Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki
36
BLOG

Potrzeba gałązek oliwnych

Sławomir Zatwardnicki Sławomir Zatwardnicki Kultura Obserwuj notkę 3
 

Tekst ten traktuje o modlitwie uwielbienia i powstał na bazie zrozumienia, które miałem właśnie w trakcie wspólnotowego oddawania chwały Bogu. Nie przesądzam, czy jest to zrozumienie wynikiem ludzkiego rozmyślania, czy też natchnieniem pochodzącym od Ducha Świętego.

Gdy przyszedł w pobliże Betfage i Betanii, do góry zwanej Oliwną, wysłał dwóch spośród uczniów, mówiąc: "Idźcie do wsi, która jest naprzeciwko, a wchodząc do niej, znajdziecie oślę uwiązane, którego jeszcze nikt nie dosiadł. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj! A gdyby was kto pytał: «Dlaczego odwiązujecie?», tak powiecie: «Pan go potrzebuje»". Wysłani poszli i znaleźli wszystko tak, jak im powiedział. A gdy odwiązywali oślę, zapytali ich jego właściciele: „Czemu odwiązujecie oślę?" Odpowiedzieli: „Pan go potrzebuje". I przyprowadzili je do Jezusa, a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów poczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: "Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach". (Łk 19,29-38; wytłuszczenia we wszystkich cytatach moje- SZ)

Jak to się stało- można byłoby się oburzać- że ten zachwycony tłum, który słał płaszcze i gałązki oliwne przed wjeżdżającym do Jerozolimy Jezusem, niedługo potem krzyczał: „Ukrzyżuj Go!"?

Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. Był to dzień Przygotowania Paschy, około godziny szóstej. I rzekł do Żydów: "Oto król wasz!" A oni krzyczeli: "Precz! Precz! Ukrzyżuj Go!" Piłat rzekł do nich: "Czyż króla waszego mam ukrzyżować?" Odpowiedzieli arcykapłani: "Poza Cezarem nie mamy króla". Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. (J 19,13-16)

Spodziewał się tłum, ze wita Króla, który zaprowadzi ludzki porządek, a tymczasem On chciał dać się przybić do krzyża. Nie sądzili uczniowie, chociaż mieli i proroctwa, i trzykrotne zapowiedzi swojego Mistrza, że w Królestwie Bożym rządzą inne prawa. Oczekiwali Króla, który po ludzku, od zewnątrz zaprowadzi porządek, a tymczasem od rozpoczął swoje królowanie od serc.

Wjeżdżający wie, że zostanie odrzucony, a jednak decyduje się przyjąć uwielbienie; mimo tego, że właściwie nie dosięga ono ani tego, kim On naprawdę jest, ani tego największego, co wkrótce uczyni. Zresztą, gdyby nie przyjął tego uwielbienia, musiałby przyjąć wołanie kamieni:

Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: „Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!" Odrzekł: „Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą". (Łk 19,39-40).

Z modlitwą uwielbienia jest podobnie jak z tym wołaniem uczniów w czasie uroczystego wjazdu Króla do Jerozolimy. Ponieważ poznaliśmy Jego moc i działanie, uwiodła nas Jego nauka i obietnice, witamy Go radosnym uwielbieniem. Nie ma gałązek, ale są słowa; nie ma płaszczy, ale są pieśni. Król jest uwielbiony, i naprawdę przyjęty jak Król. W czasie modlitwy uwielbienia wkracza uroczyście na zgromadzenie modlących się.

I można byłoby się oburzać, że ta rozmodlona uwielbieniem wspólnota za chwilę ucieknie od krzyża, a więc i od Pana, który właśnie na nim zwyciężył. Albo mówiąc jeszcze dosadniej, ale i przez to prawdziwiej: za chwilę znów zostanie wybrany Barabasz, a Jezus będzie ukrzyżowany.

„Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego (więźnia). Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego?" Oni zaś powtórnie zawołali: „Nie tego, lecz Barabasza!" A Barabasz był zbrodniarzem. (J 18,39-40)

Bo przecież i my, dzisiaj, oczekujemy że Król wejdzie do naszego życia i zakróluje według naszych oczekiwań. Wydaje nam się, że po tych pierwszych cudach, których doświadczyliśmy przyjdą kolejne; że ten Król będzie zwyciężał w naszym życiu w sposób nadprzyrodzony likwidując wszystkie nasze grzechy i wady, aż staniemy się doskonali; że to my, którzy oddaliśmy Mu panowanie nad naszym życiem, damy Mu królować nad każdą Jego dziedziną.

Król jednak wie, że sytuacja powtórzy się, i że uwielbiający Go inaczej rozumieją Jego królowanie niż On sam. Poznał, że ci wszyscy, którzy teraz wznoszą pieśni na Jego chwałę, nie rozumieją jeszcze istoty Jego królowania. Niby są w lepszej sytuacji od tamtego, opisanego przez Łukasza, tłumu, bo wiedzą co to zgorszenie krzyża, a jednak postąpią tak samo jak tamci. A On podobnie jak kiedyś, przyjmie to uwielbienie.

Król znów przychodzi, bo wie, że rozpoznany zostanie dopiero wtedy, kiedy zostanie odrzucony. Dopiero wtedy my, którzy Go ukrzyżujemy w naszych sercach, będziemy mogli przyjąć Jego zbawienie. Wtedy zrozumiemy krzyż i jeszcze raz, tym razem wiedząc już Kogo i za co uwielbiamy, wywyższymy Króla, który zwyciężył nasz grzech. Tym boleśniej przeżyty, im głośniejsze jest uwielbienie, po którym odrzucimy Króla.

Nie bójmy się więc uwielbienia, które ma moc otworzyć przed Królem nasze serca, aby mógł On zostać przyjęty, a potem odrzucony. A potem już ostatecznie przyjęty albo odrzucony. Bo po tym pierwszym odrzuceniu wjedzie Król jeszcze raz, znów na osiołku, którego tym razem nie potraktujemy jako zbędnego rekwizytu.

Tak, ten osiołek, na którym wjeżdża Pan, nie jest postacią marginalną w historii dokonującego się zbawienia. Potrzebujemy odkryć i zrozumieć jego rolę. Jak myślicie, co Pan chce powiedzieć przez tego osiołka?

Teolog, publicysta, autor wielu artykułów oraz dwudziestu książek; ostatnio wydał: Maryja. Dlaczego nie?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura