Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
72
BLOG

Stopniowanie napięcia (rok 1944 w moim duchu?)

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 0
 

Napięcie rosło z każdą chwilą i wszystko byłoby jak u Hitchcocka, gdyby historia pobytu w tym mieście rozpoczęła się trzęsieniem ziemi. Ale trzęsienia nie było, ani na początku, ani później. Za to napięcie rosło stopniowo.

Miasto nie przypominało Krakowa, a takie było moje pierwsze skojarzenie, kiedy wyszedłem z podziemnego tunelu. Może spowodował to ten tłum, który wysypał się z pociągu, aby potem zostać rozładowanym przez uliczki ciągnące się między kamienicami. Nie było tu jednak ani krakowskiej miary zabytków, ani nawet krakowskiej ilości gołębi.

W tunelu dworcowym obok reklamy seksszopu- reklama bioenergoterapii, zaraz obok ogłaszającego się hipnotyzera- samouka. Plansza reklamowa tego ostatniego tak bylejaka, że swoją jakością i pomysłem mogłaby chyba konkurować jedynie z parafialnymi gazetkami; aż dziw bierze, że ktoś się na coś takiego może nabrać.

Wydawało mi się, że coś się zaraz wydarzy, ale na zewnątrz wciąż wszystko było takie spokojne; jak ruchy tego kelnera, który otwierając orientalną restaurację ustawiał przed drzwiami wejściowymi dwie rzeźby. Chwilę potem stały już, a ponieważ nie były podobne do żadnego ze znanych zwierząt, przypuszczam że przedstawiać musiały jakieś bożki.

Smutny w duszy wszedłem do „Księgarni św. Krzyża", która już z daleka nieskutecznie straszyła mnie kiczowacie- pobożnymi figurkami Matek Bożych. Kupiłem tam co prawda książkę „Dusza mojej duszy", ale oprócz tego nic się nie wydarzyło. A w duchu przecież wciąż czułem, że coś ważnego musi się stać.

Dwa razy widziałem tego mężczyznę, którego bicepsy z trudem objąć mogła czarna koszulka z białym napisem. Musiał latami poświęcenia (mniejsza o to, czy ćwiczeń czy ładowania w siebie sterydów) dochodzić do takiej figury, a jednak nie zostało to docenione. Gdyby chociaż ochraniał to duże centrum handlowe, ale nie- wszedł do sklepu o owadziej nazwie.

(Czy nie był on podobny do mnie, który latami ładuję w siebie Słowo Boże, modlitwy i pracę dla Jego Królestwa? A jednak wciąż jestem w tym jak mały robak...).

Na pewno coś się miało wydarzyć. Czy możliwe, że nie zauważyłem kiedy to coś miało miejsce? Bo na pewno coś się działo, potwierdził mi to sam Bóg- przez tą absurdalną sytuację, która miała miejsce w kolejnej księgarni, którą odwiedziłem.

Nie znalazłem tam półki z napisem „religia" i już miałem wychodzić, kiedy usłyszałem krzyk: „O Matko Boska, ma pan osę na koszuli", a ponieważ próbowałem bagatelizować sprawę myśląc, że sprzedawczyni przesadza, doszedł mnie kolejny okrzyk; o ile dobrze pamiętam brzmiał mniej więcej tak: „Niech się pan nie rusza, siedzi panu na kołnierzyku!".

Wystraszyłbym się, ale nie zdążyłem- pani pstryknęła osę, uwalniając mnie od zagrożenia. Ubrany w białą koszulę wyglądałem może jak mormon, kiedy wyszedłem znów na ulicę. Było jasno i świeciło przyjemne, wrześniowe słońce.

Nie wiem co, ale coś się musiało wydarzyć tego dnia, w tym oddalonym o 1944 kilometry od partnerskich Aten mieście; w nim albo we mnie. Na poziomie ducha trwała pewnie jakaś walka. I, jak przypuszczam, chodziło o coś znacznie ważniejszego niż to, czy znajdzie się minimum dwadzieścia osób, żeby mógł ruszyć nowy rok teologii zaocznej.

Nie trzeba na to patrzeć zbyt poważnie- znów zdawał się do mnie mówić Bóg- kiedy kierował mój wzrok na szyld architektów o podobnym do mojego, ale przekręconym nazwisku: „Zatwarniccy".

(Kilka dni potem dowiem się, że zobaczę to miasto jeszcze raz, kiedy pojadę odebrać z dziekanatu moje papiery; zabrakło pięciu osób).

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura