Widziałem tego mężczyznę, który w oczekiwaniu na przyjęcie żony na oddział porodowy czytał „Rozmówki polsko- japońskie". Ona była już tydzień po terminie, a on spokojnie powtarzał sobie pod nosem zwroty i słówka, i kręcił głową na boki nie dlatego, że pielęgniarka na Izbie przyjęć wypełniać musiała masę papierów i trwało to długo, tylko dlatego że nie było łatwo nauczyć się poprawnie odczytywać japońskie krzaczki.
Słyszałem ten tłum, jak zgodnie uwielbiał swoją drużynę (jedenastu mężczyzn- to jak liczba apostołów po zdradzie Judasza, a przed wyborem Maćka). Na tle wielkich reflektorów rozświetlających zabrzańskie niebo parafialny kościół wyglądał tak jakoś posępnie i zrobił się jakby mniejszy? Cały stadion wznosił ku niebu pieśni, które docierały aż tutaj, z dala od centrum miasta.
Widziałem gorliwą modlitwę osobistą mężczyzny, który uczył się japońskiego, słyszałem wspólną modlitwę uwielbienia, która porwała cały stadion mężczyzn. Chcę się uczyć tak modlić całym sobą zarówno w mojej izdebce (por. Mt 6,6), jak i z innymi na każdym innym miejscu (por. 1Tm 2,8), być może właśnie tak żeby całe miasto słyszało.
Widziałem i już wiem jak może wyglądać modlitwa w samotności, słyszałem i usłyszałem jak powinna brzmieć modlitwa wspólnotowa. Gdybym nie widział i nie modlił się w taki sposób, może i nie miałbym grzechu. Ale widziałem już i słyszałem...J 15,24: Gdybym nie dokonał wśród nich dzieł, których nikt inny nie dokonał, nie mieliby grzechu. Teraz jednak widzieli je, a jednak znienawidzili i Mnie, i Ojca mego.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)