Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
25
BLOG

Dzieci mają głos

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 3

Chociaż nie zabierała głosu, jej stanowisko jest konsekwentne od samego początku.

Od pierwszych dni dawała znać o sobie, a kiedy rodzice usłyszeli po raz pierwszy jej bijące serduszko, wywołała nawet łzy w oczach Mamusi. Nie sądzę, żeby tym miłym zamieszaniem, które wprowadziła swoją osobą, chciała włączyć się do toczącej się kilka miesięcy później debaty o ochronie życia poczętego; nie wiem na pewno, ale chyba nie podsłuchiwała rodziców, a w związku z tym nie wiedziała nic o nieudanych próbach wprowadzenia poprawki konstytucyjnej. Zresztą, czy mogło przyjść do tej wtedy jeszcze tak małej główki (prawdopodobnie około 20 cm w obwodzie), że ktoś mógłby mieć jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że życie poczęte trzeba chronić?!

A jednak faktem jest, że nie pytana przez polityków o zgodę, od chwili poczęcia aktywnie włączyła się do dialogu rodzinnego, a swoją osobą wprowadziła ożywcze poruszenie w naszej do tej pory dwuosobowej rodzinie. I nie chodzi tu tylko o to dziesięciogodzinne przemeblowywanie, którego wymagało mieszkanie (a i to nie było łatwe- wie o tym każdy, kto próbował kiedyś ustawiać drewniane klocki dla dorosłych w mieszkaniu o powierzchni 30,99m2; im mniejsze mieszkanie, tym więcej możliwości ustawień). To był tylko zewnętrzny wyraz tego porządkowania, które wymogła na swoim Tatusiu, kiedy z dziecięcą prostotą wkroczyła w jego duszę, jeszcze zanim rozpoczął długą drogę rozeznawania, w którym miejscu postawić dziecięce łóżeczko.

Pamiętam dobrze szczególnie ten przełomowy dzień: Dzień Zwycięstwa Nad Zamartwianiem Się. Z martwieniem jest tak, że nieważne o co się martwisz- i tak uchodzi z ciebie życie i pokój. Tym razem zamartwiałem się jednak o: pracę, pieniądze i zbyt małe mieszkanie, czyli wszystko to, co było w jakiś sposób związane z tą małą istotą noszoną pod sercem Oli; to właśnie Oksanka swoim pojawieniem się wywołała te pytania, których wcześniej nie zadawałem sobie z taką intensywnością. A przecież zaproszona przez rodziców, kiedy już zamieszkała w łonie Mamy, przyjęta została jako dar samego Dawcy Życia, który miał się o nią od tej pory troszczyć... więc dlaczego ja siedziałem na podłodze w pokoju, i nie mogłem pozbyć się tego niepokoju, który rzucił się na mnie ze wszystkich stron mojej duszy?

To odeszło, i właściwie nie wróciło do dzisiaj. Modliliśmy się razem z Żoną i Pan uwolnił mnie od tych trosk, których istnienia nie podejrzewałem w sobie; zaraz po tym, jak topornie, jedną po drugiej, nazywałem każdą z nich i zostawiałem przed Nim, wzywając i wyznając Jego. Dlatego Jego zwycięstwa bronić chciałbym po tym wydarzeniu całym sobą, jeżeli tylko ktoś w mojej obecności uległby podobnemu niepokojowi jak ja.

A Oksanka może nawet nie jest świadoma, ze to właśnie ona sprowokowała wzrost mojego zaufania do Pana. Oczyma wyobraźni mogłem wtedy zobaczyć jej niezrozumienie: „co też dzieje się z Tatusiem?". Gdyby nie to, że jeszcze nie mogła mnie widzieć, pewnie patrzyłaby zdumionymi oczami na mnie, jak ja na Pana, zdziwiony że zaufał mi i powierzył swoją córkę mnie grzesznemu. To ważne: uznać, że ona należy do Pana. Dał mi Łaskawy tę łaskę, za którą mogę pójść: zrozumienie, że Oksana nie jest po to, aby dawać mi szczęście, ale to ja jestem dla niej tym, który ma być dla niej jak Tato niebieski.

Dlatego, Oksanko, chciałbym dać Ci wolność, nawet gdyby miało to oznaczać, że będę musiał być dla Ciebie Tatą marnotrawnej córki. I kiedy odejdziesz i marnować będziesz sobie życie, chcę pozwolić Ci na to; w nadziei, że nawet to po ludzku zmarnowane życie może otworzyć Cię na życie nadprzyrodzone. A takiego życia pragnę dla Ciebie.

Rozumiem też, że od Ciebie będę się uczył nie tylko zaufania Panu i prostoty; jestem wezwany do tego, żeby razem z Tobą dojrzewać i umierać dla tego, co stare, aby żyć codziennie nowym, jak Ty. Z dorosłą niezdarnością uczyć się będę od Ciebie żyć intensywnie i chłonąć wszystko to, co od Pana pochodzi, uwielbiając Go przez to i w tym. Ty swoje uwielbienie wyrażasz na razie kopaniem Mamusi coraz to mocniej od środka, a Tatuś wtedy dziwi się patrząc na wypukłe miejsca przesuwające się po brzuchu. Ćwiczysz codziennie tak intensywnie, a jednak nie wpadasz w pracoholizm; i tego będę się musiał od Ciebie uczyć.

 

Do przytulenia już za miesiąc!

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura