Dziecko było wyraźnie nadpobudliwe, i nie sprawiało mu różnicy czy nadpobudliwość wyraża przed, czy już w kaplicy. Właśnie wyciągało rękę, która wiła się jak wąż, w stronę świecy, kiedy Kobieta (Matka? Ciocia? Babcia?) szarpnęła za drugą sycząc: „uklęknij...!". Dziecko jednak nie rozumiało dlaczego ma to zrobić, więc szybko zostało mu to wytłumaczone: „Tu jest Bozia, ona nie lubi hałasu". A ponieważ nie wyglądało na przekonane i zamierzało zachowywać się naturalnie, jakby wyczuwało że Jezus pozwalał dzieciom siedzieć na swoich kolanach, usłyszało jeszcze: „Dziecko, musisz być grzeczna, bo Bozia się pogniewa!".
Sprzed Najświętszego poszła Kobieta na spotkanie wspólnoty, i razem z innymi uwielbiała Pana głośnym śpiewem. W tekstach pieśni nie było nic o „Bozi", ale kiedy śpiewała na chwałę Zmartwychwstałego, wyglądało jakby Go znała. Obok niej w rytm muzyki skakało Dziecko, i już nie wyciągało ręki w stronę świecy (której zresztą w sali spotkań nie było), za to otwierało usta i mimo, że wyśpiewywało słowa, których jeszcze nie rozumiało, twarz miało uspokojoną, podobną do aniołka. Nie rozumiało dlaczego, ale czuło się dobrze.
Ten tekst nie będzie miał puenty. Chciałem po prostu opisać tę sytuację. Wnioski proszę wyciągnąć sobie samemu; może ich być znacznie więcej, niż mogłaby sugerować ta puenta, której nie napisałem.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)