Ojciec John Main OSB urodził się w Londynie w 1926 roku. Zanim został benedyktyńskim mnichem studiował prawo w Dublinie, pod koniec wojny służył w armii, był dziennikarzem, pracował w Brytyjskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych na Malajach jako tłumacz języka chińskiego. Podczas pobytu na Malajach poznał hinduskiego mnicha, który nauczył go praktyki medytacji. Mając 33 lata i zapewnioną karierę prawniczą wstąpił do benedyktynów w Londynie do Opactwa Ealing. Teologię studiował w Rzymie. W 1963 r. złożył uroczyste śluby monastyczne i przyjął święcenia kapłańskie. W tradycji Ojców Pustyni odkrył praktykę medytacji, przekazaną Zachodowi przez Jana Kasjana. Praktyka ta podobna była do tej, jakiej nauczył się na Malajach. Od tego czasu poświęcił się całkowicie nauczaniu medytacji chrześcijańskiej. W 1975 roku wraz z ojcem Laurencem Freemanem OSB założył istniejące do dziś Centrum Medytacji Chrześcijańskiej w Londynie, a w 1997 klasztor benedyktyński w Montrealu, który zainspirował odnowę kontemplacyjną w Kościele. Zmarł w Montrealu w 1982 roku. [27]
Ojciec Laurence Freeman urodził się w Londynie w 1951 roku. Uczęszczał do szkoły benedyktyńskiej. Stopień magistra literatury angielskiej zdobył w New College w Oksfordzie. Pracował w ONZ, bankowości i jako dziennikarz, aby ostatecznie wstąpić do klasztoru benedyktynów opactwa Ealing. Nowicjat odbył pod kierunkiem ojca Johna Maina OSB i wraz z nim zakładał pierwsze Centrum Medytacji Chrześcijańskiej (The Christian Meditation Centre) w Londynie. Śluby monastyczne złożył w 1976 roku. Wraz z ojcem Johnem Mainem OSB w 1977 roku założył klasztor w Montrealu. W 1980 roku Laurence Freeman przyjął świecenia kapłańskie. Po śmierci Johna Maina OSB został przeorem tego klasztoru. W 1991 roku wrócił do Londynu i stał się członkiem benedyktyńskiej wspólnoty klasztoru Chrystusa Króla w Cockfosters należącym do Oliwetańskiej Kongregacji Benedyktyńskiej. Stąd też kieruje Światową Wspólnotą Medytacji Chrześcijańskiej (The World Community for Christian Meditation- WCCM). [27]
„List do biskupów Kościoła katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej"- fragmenty:
Już w pierwszych wiekach przeniknęły do Kościoła błędne sposoby modlitwy [34].
...Błędne formy są nadal pokusą dla grzesznego człowieka. Skłaniają go do usiłowań pokonania dystansu dzielącego stworzenie od Stwórcy, jako czegoś, co nie powinno istnieć; do traktowania ziemskiego życia Chrystusa, będącego dla nas drogą do Ojca, jako rzeczywistości nieaktualnej; do sprawowania tego, co jest dane jako czysta łaska do poziomu psychologii naturalnej - "wyższego poznania" lub "doświadczenia".
Rozpoznanie owych błędnych form, gdziekolwiek one występują, jest bardzo łatwe. Medytacja chrześcijańska prowadzi modlącego się do tego, by w zbawczych dziełach Boga dokonanych w Chrystusie, Słowie Wcielonym, i w darze Jego Ducha, pojąć objawiającą się w nich zawsze - przez wymiar ludzki i ziemski - głębię Boga. Natomiast w omawianych tu metodach medytacji, także wtedy, gdy punktem wyjścia są słowa i czyny Jezusa, pomija się - o ile to możliwe - wszystko, co ziemskie, zmysłowe i mieszczące się w granicach pojęć, by wejść lub zanurzyć się w sferę Boskości, która jako taka jest nieziemska, nieuchwytna dla zmysłów i niepojęta [35].
Występujące dziś zjawisko rozpowszechniania się wschodnich metod medytacji w świecie chrześcijańskim i we wspólnotach kościelnych, stawia nas wobec gwałtownego powrotu do nie pozbawionych ryzyka i błędów usiłowań połączenia medytacji chrześcijańskiej z niechrześcijańską. Tego rodzaju propozycje są liczne i bardziej lub mniej radykalne; jedne stosują metody wschodnie jedynie jako psychologiczne przygotowanie do prawdziwie chrześcijańskiej kontemplacji, inne idą dalej, próbując przy pomocy różnych technik osiągnąć duchowe doświadczenia analogiczne do doświadczeń znanych z opisów niektórych mistyków katolickich; jeszcze inne nie wahają się umieszczać proponowany przez teorię buddyjską absolut bez obrazów i pojęć na tym samym poziomie, co majestat Boga objawionego w Chrystusie, który jest większy niż cała rzeczywistość stworzona. W tym celu posługują się "teologią negatywną", która idzie dalej aniżeli jakiekolwiek pozytywne twierdzenia o Bogu, utrzymując, że nic z tego, co jest na świecie, nie może być śladem wskazującym na nieskończoność Boga. Owe metody proponują nie tylko porzucenie medytacji zbawczych dzieł Boga Starego i Nowego Przymierza dokonanych w historii, ale także samej idei Trójjedynego Boga, który jest miłością, na rzecz zanurzenia się w "nieokreślonej otchłani Boskości".
Te i podobne propozycje pogodzenia medytacji chrześcijańskiej z technikami wschodnimi, jeśli nie mają prowadzić do zgubnego synkretyzmu, muszą być stale poddawane weryfikacji, w której dokładnie będzie się rozróżniać metodę od treści [36].
Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej (The World Community for Christian Meditation - w skrócie WCCM) została założona w roku 1991 podczas Seminarium Johna Maina, benedyktyna z londyńskiego opactwa Ealing, nauczyciela medytacji chrześcijańskiej. Od tamtego czasu powstało na świecie około 25 centrów medytacyjnych i ponad tysiąc grup, inspirujących się nauką ojca Johna Maina OSB oraz wczesną tradycją monastyczną, zwłaszcza benedyktyńską. Wspólnotą WCCM kieruje obecnie ojciec Laurence Freeman OSB, a jej główne centrum znajduje się w klasztorze benedyktynów p.w. Chrystusa Króla w Londynie [27].
Nakładem wydawnictw: Homini, Esprit, WAM, Salwator ukazało się ostatnimi laty wiele książek dotyczących medytacji proponowanej przez Światową Wspólnotę Medytacji Chrześcijańskiej. Pozycje te, ładnie wydane i niedrogie, wskazują na misyjny cel WCCW- zapoznanie szerokiego kręgu czytelników proponowaną medytacją Johna Maina. Z kolei na stronie internetowej WCCW znajdują się zaproszenia do uczestnictwa w Szkole Medytacji Chrześcijańskiej, są one jednak skierowane do tych osób, które już praktykują medytację.
Wspólnotę Medytacji Chrześcijańskiej (WCCM) tworzą grupy medytacyjne spotykające się na wspólnej, cotygodniowej medytacji w ponad 100 krajach. W Polsce grupy medytacyjne znajdują się w Białymstoku, Katowicach i Szczecinie [27].
„Medytacja Chrześcijańska (...) określa specyficzną formą medytacji rozwiniętą przez Johna Maina (...), którą ten oparł na nauce swego przyjaciela swami z Malajów, na XIV-wiecznym traktacie o modlitwie kontemplacyjnej „Obłoku niewiedzy" i na wczesnych monastycznych konferencjach Jana Kasjana (...). Kasjan spisał praktyki modlitewne Ojców i Matek Pustyni w Egipcie i Palestynie. John Main posłużył się jedną z tych praktyk, tzw. „modlitwą monologową" polegającą na powtarzaniu krótkiego słowa z Pisma świętego, jako mantry, nawiązał do rekomendacji autorów „Obłoku niewiedzy" użycia „pojedynczego słowa" w modlitwie i uczynił z tego codzienną dyscyplinę Medytacji Chrześcijańskiej." [37]
Św. Teresa od Jezusa:
(...) W stanie teologii mistycznej, o której zaczęłam mówić wyżej, ustaje działanie rozumu, bo Bóg sam je zawiesza (...). Dlatego właśnie mówię, że nie powinniśmy się porywać na to ani myśleć o tym, byśmy sami zdołali sprawić w sobie takie zawieszenie działania rozumu. Przeciwnie, powinniśmy nie przerywać jego działania, i rozumowaniem pomagać sobie do rozmyślania. Inaczej pozostaniemy tępi i zimni i ani jednego, ani drugiego nie dokonamy. Gdy Pan zawiesza rozum i zatrzymuje jego działanie, daje mu też zarazem, czym się zająć i nad czym się zdumiewać. Dlatego bez rozumowania więcej zrozumie w przeciągu jednego Wierzę, niż my wszelką pilnością i natarczywością zdołalibyśmy zrozumieć przez lat wiele. Ale chcieć samemu tak zająć władze duszy i zatrzymać naturalne ich działanie, to dziecinada i głupota. Jest w tym, powtarzam, pewien brak pokory, zapewne nieświadomy i bez winy, ale nie bez przykrego zawodu. Praca będzie daremna, a w duszy pozostanie pewne niemiłe uczucie, jak gdyby, kto rozpędził się do skoku, a ktoś go z tyłu przytrzymał. Choć wszystkie siły swoje wytężył, skutku, którego tym pędem swoim zamierzał, osiągnąć nie może [38].
(...) Mówią, bowiem, że wszelkie zmysłowe wyobrażenia, chociażby nawet samego Człowieczeństwa Chrystusowego, tym, którzy już tak daleko postąpili, sprawią skrępowanie i przeszkodę do doskonałej kontemplacji. Na potwierdzenie tego przytaczają słowa Zbawiciela do Apostołów, gdy wstępując do nieba zapowiadał im przyjście Ducha Świętego. Mnie jednak się zdaje, że gdyby Apostołowie mieli wówczas taką wiarę, jaką mieli później, gdy zstąpił na nich Duch Święty, że Chrystus Pan jest zarazem Bogiem i Człowiekiem, widok Jego Człowieczeństwa nie byłby żadną dla nich przeszkodą. Stąd też Zbawiciel słów tych nie powiedział do Matki Bożej, choć Ona Go miłowała bardziej niż wszyscy inni. Ponieważ więc, zdaniem tych pisarzy, sprawie tej, jako duchowej, wszelka rzecz cielesna, może tylko czynić zamieszanie i przeszkodę, dlatego dowodzą, że dusza powinna starać się o to jedynie, aby czuła siebie ze wszystkich stron jakby w zagrodzie zamkniętą obecnością Bożą i całkiem w Nim pogrążoną. Nauka ta poniekąd zdaje mi się jest dobra i słuszna. Ale żebyśmy mieli dlatego całkiem uchylać się od Chrystusa i boskie Ciało Jego zaliczać do rzędu naszych ludzkich nędz i jakiego bądź innego stworzenia, tego nie mogę znieść. [39].
„List do biskupów Kościoła katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej"- fragmenty:
Zazwyczaj wielkie religie, które dążyły do zjednoczenia z Bogiem na modlitwie, wskazywały także sposoby osiągnięcia tego zjednoczenia. Ponieważ "Kościół katolicki nie odrzuca niczego z tego, co w owych religiach jest prawdziwe i święte", nie należy z góry odrzucać tych wskazań jako niechrześcijańskich. Przeciwnie, można przyjąć to, co jest w nich pożyteczne, pod warunkiem, że nie straci się z oczu chrześcijańskiego rozumienia modlitwy, jej logiki i wymagań, bowiem nowe sformułowanie owych elementów i ich przyjęcie musi dokonywać się w tym kontekście [40].



Komentarze
Pokaż komentarze