Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
27
BLOG

Drugi z najmniejszych

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 4
 

Nie mógłby co prawda konkurować z Pawłem w zawodach na najmniejszego z apostołów (por. 1Kor 15,9), bo w przeciwieństwie do niego z Jezusem chodził od początku, i nie pałał nienawiścią do chrześcijan, a jednak jego historia jest również szczególna. Nie dość, że do grona Dwunastu załapał się jako Trzynasty, po zdradzie Judasza, to jeszcze w jaki sposób- przez losowanie!

Wtedy Piotr w obecności braci, a zebrało się razem około stu dwudziestu osób, tak przemówił: «Bracia, musiało wypełnić się słowo Pisma, które Duch Święty zapowiedział przez usta Dawida o Judaszu. On to wskazał drogę tym, którzy pojmali Jezusa, bo on zaliczał się do nas i miał udział w naszym posługiwaniu. Za pieniądze, niegodziwie zdobyte, nabył ziemię i spadłszy głową na dół, pękł na pół i wypłynęły wszystkie jego wnętrzności. Rozniosło się to wśród wszystkich mieszkańców Jerozolimy, tak że nazwano ową rolę w ich języku Hakeldamach, to znaczy: Pole Krwi. Napisano bowiem w Księdze Psalmów: Niech opustoszeje dom jego i niech nikt w nim nie mieszka! A urząd jego niech inny obejmie! Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania». Postawiono dwóch: Józefa, zwanego Barsabą, z przydomkiem Justus, i Macieja. I tak się pomodlili: «Ty, Panie, znasz serca wszystkich, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś, by zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą». I dali im losy, a los padł na Macieja. I został dołączony do jedenastu apostołów. (Dz 1,15-26).

Wszystkich innych wybrał Jezus po całonocnej modlitwie, i z tej pozycji startowali- ich autorytet bazował na wyborze samego Pana! A Maciej? Czy przed podważającymi jego autorytet mógł powoływać się na wolę Bożą, skoro to los go wskazał- co prawda po modlitwie do Boga, ale jednak?

Jestem zdziwiony, że apostołowie zaproponowali taki rodzaj wyboru, zamiast wzorem Jezusa wrócić z całonocnej modlitwy z palcem wskazującym: "Ty". I dlaczego taki sposób zaaprobował Duch Święty, którego niesamowite i jakże innego rodzaju nadzwyczajne działanie opisują Dzieje, działanie przy którym bledną nie tylko cuda dziejące się w katolickiej odnowie charyzmatycznej, ale nawet w chińskich protestanckich kościołach domowych?

Było ich dwóch. Mężczyzn. Nie wierzę, że nie podniosła im się adrenalina; albo- albo, 50% szans na wybór (jeżeli chcieli być wybrani, bo może jednak woleli uniknąć takiej odpowiedzialności?). Czy zadrżała Maciejowi broda, kiedy losy jego późniejszego życia i forma prawdopodobnie dożywotniej (apostołowie nie przechodzili na emeryturę) posługi, której miał się podjąć, ważyły się w tamtej chwili?

Musieli być jednakowo przygotowani do tej roli, skoro apostołowie nie potrafili wybrać jednego z nich. Od początku jako uczniowie Jezusa z Nazaretu, sprawdzeni. Być może też "ubodzy duchem" (Łukasz umieszcza to błogosławieństwo niedługo po wyborze Dwunastu- por. Łk 6,12-16.20), otwarci zarówno na to, że zostaną wybrani, jak i na to, że nie zostaną wybrani; by tak rzec językiem Ignacego Loyoli: "niczego bardziej nie pragnący- ani stania się apostołem, ani pozostania niewybranym".

Prawdopodobnie nie mieli kompleksów. One mogłyby zniszczyć ich oboje: zarówno tego, który w tym Bożym hazardzie zostałby wybrany, jak i tego, kto przegrałby. Nie jest przecież łatwo uznać autorytet- swój czy tego drugiego- udzielony w taki właśnie sposób. I nie jest łatwo podjąć się roli apostoła tak nagle, z dnia na dzień, z tego tylko powodu, że jeden z Dwunastu okazał się "synem zatracenia" (J 17,12), i teraz jest ich o jednego za mało.

Ciekawe są drogi, którymi prowadzi Pan. Niezmiennie imponuje mi Paweł, ale dziś podziwiam również Macieja- za to, że podjął się wypełnić to powołanie, którym obdarzył go Bóg. W spokoju, jak przypuszczam, rozpoczął pracę, która została mu zaproponowana. Nie zadawał zbędnych pytań, ale bez żalu, w wewnętrznej wolności od razu podjął się pracy apostoła; więcej: stał się nim.

Nie może co prawda nazwać się tak jak Paweł- "poronionym płodem" (por. 1Kor 15,8), ale jest od niego dużo mniej znany. I nie może pochwalić się takim dramatycznym wyborem jakie przeżył „apostoł narodów". W jakimś więc sensie jest jeszcze mniejszy od najmniejszego z apostołów. Ma w takim razie szansę, aby w Królestwie Bożym zajmować całkiem szczególne miejsce (por. Mt 19,30).

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura