Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
83
BLOG

Skurcze duchowe (z cyklu: Łaski zwyczajne)

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 1
 

Żadne słowa nie opiszą tej Tajemnicy, którą jest poród. Brakuje słów, żeby wyrazić to, co w tym czasie przeżywa Kobieta. I nie trzeba o tym szczegółowo opowiadać, i chyba nawet nie wolno tego opisywać, a już na pewno nie w felietonie. Dlatego zamiast rekonstrukcji krwawych zdarzeń, skupię się tylko na teologicznych refleksjach związanych z rodzeniem- i tak proszę czytać mój tekst.

Jeżeli był w tym czasie przy kobiecie, musi mężczyzna zamilknąć wobec tego, co widział i słyszał. I musi uważać, jak słuchał- bo jeżeli nie ma w nim wiary, zostanie mu zabrana nawet ta, którą wydawało mu się, że miał (por. Łk 8,18: „Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma."). Można stracić wiarę w Dobrego, który nie ulżył swojemu stworzeniu w tak wielkich bólach; naprawdę można, ale czy warto?

Nie takie przecież były plany Boga. Słowa, które wypowiedział do niewiasty: „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci..." (Rdz 3,16) to nie słowa sadysty (pozdrowienia dla tych wszystkich, którzy nie dali się zwieść syczeniu Rysia Dawkinsa), ale słowa Zdradzonego, które wypowiada z bólem serca, bo w pełni zdaje sobie sprawę z ciężaru odrzucenia Go, z wagi tego najcięższego grzechu, którego brzemienne konsekwencje od tej pory będą towarzyszyły i kobietom, i mężczyznom aż do końca świata (i ani jeden dzień dłużej). Te słowa nie miały być nigdy wypowiedziane, trzeba o tym pamiętać.

Zresztą, nawet kiedy wypowiadał te słowa, nie myślał Bóg o swoim odrzuceniu, ale o człowieku, który Go zdradził. Dlatego tam, „gdzie (...) wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska..." (Rz 5,20b). A skoro konsekwencje tego grzechu są tak wielkie, jak wielka łaska musi towarzyszyć kobiecie w czasie porodu! Warto w to uwierzyć. Czy Bóg wytłumaczy później rodzącej sens tego trudu, który znosiła w- jak jej wszystkie zmysły krzyczały- opuszczeniu przez Niego, na tyle, aby jej kobieca ufność nie została pogrzebana, pozostawmy Jemu i jej. Niech przemawia do jej serca, zostawmy Mu czas, aby ją przekonał.

Co w tym czasie może robić mężczyzna, aby nie został posądzony o bezczynność (wszak ma on pracować, i to w trudzie- por. Rdz 3,17)? Może przypomnieć sobie, że Synowi Bożemu „nic, co ludzkie, nie jest obce" (por. Hbr 4,15: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu") i zaryzykować tezę (od nazywania jest przecież właśnie Adam- por. Rdz 2,19), że w takim razie sam Bóg musiał cierpieć wśród innych rodzajów bólu również i te porodowe (jakże podobny do rodzącej jest Ukrzyżowany, kiedy woła: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Mt 27,46)).

Czy ta męska intuicja jest słuszna? Czy mężczyzna może cierpieć bóle związane z porodem? Jeremiasz odpowiada na to pytanie swoim proroczym wezwaniem do zapytania: „Pytajcie się i patrzcie: Czy mężczyzna może rodzić? Dlaczego widzę wszystkich mężczyzn z rękami na biodrach jak u rodzącej kobiety? Każda twarz powlekła się bladością." (Jer 30,6). Tak zachęcony przez proroka może mężczyzna posunąć się dalej, a dalej jest już bardzo osobiście: „czy ja również mam rodzić"?

A czym innym jest Boże życie, które rodzi się w trakcie umierania mojego „ja"? Umiera stary człowiek, a nowy rodzi się w bólach. Razem z „całym stworzeniem aż dotąd jęczę i wzdycham w bólach rodzenia" (por. Rz 8,22). Kiedy byłem daleko od Pana, wydawało mi się, że wszystko jest ze mną w porządku, dopiero kiedy On pozwolił mi zbliżyć się do siebie, doświadczam własnego grzechu i niemocy. I w tej niemocy moje serce jest jak serce rodzącej kobiety (por. Jer 48,41), nie znajduję w nim dzielności.

Poznaję też konsekwencje własnych grzechów. To przeszłość sprawia, że muszę „pójść do Babilonu", co w tłumaczeniu z biblijnego na polski znaczy, że cierpię niewolę, która nie skończy się wcześniej niż Pan wezwie mnie z powrotem i pozbiera mnie i moje życie na nowo. To cierpienie również porównał prorok do bólu tej, na którą przyszedł już czas: „Wij się z bólu i jęcz jak rodząca, Córo Syjonu, bo teraz musisz wyjść z miasta i w polu zamieszkać. Pójdziesz aż do Babilonu, tam będziesz ocalona, tam cię odkupi Pan z ręki twych nieprzyjaciół." (Mi 4,10). Historia narodu wybranego lubi się powtarzać w moim życiu. Tęsknię za wolnością, którą doceniłem jednak dopiero doświadczywszy bólu niewoli. Nie jest mi dobrze nie tylko w niewoli własnego grzechu, chciałbym uciec również od raniącego mnie grzechu innych, którzy z tego grzechu nawet nie zdają sobie sprawy.

Z kolei Izajasz uczy mnie modlitwy, którą mogę zanieść w takiej sytuacji. I znów- jest ta modlitwa jak krzyk brzemiennej: „Panie, w ucisku szukaliśmy Ciebie, słaliśmy modły półgłosem, kiedyś Ty chłostał. Jak brzemienna, bliska chwili rodzenia wije się, krzyczy w bólach porodu, takimi myśmy się stali przed Tobą, o Panie! Poczęliśmy, wiliśmy się z bólu, jakbyśmy mieli rodzić..." (Iz 26,16-18a). Ciekawe, że i doświadczenie oddzielenia od Pana, i samo wołanie o zmianę takiej sytuacji jest męczące. Zarówno ból, jak i tęsknota za zmianą rodzą we mnie modlitwę, która- tak sądzę- wzmagać się będzie jak krzyki brzemiennej. Zdaję sobie sprawę, do czego jestem stworzony i kim jestem, ale z powodu błędów przeszłości nie mogę uciec przed ich konsekwencjami teraz i przyszłości, i zajmować się muszę czymś, co nie daje mi pełnej satysfakcji, i zdaję się być kimś innym niż mógłbym być.

I dalej; następna księga- następny prorok: Jeremiasz. I znów o rodzącej (kto by pomyślał, że Bóg ciągle o tym samym?): „Tak, słyszę głos niby rodzącej w bólach, trwożny jęk niby niewiasty rodzącej po raz pierwszy. To głos Córy Syjonu, która wzdycha i wyciąga dłonie: Ach, biada mi, bo wycieńczona popadam w moc morderców." (Jer 4,31). Przecież to znów opis duchowego doświadczenia: wzdychanie do Pana, wznoszone przez tego, kto jest zatrwożony jak pierwiastka (w języku położniczym wyraz ten oznacza to samo, co biblijna „niewiasta rodząca po raz pierwszy"), zdziwiony jak ona tym, co czuje, kiedy uświadomił sobie własną słabość po raz pierwszy z taką mocą...

Sytuację bez wyjścia Izraelici określali przysłowiem: „dojrzały dzieci do swoich narodzin, a nie ma siły do ich porodzenia" (por. 2Krl 19,3). To kolejne doświadczenie- zarówno rodzącej fizycznie, jak i każdego, kto rodzi się duchowo. Wzmagają się skurcze, a ubywa sił. Ale nie ma już powrotu, nie warto dłużej ukrywać tego grzechu, którego doświadczenie wzmaga parcie do nowego narodzenia. Przestrzega prorok, tym razem Ozeasz, przed próbą ucieczki od tej sytuacji: „Nieprawość Efraima - wybornie ukryta, grzech jego bezpiecznie schowany. Ogarnęły go bóle rodzenia, lecz on jest dzieckiem upartym: czas nadszedł, a on nie opuszcza matczynego łona." (Oz 13,12-13).

Powtarzają się więc duchowe skurcze, i coraz trudniej jest chrześcijaninowi nie doświadczać własnej słabości, i mimo podejmowanych wysiłków i miłosnych obietnic składanych Panu, co raz po raz kolejny pieje kogut w jego życiu (por. Mk 14,66-72). Świadomość tego przynosi ból, od którego wije się i płacze dusza (bo ciało już niekoniecznie; uczucia nie zawsze nadążają za duszą, najczęściej pozostają obojętne i nieczułe na grzech, przynajmniej dopóty jego konsekwencje nie dotykają również sfery emocji). Ale nie skończy się ten czas, „aż Chrystus się nie ukształtuje" (por. Ga 4,19). A to stanie się dopiero wtedy, kiedy człowiek całkiem opadnie z sił, bo wtedy nie będzie już mógł liczyć na siebie, a tylko na łaskę Pana; na Jego zbawienie. Nic tylko westchnąć i wyciągnąć dłonie ku niebu...

Zaprawdę, Bóg zrozumiał kobietę i nie jest ślepy na jej cierpienie. Kto ciekawy, niech sprawdzi jak wiele razy w Piśmie św. Bóg odwołuje się do obrazów związanych z rodzeniem. Bóg i dostrzega „bóle, które chwytają kobietę, gdy rodzi" (por. Ps 48,7), i słyszy jej krzyki oraz dyszenie (por. Iz 42,13), i rejestruje najczulszym przyrządem swojego serca wszystkie jej lęki i bóle (por. Jer 6,24), męki i boleści (por. Iz 13,8). Zdaje sobie oczywiście również sprawę z tego, że kobieta może nawet umrzeć w trakcie porodu- taka historia zdarzyła się przecież w życiu Racheli (Rdz 35,16-20), w taki sposób zakończyła swoje ziemskie życie również współczesna święta, Joasia Molla (jakże podobna była do Ukrzyżowanego powierzającego swojego ducha Ojcu, kiedy w agonii wołała: „Jezu, kocham Cię! Jezu, kocham Cię!").

Można powiedzieć, że Bóg postawił kobietę za wzór do naśladowania. Pamiętamy tę Jezusową obietnicę: „... kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je." (Mk 8,35). Całe życie kobiety- czym innym jest jak nie umieraniem właśnie? W samym centrum tego powołania do umierania jest poród, ale to, co po nim nastanie- czy nie jest tym samym umieraniem, tylko rozciągniętym w czasie całego jej życia? Za tą pierwszą decyzją, najbardziej spektakularną, o której wiedzą wszyscy znajomi i cała rodzina, a słyszy cały oddział położniczy, przyjdą następne, codzienne i zauważalne tylko dla niej i dla Pana (no może- jeżeli mąż też zna Pana- także i przez męża) umierania dla swojego dziecka.

To powołanie do umierania jest równocześnie, a nawet przede wszystkim powołaniem do dawania życia. „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity." (J 12,24). Zaprawdę, zaprawdę, jeżeli kobieta nie umrze, zostanie sama, ale jeżeli umrze rodzi życie dla innych, a dla siebie samej życie wieczne: „Zbawiona zaś zostanie [kobieta] przez rodzenie dzieci..." (1Tm 2,15a). Tu jest klucz może nie tyle do zrozumienia Tajemnicy, co do jej dotknięcia: Bogu chodzi o życie, nie o śmierć. Problem śmierci pojawił się dopiero jako konsekwencja odwrócenia się od Boga.

Jeżeli uda się przyjąć tę prawdę, łatwiej będzie zachować ufność Panu w trakcie bólów porodowych. Warto słuchać tych słów, ponieważ „wiara rodzi się [wciąż jesteśmy w temacie, prawda?- SZ] z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa" (Rz 10,17). Przekładając tę prawdę również na życie duchowe, można napisać, że powołaniem człowieka jest rodzenie życia w sobie i innych! Zarówno brzemienna, jak i brzemienny grzechem, współdziałają tym sposobem ze Stwórcą.

A teraz proszę sprawdzić, drodzy Czytelnicy obojga płci, jak odbieracie mój felieton? Jeżeli pojawił się w Was jakikolwiek lek związany z porodem- czy to fizycznym, czy duchowym- proszę pamiętać, że wynika on własnie nie z czego innego, jak z grzechu. To on sprawia, że zamiast widzieć życie, zwracamy uwagę na śmierć, z której ono się rodzi; grzeszność jest powodem również tego, że tyloma słowy opisywać musiałem doświadczenie duchowych skurczów, aby w końcu dotrzeć do tego, do czego one prowadzą- do nowego życia.

Ten „plon obfity" dzięki mojej Żonie ma całe dwanaście dni, i od tej pory przybrał na wadze już 500 gram! I oprócz Bożej miłości, którą zalewają ją rodzice, Oksanka doświadcza już także tajemnicy grzechu. Przypomniały mi się w tej sytuacji „Confessiones" św. Augustyna, w których spowiada się on nawet z grzechów niemowlęctwa, a ponieważ robi to publicznie, nie jestem zobowiązany do zachowywania tego w tajemnicy:

„Wobec Ciebie wolny od grzechu nie jest nikt, nawet dziecko, które zaledwie jeden dzień przeżyło na ziemi. (...) Czym grzeszyłem wówczas? Czy tym, że płacząc wyrywałem się do karmiącej mnie piersi? Gdybym dziś tak łakomie się rwał już nie do piersi, lecz do pokarmu stosownego dla moich lat, wyśmiano by mnie i udzielono mi słusznej nagany. Postępowałem więc w sposób zasługujący na naganę. (...) Więc i wtedy postępowanie takie nie było dobre- to wymuszanie płaczem nawet rzeczy szkodliwych, złoszczenie się tak zażarte na ludzi wolnych, że nie chcą być niewolnikami, na dorosłych, na własnych rodziców i innych ludzi rozumnych, że nie są posłuszni na każde skinienie. (...) Niewinność niemowląt polega na słabości ciała, a nie na niewinności duszy". (Św. Augustyn, „Wyznania", I 7).

O, właśnie teraz, kiedy piszę te słowa, Oksanka zaczyna swoje jęczenie. Nie przypomina ono jeszcze bólów rodzenia, ale przecież kiedyś, jak Pan da, ona również będzie mogła dotknąć tej Tajemnicy, do której jako Kobieta i jako potencjalna uczennica Jezusa jest zaproszona. Na razie nasilają się bóle małego brzuszka i wzmaga się krzyk- Bóg słucha, a ja przerywam pisanie...

 

............................

 

Tekst powyższy ukazał się w październikowym numerze „Biuletynu Miłośników Dobrej Książki" księgarni internetowej „Tolle et lege". „Biuletyn" można zaprenumerować darmowo pod adresem: http://www.biuletyn.tolle.pl/

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura