nich samych (np. dla alkoholika tym czymś może być, przynajmniej przez jakiś czas, po prostu grupa AA).
Ten krok to krok wiary; przyjęcia, że jest lekarstwo na moje uzależnienie, grzech, bezsilność... Dla niewierzącego będzie to moment uwierzenia, że Bóg może mu pomóc w jego pogmatwanym życiu, a dla już wierzącego będzie to kolejny krok wiary- zastosowany w sytuacji doświadczenia tej słabości, w której do tej pory okazał się bezsilny.
Może być tak, że Pan w swojej łasce pokaże i pozwoli doświadczyć własnej grzeszności tak mocno, że chrześcijaninowi wydawać się będzie, że nie ma już dla niego ratunku. I rzeczywiście, po ludzku może już nie być wyjścia z takiej sytuacji; potrzeba jednego- uwierzyć w to, o czym zapewnił nas Jezus:
U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe (Mt 19,26).
Krok 3.
Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
Alkoholicy nie mają łatwego zadania; podobnie i niewierzący. Muszą powierzyć życie komuś, o kim nie wiedzą nic pewnego; tylko to, że jest taki ktoś, większy od nich i dający nadzieję, że wyrwie z tej beznadziei, której doświadczyli. „Jakkolwiek go pojmują", zdesperowani łapią się tej ostatniej deski ratunku.
Chrześcijanom jest łatwiej, bo wiedzą komu powierzają wolę i życie. Paweł nazywa to „rozumną służbą Bożą":
A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12,1-2)
W ich życiu będzie to kolejne powierzenie się Temu, któremu już wcześniej zaufali. Teraz jednak chodzi o to, żeby powierzyć się mocniej i głębiej w tej konkretnej dziedzinie, w której okazała się ich bezsilność.
A dla tych, którzy dopiero co uwierzyli, że Jezus jest tym prawdziwym Bogiem, który może zająć się ich życiem, krok ten będzie krokiem najważniejszej w ich życiu decyzji- wyznaniem Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela i oddaniem się pod Jego kierownictwo.
---
Trzy pierwsze kroki doprowadzają osobę, która je przeszła, do pokoju z Bogiem. Teraz przychodzi kolej na uzyskanie pokoju z samym sobą (kroki 5-7), a potem z innymi ludźmi (kroki 8-9).
---
Krok 4.
Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
Tak jak Psalmista woła:
Zbadaj mnie, Boże, i poznaj me serce; doświadcz i poznaj moje troski, i zobacz, czy jestem na drodze nieprawej, a skieruj mnie na drogę odwieczną! (Ps 139,23-24),
tak my również będziemy chcieli zbadać samych siebie po to, aby „rozważyć, ocenić swe drogi i powrócić do Pana" (por. La 3,40). Będzie to rachunek z całego życia. Bez żadnej taryfy ulgowej. Chodzi o to, aby nazwać swoje uczucia, reakcje i zachowanie w całym naszym życiu, analizując zarówno każdy jego okres, jak i każdą dziedzinę życia.
Wszystko, co potrzebujemy zrobić, to zbadać samych siebie. Jeszcze nie czas robić cokolwiek. W czasie stawiania tego kroku powstaną trzy listy: lista moich wad (1), lista zranień i poczucia krzywdy, które mam w stosunku do innych osób (2) oraz lista koniecznych pojednań z tymi, których ja skrzywdziłem (3).
Przyznajemy się do wszystkiego i jesteśmy szczerzy przed samymi sobą. W trakcie tego badania zaobserwujemy modele zachowań, które powtarzają się w naszym życiu oraz wady, które okazały się źródłem naszych błędów i stały za naszymi grzechami. Będziemy analizować swoje uczucia, reakcje i zachowanie związane min. z Bogiem, religią, seksem, małżeństwem, rodziną, relacjami, karierą oraz finansami.
Krok 5.
Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
Nie jest łatwo zobaczyć siebie w prawdzie. Ale jeszcze trudniej jest wypowiedzieć przed drugą osobą to wszystko, czego dowiedzieliśmy się o sobie w trakcie badania samych siebie.
Nie można jednak zostać samemu z tymi potworami, z których istnienia zdaliśmy sobie sprawę robiąc poprzedni krok. Chcemy pozbyć się tego, co okazało się istotą naszych błędów- ceną za to jest złamanie naszej pychy i pokorne przyznanie się nie tylko przed sobą samym i Bogiem, ale właśnie przed drugim człowiekiem. Alkoholicy twierdzą, że niemożliwe jest utrzymanie się w trzeźwości bez zrobienia tego kroku. Wydaje się, że w życiu chrześcijanina podobnie- niemożliwe jest prawdziwe wyzwolenie bez zrobienia tego, tak trudnego, kroku.
Najpierw wyznajemy sobie i Bogu to wszystko, co zostało zapisane w trakcie kroku czwartego. Potem, zachęceni przez Jakuba:
„Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy" (Jk 5,16),
znajdziemy odpowiednią osobę do takiego wyznania. Dzięki temu wyznaniu zobaczymy siebie oczami drugiej osoby i uzyskamy obiektywny obraz samych siebie.
W czasie naszej „spowiedzi" osoba słuchająca nas, na podstawie tego, co usłyszy, zrobi podobne trzy listy, które my spisaliśmy w trakcie kroku czwartego. Potem porównamy je, i jeżeli będą się w czymś różniły (bardzo możliwe, że tak będzie), znów będziemy musieli wyznać to, czego do tej pory nie zauważyliśmy.
Tylko odważne wyznanie w rozmowie z drugim człowiekiem, bez niedomówień, z gotowością przyjęcia rad i wskazówek zaowocuje uczciwością w patrzeniu na siebie (pokora!); drugi człowiek pozwoli nam wniknąć głębiej w nas samych, a Bóg, w trakcie naszego wyznania, będzie przychodził i uwalniał nas.
Celem tego kroku jest właśnie uwolnienie nas od ciężarów przeszłości, a nie pozbycie się wad. Owocem tego kroku jest doświadczenie pokory połączonej z pogodą ducha i ukojeniem serca. Wiele osób doświadcza bardziej niż do tej pory obecności i bliskości Boga.
Krok 6.
Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
Łatwe? Okazuje się, że nie! Łatwo to było na początku, kiedy nasza bezsilność zdawała się wołać: „Panie, ratuj, giniemy!" (Mt 8,25). Byliśmy jak pijak leżący w rowie, który tylko jakimś cudem mógł zostać uwolniony ze swojego nałogu. Doświadczyliśmy, jak Pan wkroczył w nasze życie i je zmienił, ratując nas od śmierci duchowej.
A teraz Pan pyta, czy chcesz współpracować razem z Nim. Uratował cię od śmierci sam, ale nowego życia bez twojej współpracy już nie może ci dać. Twoją rolą jest stać się gotowym. Tylko od tego może cię uwolnić, w czym chcesz zostać uwolniony. Gotowość jest kluczem, który otwiera drzwi Panu.
W tym kroku jest mowa o „wszystkich wadach charakteru". Pan proponuje ci świętość. Nie chodzi o to, żebyś wybierał sobie, które wady ci przeszkadzają, a które wolisz zostawić sobie. Ten krok to krok porzucenia twoich pomysłów na doskonałość, i stanięcia się gotowym do tego, aby On mógł uczynić cię tym, kim chce cię widzieć. Ten krok mówi o gotowości do tego, aby porzucić to wszystko, co nie pozwala ci być tym, kim w Chrystusie jesteś.
Jesteśmy zaproszeni również do tego, aby pozbyć się bagażu, który nosiliśmy przez całe życie. Każdy z nas ma własne doświadczenia, które nosimy jak ciężary, i które nie pozwalają nam być wolnymi. Do tych ciężarów należą między innymi: nieprawdziwy obraz Boga, jaki mamy i opieranie się na wypełnianiu praktyk religijnych zamiast zadbania w pierwszym rzędzie o uporządkowanie i rozwój naszej relacji z Bogiem.
Wady charakteru, o których mówi ten krok to nie tylko grzechy, ale raczej to, co za nim stoi, a czego grzech jest tylko owocem. Tu chodzi o to, co ciągle powtarza się w naszym zachowaniu, reakcjach, w naszej naturze... Sięgamy głęboko- do naszych przyzwyczajeń, których konsekwencją są nasze ustalone grzeszne postępowania. Latami, może nawet od dziecka „trudziliśmy" się, żeby nabyć takich przyzwyczajeń; przywykliśmy do nich, i nawet już nie wyobrażamy sobie bez nich życia.
A więc:
Uniżmy się przed Panem, a wywyższy nas! (por. Jk 4,10).
Krok 7.
Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
Podobno najsmutniejszy krok. Pierwsze kroki szły sprawnie- zrobiliśmy to, co do nas należało, a Bóg był wierny w tym, co zależało od Niego. Może poczuliśmy się lżejsi po tym, jak zrzuciliśmy z siebie ciężar przeszłości. A teraz, po tym jak staliśmy się gotowi do tego, żeby Bóg uwolnił nas od wszystkich naszych wad (krok szósty), pojawia się żal tych wad, z którymi mamy się rozstać, i towarzyszącego im zachowania.
Wynika to z tego, że te wady, z którymi żyliśmy przez całe życie, i które nas zniewalały, a nawet zabijały (szczególnie widoczne jeżeli chodzi o narkotyki i alkohol), jednocześnie usprawiedliwiały nas i nasze preferencje, zachowania, nastroje... To są jakby nasi przyjaciele, po których wiemy, czego się spodziewać; dają nam też możliwość porozczulać się nad samymi sobą. Okazuje się, że motorem większości moich działań może być żałowanie siebie samego...
Nasze wady stały się dla nas formą bałwochwalstwa, bez którego nie umiemy żyć; pragniemy ich bardziej niż Boga. „Boże, czy możesz uwierzyć, że jesteśmy aż tak chorzy?". To poznanie samych siebie odkrywa dla nas naszą nową drogę do Boga; znowu zostaliśmy cofnięci do pierwszego kroku, do bezsilności... Okazuje się, że jesteśmy nie tylko bezsilni wobec tych wszystkich wad spisanych w czwartym kroku, jesteśmy również bezsilni wobec pragnienia porzucenia ich! I znów, jak w drugim kroku, potrzeba wiary, że Bóg da gotowość wybawienia od wad, a kiedy je porzucimy, że przeprowadzi również przez trudny czas udręki po ich utracie.
W czasie tego kroku modlimy się o uwolnienie od wad, uzdrowienie zranień i przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili, a także o odwagę do tego, abyśmy mogli przeprosić tych, których my skrzywdziliśmy.
Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję. Spraw, bym usłyszał radość i wesele: niech się radują kości, któreś skruszył! Odwróć oblicze swe od moich grzechów i wymaż wszystkie moje przewinienia! Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego! (Ps 51,9-12).
---
Kroki 1-3 pozwoliły doświadczyć pokoju z Bogiem, pokój z samym sobą uzyskać można robiąc kroki 5-7). Kolejne dwa kroki mają doprowadzić nas do pojednania z innymi.
---
Krok 8.
Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! (Łk 6,31).
Kroki 8-9 dotyczą moich relacji z innymi osobami. A ponieważ nie można budować dobrych relacji nie naprawiwszy tych poprzednich, będziemy chcieli naprawić to zło, które wyrządziliśmy w relacjach z innymi, aby potem rozwijać jak najlepsze stosunki z innymi ludźmi.
Jeszcze raz rozgrzebujemy te rany, z których zdaliśmy już sobie sprawę w trakcie robienia kroku czwartego. Cofamy się aż do granic naszej pamięci, aby nie pominąć nikogo, komu sprawiliśmy ból. Każdy przypadek trzeba ze starannością przemyśleć. Robimy listę osób, które skrzywdziliśmy fizycznie, psychicznie lub duchowo.
Podobnie jak w szóstym kroku stawaliśmy się gotowi do uwolnienia od wszystkich wad, ale prosiliśmy o to dopiero w kroku siódmym, tak w tym kroku mamy stać się gotowi do zadośćuczynienia, ale samo zadośćuczynienie nastąpi dopiero w kroku następnym. I nawet jeżeli czasem takie zadośćuczynienie trzeba odłożyć na później, a nieraz w ogóle nie będzie ono możliwe, to jednak w każdym przypadku trzeba dokładnie zbadać wpływ, jaki wywarło nasze życie na innych ludzi.
W trakcie realizacji tego kroku docieramy jeszcze głębiej do samego źródła naszych wad, które tkwiły u podstaw wszelkiego zła; dostrzegamy takie cechy naszej osobowości, które ranią nas i innych.
Krok 9.
Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
Celem tego kroku jest pojednanie się z tymi, którym w taki lub inny sposób wyrządziliśmy krzywdę. Będziemy chcieli przynajmniej przeprosić ich, a jeśli to możliwe również zadośćuczynić im. Należy pamiętać, że chodzi nam o uzyskanie pokoju z innymi, a nie próby wymuszania na nich pojednania.
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! (Mt 5,23-24)
Decydującą rolę w realizacji tego kroku odgrywa stosowny czas. Po podjęciu decyzji zadośćuczynienia „wszystkim, wobec których było to możliwe", trzeba modlić się, aby Bóg pomógł bezbłędnie rozpoznać właściwy moment, a kiedy wskaże go, natychmiast iść do tej osoby, zadzwonić lub napisać do niej.
Sformułowanie kroku zawiera ostrzeżenie: „z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych". Trzeba być maksymalnie uczciwym i nie wykorzystywać tego jako wymówki, żeby uniknąć rozmowy z kimś, komu winni jesteśmy zadośćuczynienie.
---
Potrzebujemy szukać przebaczenia w trzech różnych kierunkach. Przede wszystkim, musimy uzyskać przebaczenie Boga, ponieważ mamy do czynienia z naszymi własnymi wadami. Następnie musimy przebaczyć innym, ponieważ mamy do czynienia z naszą własną krzywdą. I po trzecie, kiedy zadośćuczynimy innym za wyrządzoną przez nas krzywdę, dążymy do tego, żeby oni przebaczyli nam.
I po tym wszystkim naprawdę doświadczamy pokoju- z Bogiem, samymi sobą i ludźmi.
Po przepracowaniu kroków 1.-9. przygotowujemy się do życia „w trzeźwości". Obecnym zadaniem jest wzrastać w świadomości i w praktycznym zastosowaniu tego, czego się nauczyliśmy. Dlatego kolejne dwa kroki nazywane są krokami praktyki i wzrastania.
---
Krok 10.
Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
Ktoś powiedział: „Robimy kroki, aby nauczyć się robić kroki, żeby umieć robić kroki". Po zrealizowaniu pierwszych dziewięciu kroków będziemy chcieli stosować to, nad czym pracowaliśmy, w praktyce. Nadeszła pora egzaminu.
Krok ten zachęca nas do prowadzenia badania siebie. Rachunek sumienia może obejmować różne okresy, dlatego stosować będziemy trzy typy obserwacji: bieżącą (natychmiastową), codzienną i okresową.
Realizując ten krok opieramy się na obietnicy zapisanej przez umiłowanego ucznia Pana:
Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. (1J 1,9)
Bieżąca obserwacja (rachunek natychmiastowy) to stała obserwacja swoich działań w ciągu dnia. Rachunek ten podejmowany jest od razu, gdy popełniamy grzech lub błąd, lub gdy pojawia się jakiś problem w naszym życiu. Pozwala na natychmiastowe zastosowanie kroków 4-9 w codziennym życiu, przez co umożliwia odzyskanie tego pokoju, który możemy tracić w różnych sytuacjach.
Codzienna obserwacja to rachunek dokonywany każdego dnia, pod koniec, kiedy rozważamy mijający dzień i nasze postawy, analizujemy swoje uczynki i zdarzenia minionego dnia. Należy wtedy badać również motywy, które stały za naszym postępowaniem czy reakcjami. Po takim rachunku możemy z czystym sumieniem zasnąć.
Badanie okresowe robimy 1-2 razy na rok. Jest to takie samo badanie, które robiliśmy w trakcie czwartego kroku, ale teraz analizujemy siebie i swoje życie od tego czasu, kiedy robiliśmy to ostatni raz. Podczas takiego badania ujawnić się mogą jednak takie sfery życia, z których nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy; wtedy można wrócić w przeszłość i popatrzeć na nią pod kątem tej nowo odkrytej strony życia.
Krok 11.
Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.
Kroki 10-11 to kroki praktyki i wzrostu. Tak jak krok dziesiąty był zastosowaniem w naszym życiu kroków 4-9, tak krok jedenasty odsyła nas do pierwszych trzech kroków i jest ich praktycznym zastosowaniem. W kroku dziesiątym dbaliśmy o pokój z samym sobą i innymi, a krok jedenasty pozwala nam trwać w pokoju z Bogiem.
Krok ten zakłada modlitwę w naszym życiu (rozmowę z Bogiem) oraz medytację (wsłuchiwanie się w Boga). To właśnie w czasie modlitwy i rozmyślania poznajemy swoją niemoc (krok 1.), ufamy że Pan jest od niej większy (krok 2.), a potem coraz głębiej powierzamy się Jemu. W tym czasie chcemy coraz bardziej poznawać Jego wolę oraz prosimy o siłę do jej wypełnienia.
Natęż słuch na głos mojej modlitwy, mój Królu i Boże! Albowiem Ciebie błagam, o Panie, słyszysz mój głos od rana, od rana przedstawiam Ci prośby i czekam. (Ps 5,2-3)
Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek! (Ps 25,4).
Stały czas oddany modlitwie (albo lepiej: oddany Bogu w modlitwie) pozwala na pogłębienie relacji z Bogiem. Mieć relację z Bogiem to więcej niż wiedzieć, że On istnieje. A taka relacja wymaga poświęcenia drugiej Osobie czasu. Dzięki temu krokowi nie tylko lepiej rozumiem Boga, ale też On objawia mi swoje serce i przemienia moje. Mogę też uczyć się rozeznawania, co jest Jego wolą, a co nie jest z nią zgodne- w pierwszym przypadku będę miał pokój w sercu, w drugim nie.
W miarę wzrostu w relacji z Bogiem, zaczynamy dostrzegać jego działanie i lepiej Go poznajemy, dlatego Jego wola jest dla nas coraz bardziej czytelna. Decyzja oddania życia i woli Bogu, podjęta w kroku trzecim, jest kontynuowana w kroku jedenastym.
---
W krokach 10-11 podtrzymujemy pokój z sobą, innymi i Bogiem.
Krok dziesiąty przeprowadza nas przez kroki 4-9, a jedenasty nawiązuje do kroków 1-3. Postanowienie kroku trzeciego jest wypełniane coraz lepiej w kroku jedenastym.
---
Krok 12.
Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.
Zrozumienie czym jest przebudzenie duchowe może być kluczem do zrozumienia „Kroków" i do decyzji podjęcia tej drogi, którą one proponują.
Duchowe przebudzenie jest czymś innym niż duchowe doświadczenia, które mamy (np. doświadczenie miłości Boga, Jego opieki, napełnienia Duchem Świętym itp.). Tamte doświadczenia przyszły od Boga, jakby „z zewnątrz". Duchowe doświadczenie jest przebudzeniem się MOJEGO ducha. Duchowe przebudzenie jest dopełnieniem duchowego doświadczenia; jest odpowiedzią na nie.
Dokonuje się ono w trakcie przechodzenia kroków. Im bardziej poznaję siebie - siebie prawdziwego, a nie wymyślonego przeze mnie fałszywego „ja"- i im więcej warstw kłamstwa i fałszu zrzucam z siebie, tym bardziej staję się tym, kim jestem w Jezusie Chrystusie. Wtedy dzieje się coś w środku mnie- dokonuje się nowe narodzenie.
Duchowego przebudzenia nie można doświadczyć natychmiast. Swoje życie można oddać Jezusowi w jeden wieczór, ale absolutnie i bezpowrotnie innym można stać się tylko w rezultacie procesu wzrostu, nieustannego nawracania się, odrzucania tego, kim nie jesteśmy, a przyjmowania tego, kim jesteśmy w Chrystusie.
Duchowo przebudzeni jesteśmy posłani do innych „alkoholików", to znaczy do tych wszystkich, którzy tak jak my potrzebują wyzwolenia. Najpierw sami musimy kierować się tymi zasadami, których się nauczyliśmy, i stosować je we wszystkich dziedzinach życia, a potem możemy starać się przekazać innym to posłanie, którym żyjemy.
Ponieważ jesteśmy „przebudzeni duchowo", więcej widzimy; w naszym oku nie ma już belki i dlatego możemy usunąć drzazgę z oka innych. „Innymi", którym próbujemy nieść to posłanie, może być każdy, ale generalnie będą nimi ci, których odbieramy jako sobie podobnych. Wyzwolony widzisz i rozumiesz innych ludzi podobnych do ciebie (lub do ciebie z przeszłości) - zniewolonych tak jak ty kiedyś. Bóg zacznie posyłać tobie osoby potrzebujące i gotowe usłyszeć twoje posłanie.
To posłanie - to nasze doświadczenie, nasza moc i nadzieja, czyli to, co Bóg nam dał w trakcie robienia kroków. Każdy ma swoje posłanie, ale dopóki nie stanie się ono osobistym doświadczeniem, mocą i nadzieją, nie będzie to posłanie, a niesienie informacji. Bóg spotyka ciebie- w tym miejscu twojego życia, w którym jesteś; dlatego tym możesz się dzielić i w tym będzie moc Boża.
Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28,18-20)
---
Jeszcze raz: „Robimy kroki, aby nauczyć się robić kroki, żeby umieć robić kroki". „Kroki" mogą być zastosowane we wszystkich dziedzinach naszego życia, ponieważ we wszystkich dziedzinach naszego życia powstają problemy, związane z relacjami, sytuacjami itd. Każde relacje - z małżonkiem, chłopakiem lub dziewczyną, szefem, pracodawcą, firmą itd. - są potencjalnym problemem. Stosując te zasady we wszystkich naszych poczynaniach, utrzymamy nasze relacje czystymi, otwartymi i wolnymi od urazy.
W czasie modlitwy (11. krok) przechodzimy przez kroki 1-3, a w czasie rachunku sumienia lub ciągu dnia, kiedy powstaje problem, stosujemy kroki 4-9 (o tym mówi krok 10.). Żyjąc w pokoju z samymi sobą, innymi i Bogiem możemy nieść nasze posłanie innym ludziom (krok 12.).
---



Komentarze
Pokaż komentarze (4)