Gdyby istniała taka relikwia, chciałbym ją mieć; paznokieć Ignacego- to byłoby coś!
Ignacy po swoim nawróceniu był bardzo gorliwy, a w swej gorliwości surowy dla samego siebie. I nie chodzi tu tylko o posty i umartwienia. Wiele lat później założyciel Towarzystwa Jezusowego podyktował o. Gonsalvesowi, spisującemu dzieje jego życia znane u nas jako „Opowieść Pielgrzyma", między innymi taki oto ciekawy fakt, że przez jakiś czas po swoim nawróceniu nie obcinał włosów i paznokci! Przyszły święty tak bardzo nie dbał o wygląd, wzgardziwszy chwałą ludzką, że tylko jedno mogło zmienić jego postawę:
„... odkąd zaczęły się (...) pociechy Boże i odkąd widział owoce, jakie przynosił w duszach, z którymi przestawał, zaprzestał tych krańcowych surowości, którym się przedtem oddawał. Odtąd obcinał paznokcie i strzygł włosy."
Trzeba wielkiej gorliwości w pragnieniu pójścia za Panem, aby usłyszeć, do porzucenia czego On wzywa; gorliwy Bask porzucić musiał nawet swoje wyrzeczenia, kiedy tylko Pan dał mu duchowe zrozumienie Jego woli. Te wewnętrzne objawienia, których nie szczędził mu Pan, były dla neofity- wspomina po latach- jak pouczanie dziecka w szkole. Wcześniejsze dziecięce postanowienie zmieniło się więc tylko i wyłącznie pod wpływem dwóch rzeczy: duchowego zrozumienia, które dał mu sam Nauczyciel, i pragnienia- jak nazywał to autor „Ćwiczeń duchownych"- „pomagania duszom".
Podoba mi się właśnie ta kolejność: najpierw porzucił Ignacy Loyola wszystko, włącznie z dbaniem o siebie, aby potem wrócić do dbałości o wygląd zewnętrzny, ale z jakże inną motywacją. Paznokieć został obcięty na chwałę Boga i ku zbawieniu innych; jest więc dowodem na praktyczne zastosowanie „Ćwiczeń Duchownych":
„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony. Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu" (ĆD 23).
Może niejeden z nas, ładnie uczesany i z wypielęgnowanymi paznokciami, uśmiecha się na myśl o takim szaleństwie Ignacego. A jednak wydaje mi się, że ten niebieski z brudu ignacjański paznokieć bardzo spodobał się Panu. Rodzi się we mnie taka refleksja, że być może gdyby nie pierwsza postawa, niechby i nawet błędna, ale wynikająca z serca gorącego, Pan nie mógłby prowadzić dalej swojego naśladowcy, którego wspomnienie obchodzić będziemy 31 lipca.
I druga myśl, która mogłaby się pojawić w czasie kontemplacji paznokcia pierwszego generała jezuitów, przypomina odkrycie św. Pawła; parafrazując słowa apostoła narodów zaryzykuję tezę:
„Im bardziej odchodzimy od zmysłów ze względu na Boga, tym bardziej przytomnymi uczyni On nas ze względu na innych ludzi" (por. 2Kor 5,13).
Dlatego gdyby istniała taka relikwia, chciałbym ją mieć; paznokieć Ignacego- to jest coś! Przy tym paznokciu odprawiłbym swoje prywatne rekolekcje. Odświętnie wypolerowany, błyszczałby jak lustro- czy patrząc w nie zobaczyłbym odbicie gorliwego naśladowcy Jezusa?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)